Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości

<< < (30/139) > >>

Dragosani:
Dragosani leciał za Eve. Był mniejszy, więc leciał wolniej. Musiał energiczniej machać skrzydłami, niż anielica. Miał jednak przewagę zwrotności. No i swoich zmysłów, które były wyczulone nawet w tej postaci. Leciał więc za Eve, doskonale wiedząc gdzie ona jest i gdzie jest bryg Melkiora. Popiskiwał sobie, komentując lot w języku nietoperzym.
Dogonił anielicę, gdy ta zaczęła zataczać koła. Poleciał do niej i zaczął krążyć wokół niej, jakby podpisując się jaki to.nie jest zwinny w tej postaci w powietrzu. Oczywiście cały czas coś tam popiskiwał, zapewne bluzgając jak pijany szewc.

Evening Antarii:
-O, tu jesteś. Ale i tak przegrałeś!- zaśmiała się, gdy Antares wreszcie ją dogonił. -Długo musiałam na ciebie czekać- wyszczerzyła się w uśmiechu. -Za to teraz, jak się wylatałam, będzie mi się lepiej spało- mówiła do niego, gdy on tak sobie chaotycznie latał i piszczał.
-Chyba już powoli robi się rano... Drago, wracajmy. Muszę się położyć chociaż na chwilę- i Eve obrała kierunek na bryg, czyli w stronę jedynego pływającego obiektu w promieniu wielu kilometrów. Myśl, że są tu tak zupełnie sami, nie licząc podmorskich potworów, przeraziła ją trochę, ale tylko na chwilę. Być może uda im się przebyć cały rejs bardzo spokojnie, bez żadnych incydentów. I tak na końcu zapewne czeka ich walka. Głupio byłoby zginąć w połowie drogi w paszczy krakena.
Na takich rozmyślaniach minęła jej droga powrotna. Udało jej się zgrabnie wylądować na pokładzie, nie robiąc zbyt wiele hałasu. Poczuła zmęczenie i senność. Niewiele czasu jej zostało, więc chciała wykorzystać choć tą resztkę.
-Dobranoc Drago. Dzięki za... ee... przelecenie się- brzmiało to głupio, ale innego słowa Eve nie mogła znaleźć.
Zeszła na dolny pokład, znalazła swoją pryczę, która otoczona była jej torbami i kuferkami. Ułożyła się jak najwygodniej mogła i zasnęła.

Dragosani:
Dragosani wrócił z Eve na statek. Wylądował, wrócił do wampirzej formy. Pożegnał anielicę i życzył jej dobrej nocy. Lub raczej jej resztki. Następnie znów.wszedł do bocianiego gniazda i kontynuował obserwację oceanu.

Melkior Tacticus:
Noc minęła bez problemów, Melkiorowi śniło się jak nietopyrz gonił jakąś mewę nad wzburzonym morzem, niestety leciał tak nisko że coś wyskoczyło z wody i go zeżarło. Elf niechętnie wstał z łóżka, było wygodne - nie żeby prycze w kubryku nie były - nałożył na siebie mundur coby niepotrzebnie nie dźwigać zbroi, tu piratów nie było. Płynęli przecież w pobliżu Valfdeńskiego wybrzeża, wyszedł na zewnątrz gdzie było rześko jak to z rana. Zmienił Ahmeda przy sterze.

//Jest 8:00

Dragosani:
No a Drago nudził się strasznie przez resztę nocy. Rozważał załadowanie pistoletu i strzelanie w wodę, ale uznał, że to może niepotrzebnie pobudzić całą załogę. Potem by mu marudzili. W końcu, gdy już miało wschodzić słońce, zszedł z bocianiego gniazda i przyciągnął się. Udał się pod pokład, aby trochę odpocząć i przespać się. Walnął się na swoją pryczę, po drodze mijając śpiącą załogę. No i zasnął. ÂŚnił o ganianiu za piórem (takim pojedynczym, ale bardzo dużym) i o jakiejś nowej. Nie miał pojęcia o co chodzi z tym drugim, ale w snach nie kwestionuje się logiki.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej