Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Z mroku przybyłeś i w mrok powrócisz
Tyrr aep Nargoth:
Przerwał im jadący na niedźwiedziu Tyrr - Zatrzymamy się w karczmie "Pod Kozim Kopytem", 100km. od Ekkerund, dalej nie mogę z wami jechać. Kontrwywiad może mnie namierzyć a wolę uniknąć strzelaniny, nająłem też oddział Bękarcich Weteranów na wypadek gdybyście skrewili misję i trzeba by było po was sprzątać. Jedziemy?
Dragosani:
- Jeszcze nam brakowało bandy najemników - wampir westchnął, gdy Tyrr wspomniał o tym kogo najął.
- W przypadku niepowodzenia... - Antaresowi nie spodobało jak określił to krasnolud. Zupełnie jakbyś wampir był jakimś młodocianym najemnikiem, którego Tyrr wynajął! - To taki oddział niewiele zdziała. Tu trzeba profesjonalistów. - Dał koniowi znał aby ruszył. Nie ma co się ociągać. - Poza tym, czy przypadkiem Aggromor nie wynajął jakiś orków z Bękartów?
Canis:
- Krasnoludzie. Bądź łaskaw nie drażnić szlachty Efehidońskiej. Niejednego myśmy karła moralnego z lufą przy pasie się sprzątnęło. Możemy się pochwalić większymi sprzętami niż lufka pistoletu skałkowego czy muszkietu. - Odpowiedział na wredną i obelżywą sugestię możliwej porażki. Zwłaszcza, ze coś takiego było Salusiowi obce! Częste były natomiast nieoczekiwane komplikacje i nieprzewidziane konsekwencje poczynań... jak z Aprialem... ale w końcu nikt nie wiedział, że to jego dzieło! Poza jednym... E.S. ... Gdzie jesteś bracie krwi? przemknęło mu w myśli gdy spojrzał w niebo smagając lejcami Pałasza, który tylko zamachnął ogonem by uderzyć byłego gadziego koleżkę w plecy... tak pieszczotliwie... zadać ból jeźdźcowi :) . koń ruszył wprost ku bramom wraz z dwójka pozostałych wgapiając się w gwiazdy? - Zaświecić może? Nieuwiezienie jaki fajny gadżet mam! Mówił tajemniczo uśmiechając się!
Tyrr aep Nargoth:
- Sal, nie zaczynaj politycznych dywagacji i pieprzenia o drażnieniu panów jaśnie "szlachciców". Inaczej nasza ekspedycja zakończy się tu i teraz, a Aggromora się zabije. Teraz, w tej chwili jesteście dla mnie pracownikami. Tytułowanie skończyło się po opuszczeniu twojego domu. Wio! Pogonił wierzchowca by ten szybciej szedł
Canis:
- Więc niech ginie. Szkoda było czasu i wysiłku. - Powiedział i pociągnął lejce do siebie zatrzymując wierzchowca. - Nie będziesz mnie Tyrze nazywał swoim pracownikiem. Praca nazywa się kontrakt zawarty miedzy pracownikiem a pracodawcą, ja świadczę tobie przysługę nieodpłatna, a przynajmniej nic takiego nie ustalaliśmy i nie godzę się na traktowanie siebie jak jakiegoś podrzędnego niew... najemnika, którego możesz sobie poganiać zgodnie ze swoją wolą. Nie życzę sobie być tak traktowany krasnoludzie. Wiesz co to znaczy traktowanie się ze wzajemnym szacunkiem? Czy takim jak ty jest to obce. Miłej drogi. - Tak też w miejscu zawrócił wierzchowca i pojechał do domu. Kurwa no nie... no po prostu kurwa no nie, boże czy ty to widzisz... Nie lubię tytularnych rozgrywek, ale kurwa nie pozwolę się traktować jak kurwa bydło do poganiania. Jakiś kurwa szacunek jak kurwa humanoid do humanoida. niech ta góra zwali się na zakute durne łby, karły kurwa moralne. Powtarzał uspokajając się wracając do domu.
//Dzięki, rezygnuję ;/ .
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej