Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Znaleziątko
Funeris Venatio:
- Powiedział, że niósł list do Bractwa - powiedział wreszcie Funeris, wstając i opierając się o ścianę. Jego ręce były zbroczone krwią. Następna śmierć w tym świecie, do tego zapewne niepotrzebna. Jak każda zresztą. Posłaniec wspominał, że niósł list do Bractwa, czyżby do Bractwa ÂŚwitu? Nie można tego wykluczyć. Funeris nie przypominał sobie żadnego innego Bractwa w mieście, które można było rozpoznać po tym właśnie słowie. A on był Wielkim Kanclerzem tegoż Bractwa i jego aniołem, nie mógł tego tak pozostawić. Nie pozostawiłby pewnie tego nawet wtedy, gdyby to jego w żaden sposób nie dotykało.
- Liszko, przestań łypać na jego buty, wynagrodzę Ci to. Wiesz, gdzie mieszka ten magnat, o którym była mowa?
Licho:
Licho zrobiła się cała czerwona, gdy Funeris wspomniał o butach. No i wpadła, kolejny raz. Dała się okraść aniołowi, a potem przyłapał ją na snuciu niecnych planów ograbienia martwego posłańca.
- Ja? A skądże niby? Tych bogatych to ja nie kojarzę, jeszcze jak był Goniec to czasem co nieco ktoś przeczytał. Teraz to cholera wie, trudno się połapać kto jest kim. Ci bogaci stanowiska zmieniają jak rękawiczki, jak nie kanclerz to podskarbi i tak na zmianę- trajkotała zdenerwowana. Szczerze, nie znała żadnego magnata. Tak jak świat bandziorów i zbirów znała doskonale, bo przecież do niego należała, tak wyższymi sferami gardziła a "szlachcice" nie wzbudzali w niej podziwu. - Waldek wie. Gdzież to ten magnat pomieszkuje>- zagadała.
- Mówił biedak, że na Folwarcznej. Nie sposób pomylić, pałac jak w mordę strzelił a dzielnica niezbyt bogata- gospodarz przechadzał się smutny po karczmie. Krew brudziła drewno, ale co poradzić... Ten incydent pewnie wpłynie na liczbę gości. - Folwarczna to gdzieś za handlową dzielnicą jest- dodał. - Ja myślę, że chciał list do Bractwa ÂŚwitu przekazać, ale było w nim coś ważnego, coś co nie mogło być odkryte. To i poniósł ofiarę za to. Myślę, że ten magnat to pierwszy powinien być powiadomiony- myślał na głos Waldek.
Funeris Venatio:
- Tam też się niezwłocznie udam - powiedział Funeris. Wysupłał z mieszka następne 50 grzywien, podał w stronę karczmarza. Wyraził szczerą nadzieję, że to wystarczy na pokrycie kosztów sprzątania i odprawienia ciała na cmentarz.
- Liszko, przejdziesz się ze mną? - zagadnął, próbując wyłowić wzrokiem, czy kobieta zabrała ze stołu medalion i całą resztę.
Licho:
Karczmarzowi aż pojawiły się wypieki na twarzy, gdy został obdarowany taką sumą, która ledwo bo ledwo, ale wystarczy na skromny pogrzeb. - Dzięki, panie, dzięki!- trudno mu było zebrać słowa.
Licho zaś wzięła medalion ze stołu. Zamknęła go i schowała do wewnętrznej kieszeni bo lało straszliwie i nie chciała pomoczyć drobiazgu.
- Przejdę się; a co będę siedziała- odparła od niechcenia. Mimo wszystko była dość zawiedziona, że nie zdołała przeszukać kieszeni nieboszczyka... Dużo jeszcze okazji będzie mieć Licho, by okradać trupy, a anioł nie codziennie zaprasza ją na przechadzkę. Co tam że w deszczu i w takich okolicznościach.
- Powiem ci, że dziwna sprawa. Z mojego doświadczenia wiem, że koleś musiał albo nieść coś baaardzo ważnego, wartego wiele grzywien, albo zalazł komuś poważnie za skórę. Albo jedno i drugie, co w tym przypadku jest bardzo prawdopodobne. A myślisz że o czym był ten list? Bo wiesz, ja za bardzo nie orientuję się co tam rycerze na posterunku robią całe dnie i jakie powiadomienia dostają. W sumie fajnie tak być rycerzem, ale ta zbroja.... Yyych! Pewnie pełno macie odparzeń później? Uuuu, nie chciałabym tego widzieć hahah!- rozgadało się dziewczę. Po prostu niecierpliwiła się bardzo, przebierała nogami w miejscu, bo już chciała wyruszyć w drogę i rozwiązać tą zagadkę. Bo choć nie była jakoś bardzo zorientowana w sprawach tej magii, to dysponowała dużym sprytem. Zwykłą dziewczynę, chłopczycę, trochę brudaskę bo rzadko nadarzała się okazja do kąpieli, trudniej zauważyć niż znanego anioła z białymi skrzydłami, które rzucały się w oczy nawet z daleka. - Są na to jakieś kremy? W razie jakby co?
Funeris Venatio:
- Są maści i okłady z pokrzywy i aloesu - odparł. Nie poruszał tematu tego, co rycerze całymi dniami robią na posterunku, a czego nie robią, nie chciał w to teraz brnąć i odpowiadać na pytania, które by na pewno padły. Nie miał pojęcia czego może dotyczyć sprawa, nie znał nawet tego bogacza, od którego szło pismo, a miał on sprawę właśnie do rycerstwa, do zakonu Pana ÂŚwiatła.
- Pod zbroją jest aketon. To takie warstwy tkanin, które amortyzują uderzenia, zapobiegają odparzeniom, ocieraniu się metalowych elementów o skórę, trzymają temperaturę i izolują. Aketon, albo inaczej przeszywanica, jest całkiem gruby, można powiedzieć, że to taka kurtka pod zbroją. Jak biedota idzie na wojnę i nie stać ich na nic innego, to czasem mają na sobie tylko przeszywanice. Lepsze to niż nic. Na taki materiał często naszywa się plecionkę kolczą, która zapewnia już w miarę dobrą ochronę... - mówił, ostatnie zdanie jakby zawieszając w powietrzu. Wyszli już na zewnątrz, deszcz zacinał, lał się strugami, chociaż był to jeszcze ten ciepły, letni strumień, który nie mroził do szpiku kości.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej