Tereny Valfden > Dział Wypraw

Próba Siły #12 - Salazar Trevant

<< < (2/12) > >>

Funeris Venatio:
Do bramy dojechał bez najmniejszych problemów. Pogoda była przyjemna, nie wiało, nie padało. Przy obrysie murów miejskich jak zawsze kręciło się mnóstwo istot, mniej więcej po równo orków, krasnoludów, niziołków, elfów i maurenów. Tylko wszędobylskich ludzi jak zawsze było najwięcej, wszędzie przebijały się ich białe twarze i krzywe nosy. Wszyscy jednakowo hałasowali, przekrzykiwali się, próbowali kogoś do czegoś przekonać, coś wyciągnąć, przekupić, sprzedać lub wyłgać się z kłopotów. Mur miejski nie dawał w tej chwili prawie żadnego cienia, gdyż Słońce stało wysoko na niebie. Szyja bramy była jedynymi miejscem, gdzie można było schronić się przed promieniami. Po jej przekroczeniu rozciągał się jednak gościniec, na którym na powrót znikąd pomocy i ratunku.

Canis:
Nie marnując ani chwili, to też i krztyny piasku z klepsydry życia, poruszył nogami niczym wahadełkiem uderzając strzemionami w bok konia a jakże delikatnie popędzając go do szybszej jazdy. Gdy mijał bramę miasta poprawił swoją łuskowatą czapeczkę i zapętlając wokół nadgarstków lejce pochylił się nad grzbietem konia.
- Wyjść z miasta, skierować się na północ, następnie przy pierwszej sposobności skręcić na wschód. Kierować się drogą, minąć zawaloną stróżówkę, dwie odnogi drogi i dopiero przy jeziorku skręcić znowu na północ. - Powiedział do Pałasza, powtarzając to samo wielokrotnie w swych myślach, by w następnej chwili, gdy to już tylko minął bramę pognać wierzchowca szlakiem na północ zgodnie ze wskazówkami jakie dojrzał i zapamiętał, tak mknął szybkim tempem kolejno doglądając znaków, których to szukał, począwszy pierwszego skrętu w prawo, rozwidlenia w stronę wschodu. szukać zawalonej stróżówki, ruin jakichś, i dalej...

Funeris Venatio:
Gościniec był szeroki, uczęszczany i wyjeżdżony, chociaż nie tak zatłoczony jak ten, który prowadził bezpośrednio na wschód czy zachód miasta. Taka specyfikacja, że akurat na północ, ku groźnym i niedostępnym górom królestwa Valfden, nie podróżowało się tak często, jak na słoneczne równiny rozciągające się na południu.  Niemniej Salazar nie narzekał na nudę. Mogąc podziwiać pojedyncze gospodarstwa rolne, większe skupiska folwarczne, pojedyncze kępki drzew, czy po prostu patrząc w niebo, hrabia Trevant ujrzał po swojej prawicy drogę prowadzącą prosto na wschód.

Canis:
Jednak jego zmysł wzroku widząc ulotne momenty nie zwracał uwagi jego osobowości zmuszając do refleksji, bowiem jego własne myśli w tym momencie dalekie były od przyziemnych codziennych scen podróży szlakiem gmin księstwa Efehidon, a dalej revarskich ziem. I nie było to spowodowane o zgrozo brakiem estetycznego majestatu godnego jego wzroku, nie... całkowicie przeciwnie, w tym momencie serce i duszę jego, jakże ranne i zbolałe, pełne czerni i mroku toczyło zażarty bój między dwoma popędami pchającymi istotę rozumną ku przyszłości, a popędy te zwane Popędem miłości i popędem śmierci. I nie przez to, co pospołu karczemna tusza myśli o tych popędach śmiejąc i grubiańskie wizje mając, tak on na swój sposób rozumiał każdy z nich. Tak i on W tym momencie godził w swym sercu zatarte prawo Cienia z życiem doczesnym i przyszłym rozwijając swoje wnętrze o szereg myśli i wzruszeń, o ból i cierpienie, o radość i światopoglądową pustkę swego jestestwa.

Tak też gdy dojrzał drogę prowadzącą na wschód wyrwał się z zadumy i wiedział, ze mimo podróży pięknym szlakiem znalazł czas by wyrwać się z gonitwy życia i być jak prawdziwy rzemieślnik, którzy po całym dniu ciężkiej pracy and orężem zasiadł przyglądając się jemu i szukając drogi oświecenia, by poprawić istniejący oręż. I prawo cienia tak też traktowało, jeno nie był to ten sam stopień rozwoju... tak...

Tak też zaciągając cugle na lewą stronę pokierował wierzchowca na wschodnią stronę i dalej pochylając się ku grzbietu wierzchowca mknął szlakiem wyczekując resztek wieżyczki, czy stróżówki i kolejne dwie odnogi, by dotrzeć do jeziorka, a stamtąd już do zaatakowanego obozu... Przydał by się nam jakiś przypadkowy miejscowy coś wiedzący... poszukamy już bliżej tego zniszczonego obozu. Pomyślał i gnał dalej, tak, gnał oj gnał.

Funeris Venatio:
Po niedługim, wyczekiwanym jednakowoż czasie, Salazar ujrzał pierwszy charakterystyczny punkt, który zapamiętał od paladyna. Zawalona, zniszczona stróżówka. Była to głównie drewniana konstrukcja z kamienną podmurówką, której ściany i rusztowania już jakiś czas temu uległy rozpadowi. W czasach swej świetności zapewne górowała nad najbliższą okolicą o kilka metrów, wybijając się z krajobrazu i strzegąc gościńca. Widok z niej roztaczał się znakomity.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej