Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pewnej mroźnej nocy

<< < (7/25) > >>

Szarleǰ:
Szarlej podrapał się jedynie po głowie i doszedł do wniosku, że rycerz ma rację. Fakt, że mimo wszystko uważał, że jeśli coś ich ma zaatakować, to będąc w wodzie mają mniejsze szanse, niż stojąc na podeście, gdzie nic nie ogranicza ich ruchów, jednakże o stokroć lepszym rozwiązaniem był powrót na brzeg. Najwyraźniej przez chwilę zdrowy rozsądek przyćmił chłód, który po wyjściu z wody zaowocował krótkotrwałym skurczem mięśni. Szybko się jednak otrząsnął i przytaknął Arturowi, a po chwili wraz z nim ruszył w kierunku brzegu, gdzie mieli rozważyć co dalej.

Funeris Venatio:
- No dobra... Nie wiemy jak daleko to sięga na prawo i lewo, możemy spróbować się zorientować. Nie mam niestety drugiej pochodni, ani nie umiem tworzyć magicznych kul światła, jak moi bardziej doświadczeni bracia i siostry. Pan, panie Kanclerzu, również nie umie czarować, prawda?

Szarleǰ:
- Znam kilka sztuczek, ale raczej nie będą pomocne - odparł zgodnie z prawdą. - Cóż, możemy spróbować. W ostateczności ściągniemy posiłki.

Funeris Venatio:
Artur z Szarlejem ruszyli najpierw na prawo, patrząc od strony korytarza, którym tutaj dotarli. Szli raczej spokojnie, nie przyspieszając zbytnio kroku, rozglądając się wokół. ÂŚciany tej jaskini pokryte były ziemią, spod której gdzieniegdzie wyłaniał się kawałek kamiennej zabudowy, niczym nieróżniący się od wszystkiego, co do tej pory widzieli. Przeszli kilka, potem kilkanaście, aż wreszcie kilkadziesiąt metrów, a obraz malowany przed nim był ciągle taki sam. Zimne, mroczne ciemności, kompletna cisza. Migoczące światło łuczywa rozświetlało kilka metrów w lewo w stronę tafli jeziora i kilka w prawo, odbijając się od ściany. Pojedynczy plusk wyrwał im z trzewi resztki spokoju, odbił się złowrogim echem od ścian. Nora zaszczekała pojedynczo, urwanie, niecierpliwie. A przed nimi, przytulony do ściany granicznej, wyłonił się identyczny podest jak ten, który widzieli w wodzie. Z dwoma zasadniczymi różnicami. W jeden z dwóch otworów miał wetknięty srebrzysty stożek, wielkości pięści, nieco wystający swoją nasadą poza wgłębienie. Po drugie, wokół podestu leżało mnóstwo kości. Raczej niezbyt humanoidalnych, gdyż brakowało w nim dobrze znanych czaszek czy miednic. Były za to długie i szpiczaste kolce, mocne i grube gnaty, wydające się jednak dziwnie lekkie i zwiewne. Leżały w bezładnej kupie wszędzie wokół, były ich setki. Nie dało się podejść do podestu bez stąpania przez nie.

Szarleǰ:
Szarlej stanął jak wryty i przez krótką chwilę przyglądał się obrazowi, który ukazał im się przed momentem. Sterta kości oblegających coś na kształt pogańskiego ołtarza nigdy nie wróżyła nic dobrego. Spojrzał na Artura, którego twarz wyrażała podobne emocje do tych, które zawładnęły Szarlejem, a trzeba powiedzieć, że były to emocje raczej negatywne. W końcu kanclerz postanowił przerwać chwilę ciszy.
- Narazie zostawmy to w spokoju. Chodźmy dalej. - polecił rycerzowi. Pomyślał, że może sytuacja trochę się rozjaśni, kiedy zbadają całe pomieszczenie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej