Tereny Valfden > Dział Wypraw

Długa droga do domu

<< < (2/2)

Melkior Tacticus:
Koja była piętrowa, Kazmir zapoznał i niemal od razu zakumplował się z "sąsiadami". Billem, Bobem, Kevinem i Stuartem. Brodacz dowiedział się że zajął koję po ich poprzednim sterniku, Jebediah "Jeb" Kerman był ponoć tak dobry że potrafił nawet uciec przed galerą idącą na żaglach i wiosłach. Co zgodnie potwierdziła załoga w trakcie wieczornej integracji...

Kazmir MacBrewmann:
Kazmir twierdził że pierdzielą bzdury, byli w drodze na Valfden i część załogi piła i jadła w kambuzie. Krasnoluda jeszcze nic nie brało, a to był dobry znak. Siedząc przy stole z flaszką przedniego rumu słuchał bajań Kevina o kolejnych wyczynach Jeba.
- Pierdolicie, nawet taki szczur lądowy jak ja wie że galerze idącej na pełnej kurwie nie uciekniesz! - powiedział wlewając w siebie kilka solidnych łyków rumu i zagryzając całkiem dobrą potrawkę.
- No dobra... nie dałeś się wkręcić - odparł Bob klepiąc brodacza po ramieniu - ale Jeb i tak był świetny w swoim fachu.
- Nie wątpie, ale nadal ciekaw jestem jak żeście spierdolili tym orkom?
- To właśnie wtedy Jeb zginął, szła na nas galera, my byliśmy nieźle poobijani ono też. Ale wiesz... to byli orczy ÂŁowcy Piratów.
- Domyślam się że to są twarde skurwysyny... - przerwał Bobowi dorzucając swe dwa grosze.
- No i to jakie... mają broń palną i ostrza z mithrilu albo czarnej czy szarej rudy. Sprzęt z najwyższej półki Kaziu.
Krasnolud zagwizdał, jednocześnie jego twarz przybrała wyraz "o kurwa..."
- Tak czy inaczej, Jeb wziął nasze szalupy i załadował je prochem i ciężkimi kulami. Wysadził to gdy galera miała go staranować... uszkodził ich na tyle że zdążyliśmy zwiać.
- No no. Wypijmy więc za jego poświęcenie! - zawołał wstając, nieco go zarzuciło i to nie od kołysania a ze zbyt małej ilości krwi w alkoholu płynącego w żyłach syna Grotha. A może odwrotnie? Nie ważne, ważne że wszyscy wznieśli toast.

Melkior Tacticus:
Dwa i pół dnia drogi do Atusel minęło krasnoludowi spokojnie, w miarę bo powoli zaczął odczuwać skutki morskiej choroby. Tak więc gdy tylko okręt zawinął do portu krasnolud pożegnał się z kompanią i obiecał że kiedyś jeszcze się spotkają, o ile Kaz nauczy się co to bukszpryt i sterburta. Zszedł z okrętu i ruszył do domu.

Koniec.

[member=1698]Szarleǰ[/member] zamknij prosze, talentów nima i nie będzie  :(

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej