Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Filantrop zza grobu
Isentor:
Nie slyszalem zebys cokolwiek mowil. Zmalazles cos?
Rodred:
// Tutaj również robi się zimno?
- Tak. Na góże był umierający człowiek. Był bliski przemienienia się w zombi i prosił mnie, żebym go zabił. Uczyniłem więc to. Jak uwolnił się z ciała jako duch, udało mi się z nim zamienić słowo. Poinformował mnie, że w ośrodku panuje zaraza. Nic więcej nie mówił.
Rozglądnąłem się starając się zlokalizować Deva oraz źródło ochłodzenie, jeżeli nadal się tu ochładza.
Isentor:
Szkoda, ze go zabiles zanim dowiedziales sie czegos konkretnego. Zaprowadz mnie tam.
Rodred:
// Tam na dole też robiło się zimno?
- Nie chciałem ryzykować starcia z zobie. Poza tym nie był wstanie wykrztusić z siebie nic więcej. Za mną mistrzu.
Ruszyłem po schodach na górę.
Isentor:
//Nie.
Isentor poszedł za Rodredem do pomieszczenia. W pokoju znajdował się trup z rozłupaną czaszką. Całe szczęście ogień świecy nie oświetlał masakry adepta i mistrz oszczędził sobie widoku rozbryzganego na posadzce mózgu. Nie żeby go taki widok wprawiał w osłupienie lub wywoływał mdłości. Nikt nie lubi widoku znajomej twarzy pokrytej krwią. Powiedz mi dokładnie co tutaj zaszło.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej