Tereny Valfden > Dział Wypraw

Basen północny

<< < (20/29) > >>

Canis:
- Pewnego dnia szli przez miasto ojciec z synem. Ojciec ciągnął za sobą osła. Ludzie zaczęli szemrać: "Spójrzcie, jaki głupiec! Ma osła, a obaj idą pieszo!". Wówczas ojciec posadził na ośle syna i ruszyli dalej. Wtedy ludzie zaczęli mówić do siebie: "Spójrzcie jaki głupiec! Młodego chłopca posadził na osła, a on - starzec idzie pieszo sam". Tak więc ojciec zdjął syna, a sam wsiadł na osła. Reakcja ludzi była natychmiastowa: "Jaki okropny ojciec! Biednemu synowi każe iść, a sam siedzi na ośle".Ojcu nic nie pozostało, jak wziąć syna do siebie. Jadą tak razem na ośle, a ludzie na to: "Co za zwyrodnialcy! Biednego osła męczą!" Tak i ty panie Grunaldi godzisz w swoje imię samemu odmawiając mi zwykłej rozmowy i ganisz na siebie widmo mego wzroku. Jesteś jedynym człowiekiem, który ważył się mnie obrazić jak dotąd przed moim obliczem. Nie przywykłem do tego i nie zamierzam... - Chwycił za widelec i już miał ranić się by wydobyć krople krwi na wierzch by zabić ojca rodziny. Lecz Eve powiedziała co powiedziała... I jak to mówią - zmiękł. Puścił zaciśniętą pięść na rączce widelca, który bezwiednie opadł na stół.
- No dobrze... - odparł lekko rozeźlony ale potulnie zrezygnował z chęci odpłaty, chociaż miał nadzieję, że dość nagadał teraz, by Grunaldi sam go zaatakował! Wtedy uda mu się zrealizować swoje bez koniecznosci ponownego przybywania w to miejsce! Ale nie wiedział. udał się za Eve i Larą...

Evening Antarii:
Kłótnia kompletnie zasmuciła dziewczynę. Przybyli w gości a tu jeszcze takie niespodzianki...

-Sal, ja wiem że to było podejrzane, ale nie można tak od razu na kogoś napadać, żądać czegoś no i... Jeśli nie chcemy zamarznąć w ciemną zimną noc to lepiej słuchać się Grunaldiego- mówiła ściszonym głosem, alby Lara idąca na przodzie nie mogła posłyszeć o czym rozmawiali.
A Lara prowadziła ich rzeczywiście bocznymi korytarzami. Nie szli głównym, pięknym i szerokim przejściem, tylko cienkimi ścieżkami prowadzącymi nie wiadomo gdzie i jakoś na około. Nie było tu ozdób w postaci luster czy obrazów. Schodzili i wchodzili po schodach kilka razy, ale wreszcie dotarli do salonu.
Było to duże pomieszczenie, bardzo piękne i zadbane. Na głównej ścianie stał ozdobny ceglany kominek, a w nim płonął ogień. Na bokach stały regały z książkami, a wokół kominka wygodne tapczany i fotele. Na podłodze leżała cielęca skóra.
- Zechcą państwo tu poczekać, aż przygotuję pościele - oznajmiła Lara i wyszła.
Eve zaś usiadła na przeciwko kominka i westchnęła.

Canis:
- Eve, podejrzane... wcale niekoniecznie, każdy może traktować niewolników jak chce. Ale jeżeli nie była ta osoba najemnikiem niewolnikiem, to była równa nam, może i bez tytułu... Jeżeli mogę być szczery, mimo zniesienia najemnictwa, to nie zmienia stanu czym jest niewolnik a cechuje się wieloma względami tym samym z wyjątkiem innej nazwy i rozumiem lepsze i gorsze traktowanie. Jednak wierzę też, ze prawda nas wyzwoli, widziałaś jak się spocił i wkurzył? czy go uraziłem nazywając okrutnikiem? nie, grzecznie poprosiłem o spotkanie ze służbą. A że wybuchł jak wulkan to już nie moja wina... - tłumaczył się ze zwieszoną głową opartą o rękę, patrząc na kominek... - "Słuchać Grunaldiego", zależy czego ten cap będzie jeszcze chciał... Piękne te góry to prawda, ale nie wszystkie widoki tego wieczora były piękne... Nie wiem czym on się zachwycał. Jedno wspomnienie dziś uratowało mnie, ze zdołałem dojeść tą kolację w ogóle...

- Jak twoje wrażenia Eve, czy miło ci tutaj? dobrze? - Dopytywał z ciekawości Eve czy podoba jej się tu, czy smakowała jaj kolacja, tak liczył się z jej zdaniem i chętnie chciał poznać jak się czuje co czuje co lubi i szanuje, co jej tego dnia szczególnie zapadnie w pamięci a co wzbudzi lęki i niechęci... Mówił półgłosem mimo, że lara wyszła, wkońcu tutaj to już nic nie wiadomo, może nawet ściany mają uszy.

Evening Antarii:
-Może to nic nieznaczący incydent? Nie brałabym tego jakoś specjalnie do siebie. To trochę inny świat, nie wiem czy zauważyłeś. Oni tu naprawdę muszą walczyć o życie każdego dnia. Nie wiem co to było, aczkolwiek jeśli się nie powtórzy to nie nasza sprawa i tyle...- powiedziała zmieniając pozycję na wygodniejszą. Wpatrywała się w ogień.
-No córki mu nie wyszły- zaśmiała się. -Tutaj pewnie uważane są za bardzo ładne jako córki wodza- uśmiechnęła się. -Tylko nie wiem czy to po niej czy po Grunaldim?...
-Nie wiem..., jesteśmy tu jakieś trzy godziny, ja jestem zadowolona, nie ma co narzekać. Poczuj jak jest ciepło! W drodze strasznie wymarzłam pomimo kubraczka- uniosła kąciki ust zadowolona, że jej ciepło. Tak zwyczajnie.
-Już bardziej dziwiło mnie to, co stało się z Edgarem.

Canis:
- Pewnie co najgorsze z niego i co najgorsze z niej, zlepek niedoskonałości, współczuję Grunaldiemu i jego synom, mają tutaj festiwal urody na co dzień. Uśmiechał się prześmiewczo. - Swoją drogą musisz uważać na nich, bo mając takie widoki jak twój w obliczu takiej "nieprzychylnej" kobiecej urody wokół, mogą być jeszcze bardziej napastliwi niż ja podczas tańca także wiesz... - uśmiechnął się z trwogą i współczuciem w oczach po czym już został tylko uśmiech pokazujący no może nierówne bo mistrzów od zębów nie odwiedzał, ale białe i całe żeby o!

- No kubraczek chronił nam tułów, mi nogi, uda też wymarzły, dzięki czapce uszy mam całe, tak pewnie już czerwone i odmrożone by były! bardzo praktyczny prezent, dzięki ci wielkie za wszystko! - mówił również zacierając ręce wyciągnięte w kierunku paleniska. również cieszył się z dogodnych domowych warunków mimo minionej niesnaski z gospodarzem.

- Z Edgarem, nie jestem pewny, ale chyba... Wrócił do domu Erosa. Też tam byłem, lecz tylko chwilę. Co znaczy, ze być może jeszcze go spotkasz, tak jak i mnie spotkałaś ponownie. - Powiedział z uśmiechem, jakby to było niemal oczywiste.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej