Tereny Valfden > Dział Wypraw
Basen północny
Evening Antarii:
Taru zmysły nie myliły. Wyczuły wargi nim te stały się w ogóle widoczne i słyszalne dla ludzi. Z ich białą sierścią były niemal niewidzialne wśród pni i ośnieżonych gałęzi.
-Edgar, bierz go!- wydała komendę Eve, zeskakując ze swej Płotki w głęboki śnieg. Stado dziesięciu wargów zaatakowało z prawej strony szlaku będąc w zwartym szyku. Zwierzęta zaczęły się rozpraszać, by zaatakować z każdej strony.
Eryk, Klemens i Grunaldi dobyli swych mieczy. Zaprawieni w boju zdawali się mieć sytuację pod kontrolą, na ile oczywiście było to możliwe.
-Grashiz isosh noshi!- wymówiła inkantację, która obdarzyła jej towarzyszy dodatkową boską siłą. Sama zaś mściciel dobyła srebrnego miecza i przygotowała się na natarcie przeciwników.
Zaczął prószyć śnieg...
//
10x warg
Kara opady atmosferyczne- śnieg
Canis:
Gdy szare bestie wyłoniły się z bielma północnych terenów skrytych białym puczem doznał widzenia... Jego umysł skryło wspomnienie...
Po między draconami sobie żył,
Kiedy jego świat zniknął w kilka chwil.
Lecz wtedy on się wysoko wzbił,
Pa pa um ma ma dzięki temu że,
zrobił pętli ćwierć potem beczki dwie,
- Ostateczny sąd ułaskawił mnie.
Lądował gdzieś daleko hem,
- Stawiłem czoła tam gigantom aż trzem!
I jak to on, znowu górą był,
Bo mało kto ma ducha hart jak on!
Tamten dzień mam w pamięci w ciąż,
Zjawił się ten opatrzności mąż.
Gotowałem się na zgon.
Gdy wyciągnął mnie z czarnej cieczy on.
Porwał mnie ten magiczny rytm,
On za to drapał się na szczyt.
I jak raz ujrzał tam tajemniczy blask.
Erosie?! - wrzasnąłem tylko gdy nagle spadł.
- Ujrzałem przyszłość... coś mi powiedziała...
A co?
- Powiedziała: w nogi! Szybko!
Czekaj!
I przybył tu w najczarniejszą noc,
objawić nam potęgi moc.
Szybko jednak wyrwał się ze wspomnień widząc pędzące bestie. Okrutna natura... przemknęło mu przez myśl gdy kolejne płatki położyły się na jego nosie, w momencie gdy przekładał lewą nogę nad grzbietem konia i zeskakując z niego.
Stojąc już na równych nogach wyszarpnął szablę z pochwy przystawiając drugą dłoń do ostrza, jednocześnie na wolnej dłoni pojawiło się płytkie na mniej niż pół centymetra rozcięcie, z którego zaczęła płynąc stróżką krew. Czym prędzej wystawił dłoń przed siebie w kierunku jednego z wargów, który już szykował się do natarcia w kierunku drużyny.
- Elhuxu! - Energia magiczna płynęła przez dłoń i dochodząc do płynącej strużki krwi, łącząc się z pierwszymi jej kroplami, które wyjrzały znad rany, zaczęła się z nią łączyć i oddziaływać na nią. Krople krwi obdarzone nakierowaną mocą zaczęły znikać z pola widzenia materii i przywdziały formę krwistej czerwieni materii energii, by w następnej chwili niczym promień światła o barwie jakże majestatycznej, szkarłatniej pomknęła do celu którym był tenże nieszczęsny warg. Energia przebiła się przez skórę, mięsiwo docierając do krwiobiegu, tam energia znalazła miejsce dla siebie, i w następnych chwilach pompowane przez serce warga zaczęła ogarniać cały organizm. Energia wpływała na strukturę krwi i powodowała zwiększenie częstotliwości drgań tejże płynnej materii doprowadzając tkankę łączną krwi do wrzenia w żyłach bestii. Bestie ogarnęły konwulsje, drgawki i ból. Bestia doznała paraliżu dogorywając... Ostatecznie powoli konając w mękach i bólu godnym najgorszych tortur.
Okrutna scena śmierci,, została haniebnie okryta zawieruchą walki, gdy pozostałe wargi rzuciły się do starcia. Te wielkie przerośnięte wilki, groźne bestie cięższe i szczwańsze od swych psowatych kuzynów zaatakowały jakże skrycie i w powabie łaknąć zawartości wozu, ludzkiej krwi, naszej żywej zwierzyny. Nie można dot ego dopuścić! Pomyślał chwytając pewnie szablę i pędząc wraz z pozostałymi do starcia, co by nie nastąpiło bezpośrednio przy wozie, gdyż ich uszkodzenia, uszkodzenia sań naszej konnicy mogły by spowolnić a wręcz nawet uniemożliwić dalszą podróż, była by to okrutna wieść dla nas i dla osób, które wyczekują transportu, rodzin naszych przewodników po niebadanym szlaku.
Odczuł jak na jego ciało niczym deszcz spływa coś, co kojąco wpływa. Nazwał to w myślach: Nieznanym dobrem.Gdy odczuł jak jego umiejętności, jak jego ciało zaczyna sprawniej wić się i poruszać, jak opady śniegu mniej mu przeszkadzają, mniej go ograniczają, wręcz poczuł się wszech potężny i niezwyciężony, To była dobra magia, która dała mu siły do starcia niczym elitarnego szermierza. Z niechybioną radością czując rosnące siły i słabiej działające zmęczenie na jego ciało, zaatakował bez ostrzeżenia szablą, gdy tylko bestia zbliżyła się na odległość 2 metrów. Oczywiście, szabla go nie drasnęła nawet, lecz zatrzymał się na łapach kierując głowę w tył. gdy tylko ostrze srebrnej amare powędrowało w bok, warg zadecydował o ataku i wybił się z tylnych nóg by skoczyć na niegdyś sprawnego jaszczura, dziś znacznie mniej, mimo daru, człowieka. jednak nie powział pod uwagę prostego faktu, różnicy między szablą a mieczem. a jest znaczna, szabla zwana szybką bronią sieczną, lżejszą i sprawniejsza od przeciętnego miesza, była bronią, która znacznie szybciej modyfikowała swoje działania. Tak też Salazar widząc pędzącą po paraboli postać warga, przerzucił broń przed sobą do drugiej ręki obracając szablą w powietrzu niczym gałązką po palcu zawieszonym na łuku rękojeści czym skierował ostrze szabli ku dołowi. Gdy pochwycił lewą, ranioną ręką szablę, zaczął swobodnie opadać na kolana, lecz mięśnie ramion i barków sprawnie współgrały w tejże sytuacji wyprowadzając cios sieczny od dołu. Gdyby nie broń wyglądało by to jak gdyby ruch ręką podczas pływania "kraulem". Dłoń zad głową przeleciała a zaś z nią prostopadle ułożona do ramienia szabla, której ostrze przecięło powietrze na wysokości nawet 2 metrów. Cios nie był kwestią przypadku, był istną sztuką precyzji, gdyż przecinające ostrze spotkało się z gardzielą stworzenia nieosłoniętą niczym jedynie skórą. ostrze z niezwykłym pędem zbiło się w szyję i bez precedensu przecięło kręgi odcinając głowę, która bezwiednie odskoczyła od ciała uderzając delikatnie w plecy Salazara, zaś samo ciało legło przed nim, który sam klęczał na kolanach sztywno trzymając szablę już za głową.
Przełożył broń w drugą rękę i zapierając ostrze o podłogę, gdzie zatopił ostrze w śniegu aż wreszcie napotkała zmarzniętą ziemię, po czym wsparł się na szabli by stanąć na równe nogi.prędko obrócił się w kierunku pozostałych walczących, by podjąć działania i pomóc w starciu, szczególnie spojrzał na Eve, by jej, jej Edgarowi ani też Płotce nic nie zagroziło, chodź wiedział dokładnie, ze mistrzem walki to on tutaj nie jest!
8x Warg
(obowiązuje kara: opady atmosferyczne - śnieg)
Evening Antarii:
Edgar ujadał nieznośnie. Stał w miejscu na ugiętych łapach, jego brzuch niemal dotykał śniegu, a ten szczekał jak najęty. Dziewczyna chciała skarcić chowańca, gdyż przez niego nie mogła się skupić na przeciwnikach...
Miecz pochwyciła mocno i pewnie. Te wszystkie sekwencje ruchów, uników lub ataków miała przećwiczone i wykorzystane w praktyce wiele razy. Ba, nawet na polu bitwy, nie tylko w drobnych potyczkach, czym można było nazwać każde inne starcie, poza polem bitwy właśnie.
Eve nie miała czasu by dobywać tarczy. Zgłodniałe i wychodzone wargi rwały się do ataku, bo czuły ciepłą krew ludzi i zwierząt.
Pierwszy z nich doskoczył do mściciel i szczerzył złowrogo kły. Piana ciekła z jego pyska i kapała na świeży śnieg, który niedługo ma zbroczyć krew, oby zwierzęcia. Dodatkowo spadające płatki nie były tak uciążliwe jak deszcz na przykład, więc dało się je ignorować.
Evening uderzyła pierwsza, ciosem z góry, mocnym, zamierzonym i wycelowanym prosto w łeb warga. Ten jednak zdołał umknąć przed ostrzem, choć srebro musnęło jego ucho i bok pyska. Posypało się jedynie trochę futra. Przeciwnik warknął po czym przymierzył się do kolejnego ataku; wargi znane były bowiem z krwawego szału, przez co walki z nimi mogły przeciągać się długo, zwierzęta te nie męczyły się tak szybko.
Eve wykonała unik, by uciec spod wielkich pazurów warga. Zahaczyły one o jej buty, lecz nic złego się nie stało. Ta sytuacja dała dziewczynie możliwość kontrataku. Wyprowadziła mieczem cios z boku. Brodzenie w śniegu niczego nie ułatwiało, ale także przeciwnik był wolniejszy i w czasie gdy ten przymierzał się do skoku, Eve uderzyła w jego lewy bok przewracając warga w śnieg i raniąc podbrzusze. Szybkim jednym ruchem dobiła go ostatecznie wbijając miecz w gardziel bestii.
Tuż za nią czekał jednak kolejny, gotowy do rozszarpania drobnej dziewczyny, warg. Ten nie patyczkował się wcale. Od razu na nią zaszarżował z chęcią rozszarpania na strzępy najpewniej. Tuż przed Eve, warg uniósł się na dwóch łapach, by przewrócić mściciel, lecz ta czmychnęła w oka mgnieniu na bok, a śnieg zamortyzował jej upadek. Bestia jednak górowała nad leżącą dziewczyną i wydawać by się mogło, że nie ma sposobu by mogła wyswobodzić się z tej sytuacji... Wtem od strony wozów ujrzała biegnącego Edgara, który warczał głośno. Dopadł do tylnej nogi warga i zaczął go gryźć w słabym punkcie, gdzie było pełno ścięgien i drobnych kości. Przeciwnik zaskomlał, a że nie spodziewał się ataku z tyłu, łapą uderzył Edgara z całej siły posyłając go kilka metrów od siebie. To dało czas mściciel by wstała. Zamierzyła się do ciosu z góry i wbiła miecz prosto w kark warga. Z pyska poleciała mu krew, a pośmiertne drgawki opanowały jego cielsko. Eve wyrwała miecz i wśród trwającej jatki podbiegła do swego taru, który trącony wielkim łapskiem, leżał teraz w śniegu...
Grunaldi w raz z synami byli doświadczonymi wojownikami, oni także zabili po dwa wargi. Każdy z nich wykazał się odwagą, ale także znajomością walki w trudnym i niesprzyjającym terenie. Zdawać by się mogło, że nie z takimi bestiami mieli do czynienia. Wszyscy trzej po walce wytarli swe żelazne miecze i zasiedli na saniach dla odpoczynku. Miny mieli nie tęgie, zapewne spodziewali się idealnej drogi do samej wioski, bez żadnych już niespodzianek.
Krew wsiąkała powoli w śnieg, a Edgar wciąż nie mógł podnieść się z zimnego podłoża... Nie dyszał wcale, pysk miał zamknięty i oczy jakieś przymrużone....
//Grunaldi, Eryk i Klemens zabili po 2 wargi.
0x warg
Canis:
Maya widząc leżącego brata na ziemi pędem doskoczyła do jego ciała na wysokość gardła, zaczęła trącać pyskiem jego szyję próbując ją podnieść, piszczała przy tym wkładając wszelki wysiłek by włożyć pysk pod głowę stworzenia i unieść ją, by Edgar jednak wstał. Widziała, że nie daje to nic, nie przynosi żadnego efektu, że nic to nie zmienia. Widząc to położyła się obok niego, za jego plecami, by ogrzać go, by nie zamarzł, może było mu zimno? może przez chłód leży? Nie wiedziała czemu jej niegdyś leżące bratnie szczenię z tego samego koszyka, z tym samym znamieniem na szyi leży teraz nieruchome.
- Maya! Przestań... - Powiedział kręcąc głową i patrząc w oczy chowańca, by przestań kręcić się przy ciele, tylko przeszkadza, nie pomaga. Maya dalej piszcząc odeszła od martwego taru i położyła się przy wozie patrząc spod sań na leżące ciało.
Salazar stanął za Eve i kucnął z boku by móc przyjrzeć się reakcji Eve na widok śmierci Edgara... nie wiedział, czy była bardzo do niego przywiązana, jak wielką stratą jest jego śmierć, jak na nią zareaguje, jaki może mieć to wpływ, co budziło nie tylko jego smutek i żal po stracie zwierzęcia, która było pomocą, chociaż i obowiązkiem Eve, ale także stratą kogoś ważnego w życiu.
Wiedział też, ze słowa nic nie zmienią, że nie poczuje się przez to lepiej, może prędzej gorzej. Kucnął przy niej i czekał patrząc na zmarłego co rusz rzucając jej spojrzenie swojej niewyraźnej i skamieniałej twarzy, nie było tam uśmiechu, ani żadnej miny, usta ułożyły się niemal w równą linię nie okazującą niczego. Zaś oczy były pełne smutku, przymrużone, nawet pojawiła się łezka. Gdyż sam wspominał zwierze z pamiętnego dnia w Ogrodach Erosa, skąd wyjęto je zamknięte z "kantorka". Jego oraz 4 inne szczenięta... Z 5 szczeniąt zostały już tylko 4... Oczy i twarz utkwione były w Eve i jako ze nic nie mówił, musiały coś wyrażać... a co wyrażały? no coś takiego: "wiem, że czujesz się teraz fatalnie, masz do tego prawo i wiedz, że jestem tu, żeby Cię wesprzeć". Czy coś takiego w podobnym brzmieniu lepiej brzmiącego.
Evening Antarii:
Taru leżało teraz bez ruchu, zupełnie. Edgar przewracał tylko oczami patrząc biednie na wszystkich zebranych dookoła. Co myślał w tej chwili, było niewiadomą. Czuł się jednak szczęśliwy, że dzięki niemu jego właścicielka wyszła z potyczki bez ran krytycznych...
Eve zaś dała odczuć zwierzęciu, że nie jest samo w tej chwili i była przy nim do końca. Wreszcie jego łeb opadł bezwładnie, bezwładne stało się także całe jego ciało. Odszedł.
-Przykryjemy go śniegiem, ale nie przy samym szlaku tylko trochę dalej- odezwała się mściciel chłodnym głosem. -Widocznie wypełnił swoje zadanie na tym świecie- oświadczyła jeszcze, po czym wzięła ciało zwierzęcia i zaniosła je w upatrzone miejsce. Pod rozłożystym świerkiem. Położyła tam szybko stygnące zwłoki chowańca, po czym zaczęła je po prostu przykrywać śniegiem. Nie wykopie dołu w tej przemarzniętej ziemi.
Stała tak chwilę nad prowizorycznym "grobem" po czym bez słowa wróciła do miejsca, gdzie stały sanie, i wskoczyła na Plotkę.
-Możemy jechać- odparła krótko. Nieważne co inni o niej myśleli i o jej reakcji. Edgar to było tylko zwierzę... Albo on albo ona. Zginął śmiercią prawie bohaterską, broniąc ludzkiego życia. Dobre psisko z niego było.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej