Tereny Valfden > Dział Wypraw

Basen północny

<< < (14/29) > >>

Evening Antarii:
- Co wy opowiadacie...  <huh> - Grunaldi nie wiedział czy wierzyć czy nie, to brzmiało tak nieprawdopodobnie, a jednak śladów było co nie miara, a mściciel i Salazar byli we krwi... - Szybko! Pakujcie się do sań!- pospieszył ich. W zaroślach stały bowiem sanie, by lepiej podróżowało im się po śniegu. Dwa konie szybko zaprzężono do jednego wozu, kolejne dwa do drugiego. - Nie wierzę, co ja słucham!- mówił roztrzęsiony. Nie minęło dosłownie więcej jak dziesięć minut a wszystko było gotowe! Nigdy tak się jeszcze nie spieszyli. - I wy daliście mu radę!? Niesamowite! Aż strach jeży włosy na głowie!- gadał wciąż Grunaldi. -Już myślałam, że nie dam mu rady, na szczęście Edgar z Mayą nieco pomogli. Daliśmy radę z Salazarem. Uciekł... Długo nie wróci. Jest ranny- tłumaczyła Eve dosiadając Płotki i ruszając za saniami. Pognali w ciemności, ciemnym lasem, wśród drzew, a wiatr smagał ich twarze i różowił nosy i policzki. Z pysków koni wydostawało się mnóstwo pary, wszyscy pospiesznie pędzili przed siebie. Co chwila słychać było Wio! Szybciej!, a konie dawały z siebie ile mogły. Taru przemierzały zaspy, przeskakiwały przez zwalone drzewa, mknęły przez śniegi i nic im nie było straszne.
Konie wpadły w dziki galop popędzane przez ludzi. Eve zdążyła wyspać zaklęcie światła. Inkantacja Elishash zabrzmiała nieco niewyraźnie przez hulający wiatr, ale kula światła pojawiła się wnet  ułatwiając ucieczkę.

Canis:
Salazar udając roztrzęsionego pozbiera bronie, pochował je i dosiadając Pałasza, który tylko łypał na Grunaldiego z niedowierzaniem: I ty w to wierzysz... Ale na szczęście nie miał jak mu tego zakomunikować! Tak też pędził na przód zaś Salazar siedząc na koniu z trudem już powstrzymywał śmiech, wręcz musiał usta zasłonić, aby się z czasem nie wydało. Poganiał lejcami pałasza luzując mu pas lejc i delikatnie smagając nogą jego bok. Pałasz pędził jak szalony za saniami, które prowadzone przez Grunaldiego i jego synów mknęły niczym strzała przez powietrze tnąc śniegi płozami. Maya szczególnie szczęśliwa z poruszenia i zainteresowania, mając jakże ciekawe atrakcje korzystała co rusz wpadając w hałdy śniegu by wytarzać siebie i futerko, a następnie biegiem dogonić pędzącą drużynę.

- Też nie wierzyłem własnym oczom! Ale to szczera prawda! - Mówił niemal krzycząc udając roztrzęsienie i brak opanowania, przejęcie i zaaferowanie sytuacją. - Straszne... - już mówił do siebie. że w to wierzą... Pomyślał.

Ale wewnątrz skrywana radość z psikusa była jakże kojąca z udanego żartu.

- Ale dobra, było minęło... aby nigdy więcej tego nie spotkać. - już mówił chcac uspokoić siebie i innych co by też nie zamęczyli koni! wszakże szybko się zmęczą tak galopując. - Już za nami pewnie nie podąży, już dużo przebyliśmy od tamtego miejsca.

- Zajmujecie się myślistwem? że takie piękne i tak dużo futer macie? Czy raczej kupione od handlarza? - zauważył chcąc delikatnie zmienić temat.

Evening Antarii:
- Ta. Było minęło, a jak nas we wiosce dorwie to koniec- mówił Grunaldi. - My musimy polować. Las nas żywi, tak samo jak morze i góry. Poza tym jak już wiesz, mamy mnóstwo owiec- mówił, ale wciąż wystraszony.
Taki dziki pęd trwał z piętnaście minut. Sanie gładko sunęły po puszystym śniegu. Zaczynało robić się jasno, a kompania wjechała do gęstego lasu, choć był on przejezdny dzięki trasie przez niego prowadzącej.



- Czeka nas kilkunastogodzinna podróż przez ten las, ale nie będzie męcząca- wyjaśnił Eryk wycierając twarz od potu. - Potem czeka nas... Przejście przez górę... tunelem.

Canis:
- Tu jest też pięknie... - Zauważył doglądając pięknie wyglądające korony drzew przyprószone śniegiem. śnieg jak puch oblepiał gałęzie niczym rosnące liście w innych porach roku, zaś wiejący wiatr pięknie wykruszał drobiny puchu tworząc przepiękne podmuchy śnieżnych drobin padające na twarze, pyski i gęby podróżników zależnie do której grupy posiadaczy zaliczyć ludzi, konie i taru! Wąski szlak przez dzicz w Hemis... Kuszące, napawające odrobiną strachu... tak to już im towarzyszyło i towarzyszy nadal, pełne zagrożeń leśne szlaki wraz z wygłodniałą zwierzyną, która jeszcze nie zapadła w sen zimowy lub nie zapadnie... Tunel?! O! - To go uderzyło, musiał zagadnąć o tę kwestię. - O jak ciekawie, sami wykuliście ten tunel? czy to dzieło kogoś innego? Ciekawym jest jak podtrzymano konstrukcję, żeby góra się nie zawalała wraz z drążeniem od połowy do wyjścia, wiem, ze to krytyczny moment! Wiecie może? - Zapytał z ciekawością podróżnych, wszystkich wszakże sam się na takich konstrukcjach nie znał, budowniczym akurat był dosyć kiepskim, drewnianej szopy by nawet nie postawił.

Na szczęście wszyscy zwolnili, a konie mogły chociaż odrobinę wytchnąć. Maja ciągle pędząc za nimi doganiała ich w końcu ciężko dysząc i wywlekłszy jęzor na zewnątrz co rusza parskała, gdy drobiny śniegu padały na jej nosek. szła między Eve i Salazarem stale dysząc i patrząc oczami to na Eve to na Salazara, jak gdyby czegoś chciała.

Evening Antarii:
- Magia!-odparł śmiejąc się przyjaźnie Grunaldi. Tak, owo podziemne przejście było wytworem magii, gdyż ludzie nie zbudowaliby czegoś równie pięknego. - Zwiemy go Kryształowym Przejściem. Będziesz zachwycony!- mówił wniebowzięty. - Wtedy tylko zjechać z góry i będziemy we wiosce. Widać ja nawet u samego wyjścia z Kryształowego Przejścia.
-Nie mogę się już doczekać!- wtrąciła dziewczyna. A zaraz potem zwróciła się do samiczki. -Czego chcesz, Maya? Może wody?... - myślała na głos. Tak naprawdę zimowa podróż zaczynała jej doskwierać. Nie przywykła była do aż takich temperatur. Marzyła wręcz o ciepłej sali w domu Grunaldiego i jego słynnej baraninie. Zjadłaby wszystko, gdyby tylko czekał na nią porządny i gorący(!) obiad. Koniecznie musiał taki być. Nieważne, że język może nieco się sparzyć. Chce czuć normalne ciepło, a nie takie gromadzone przez koce i futra.
Na szczęście podróż do Przejścia nie dłużyła się w tak wspaniałym towarzystwie. Wiele jeszcze legend północy przyszło poznać bogatym mieszkańcom stolicy. Wiele z nich sprawiało, że tutejszym ludziom krew zaczynała szybciej krążyć w żyłach, czy to ze strachu, czy ciekawości pozostaje kwestią sporną.


Piękno tego miejsca było niezaprzeczalne. A pytanie o pochodzenie tego tworu samo się nasuwało na myśli wędrowców.
Zamarznięte podłoże jak i sklepienie tworzyło piękny tunel, niedługi, miał jakieś dwieście metrów, ale tak zachwycający, że wielu odejmowało mowę. Sam Grunaldi zdawał się zachwycony tym zjawiskiem. I tak było za każdym razem gdy tędy podróżował.



Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej