Tereny Valfden > Dział Wypraw
Basen północny
Evening Antarii:
-Uff- odetchnęła z ulgą mściciel gdy Maya została na swym stanowisku. Mądre psisko.
ÂŚnieżny Potwór Niziołek pierwszy wkroczył do obozu, narobił śladów jak mu kazano, i poszedł bez słowa w las. Taki wredny był! Małe to i takie niedobre był stworzenie. Eve pożegnała go zdziwionym spojrzeniem, bo był to dziwny typek, ale przynajmniej do czegoś się przydał. Posłała Salazarowi spojrzenie, które mówiło, że nie wie o co temu niziołkowi chodzi i czemu taki jest zły. Wzruszyła ramionami.
Zaraz też wysunęła kilka drew z ogniska, połamała trochę gałęzi tych wokół obozu. Edgar zaczął kopać jakieś dziury i ogóle rozwalać świeży równy śnieg, przez co uczucie bałaganu wzmogło się.
-Dobra, chyba starczy nie?- spytała oceniając "szkody". -Poczekamy jeszcze dwie, trzy godziny- uśmiechnęła się.-Potem ich pobudzimy!
Canis:
W odpowiedzi na zachowanie niziołka machnął ręką mając na myśli: A idź w cholerę! Zaś w odpowiedzi na spojrzenie ewe również wzruszył ramionami.
- Jakiś strasznie drażliwy i niekomunikatywny...
Gdy już obóz pięknie był przystrojony imitując pobojowisko walki na jego twarzy zagościł iście szatański uśmiech godny najgorszego demona.
- Wystarczy w zupełności, będą mieli swojego śnieżnego potwora i będzie o czym opowiadać gdy dotrzemy do wioski. Brakuje jeszcze jednej rzeczy! = Powiedział odpinając środkowy guzik od kubraka i wkładając pod niego rękę zaczął gmerać i macać po swoim korpusie, dokładniej gdzieś w okolicach piersi. Po chwili wyciągnął buteleczkę oprawioną materiałową powłoką o pojemności 0,2 litra. Chwycił wolną dłonią i ponownie zatopił z powrotem dłoń wyciągając drugą fiolkę tej samej pojemności. - Widzisz, kiedyś dużo eksperymentowałem z krwią, zaklęcia, manipulacja strukturą iw ogóle. zawsze nosze przy sobie 4 flakoniki z krwią ludzką. Rozlejemy wokół, poróbmy jakieś plamki, bronie może by polać? że niby go raniliśmy czy coś ale uciekł? co ty na to? przecież nie zabiorą śniegu z krwią i nie będą badać, nie skapną się, ze to ludzka a nie potwora! Co myślisz? - Spojrzał pytająco unosząc brew i podając jedną fiolkę krwi. Jakże sytuacja wymagała największych poświęceń, w końcu musiało być bardzo wiarygodnie! A efekt mógł przynieść wiele satysfakcji i przyjemności z udanego żarciku! Sam odkorkował buteleczkę i zajrzał do wnętrza, pływała w niej piękna szkarłatna ciecz...
//Tracę z miejsca NA KORPUSIE [4]:
2x 0,2l. krwi ludzkiej
Evening Antarii:
-Bleh, ohyda!- powiedziała zdziwiona, a na jej twarzy pojawił się grymas. Już nie chodziło o to, że ma w tym brudzić ręce, ale że Sal musiał kogoś zabić, a potem upuścić jego krew. -No wiesz?! To byli jacyś niewinni ludzie? A może to był ojciec jakiejś rodziny, jedyny żywiciel!...- zrobiła przerwę by zaczerpnąć powietrza. -Z tym mięsem z harsesisa też mi jakieś podejrzane było ;[ Dzięki, ale nie chcę tej krwi... brudzić sobie w niej rąk... Przecięłam sobie opuszki, widzisz? Wiele krwi nie trzeba- mówiła całkiem już smutna i rozbita. Potem przykucnęła przy ogniu i wpatrywała się w niego. -ÂŻart fajny, ale bez przesady- dodała.
Zostały jeszcze dwie, trzy godziny.
Canis:
- Jeżeli bandyta, zabójca, wichrzyciel czy zdrajca, jest ojcem jakiejś rodziny, to lepiej dla niej, że więcej nie będzie jej deprawował, a rodzina zejdzie ze ścieżki występku i błędu, by kroczyć drogą prawa i porządku... Każdy wierzy w coś, ja wierzę w sprawiedliwość, tak ja jej doświadczam jak i inni muszą. Zaś zbrodnią jest hańbić ciało, zaś gdy samo zhańbione, czemu nie miało by być pożytkiem dla innych... Rozumiem twoje oburzenie, przepraszam. Harsesis to co innego... to była dzika bestia, wychowana dla mnie, która ze mną nie obcowała ni dnia ni nocy. była zwierzyną hodowaną specjalnie na tamtejszy dzień, za co też przepraszałem i przepraszam znowu... A czy nie lepiej wykorzystać ją dla żartu niż ma zeschnąć we flakonach... Co złego wyrządzone się nie cofnie, jedynie można pokutować, każdy dzień mego jestestwa jest dniem rozliczenia z dawnych przewinień. - Powiedział delikatnie przekrzywiając kącik ust. Po czym kucnął także w pobliżu ognia wyjmując pozostałe dwie fiolki. położył je w pobliżu palącego ognia i odkorkował je, były podłużne dłuższe, walcowate z wąskimi szyjkami.
Sięgnął po fragment gałązki i obłapując boczne w końcu miał drobny, chudy półmetrowy patyk, w miarę twardy. Włożył więc koniec gałązki do jednego z flakonów i delikatnie przekrzywił zapierając pąkami, z których wyrastały gałązki boczne o szyjkę fiolki i podniósł ją delikatnie do góry, po czym powoli włożył w palenisko w rozżarzone płonące kawły drewna. powtórzył manewr 4-krotnie umieszczając fiolki z krwią w ogniu.
Z czasem krew w szklanych flakonach musiała zacząć wrzeć i wyparowywać, zaś szkło wytapiać się i tracić swoją wartość, tak też i pokrowce na nich spłonęły.
- Wybacz proszę tą propozycję, mam nadzieję, ze zapomnisz mi to co złego, może nie dziś, ale kiedyś. - Odparł z życzliwym uśmiechem.
//Tracę z miejsca NA KORPUSIE [4]:
4x 0,2l. krwi ludzkiej
Evening Antarii:
-Yhh...- teraz Eve nie wiedziała co zrobić, ogólnie Sal wpędził ją w wyrzuty sumienia. Patrzyła więc tylko na fiolki i wrzącą ich zawartość, i to jak cienkie i kruche szkło topniało i topniało... -Ja wiem, że na wyspie jest kilka organizacji, niektóre z nich naprawdę tajne, skrywane skrzętnie przez ich członków, a ten kto o nich wie na drugi dzień jest po prostu martwy. Niektóre mają swoje siedziby w podziemiach, inne w potężnych zamkach pilnie strzeżonych, także magią... I pewnie też niektórzy tak właśnie żyją, bo istnienie magii wszak nie jest tajemnicą, że korzystają z zaklęć potężniejszych niż te z Bractwa a energię czerpią... cóż, z źródeł typu ludzka krew i inne... - mówiła tak, często się zacinając, namyślając, robiąc takie "yyy...", gestykulując chcąc aby Sal też domyślił się o co jej chodzi. -Więc jeśli do takiej należysz, a te flakoniki były ci potrzebne, no to...- zmieszała się. -Oczywiście nic mi nie musisz mówić!- zastrzegła szybko patrząc na niego jakoś tak błagalnie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej