Tereny Valfden > Dział Wypraw

Basen północny

<< < (11/29) > >>

Canis:
- Oj panie panie... zbierz pan te stopy i mam drobny pomysł. Weźmiesz je pan założysz, i pójdziesz z nami w pobliże naszego obozowiska. zrobisz ładne dorodne ślady stóp bestii wokół wozu, może nawet masz jakieś strzępki białego futra? byśmy podłożyli, że byłeś na wozie wraz z trójką soób, które tam smacznie śpią. będziemy w pobliżu to nie odkryją cię, nie zbudzisz ich, a ty zachowasz swoją legendę i dalej będziesz rżnał tubylców na tę bajkę. Co ty na to? Opowiedz nam jak kreujesz tego baiłęgo potwora, jaki on jest? - Zapytał niziołka z trudem powstrzymując śmiech.

Zwrócił się do Eve.
- Słuchaj... byśmy tak wzieli go do obozu, narobi śladów przy wozie, dorzuci się kawałki futra, ze niby nawet tam siedział i nie zbudził ich, taki szybki i szczwany. A potem jak już będzie się zbliżał koniec warty naszej i czas ruszać, byśmy pohałasowali, lekko obtarli policzki, może ciupek krwi by się rozlało że niby walczyliśmy z nim, mieli by o czym rozmawiać przy domowym ognisku w późne wieczory strasząc gawiedź! - mówił z przejęciem knując intrygę, jednak sam nie był w stanie zrealizować, musiała by Eve się zgodzić i przystać na taką zabawę, by się to udało! - A potem jak dotrzemy do ich domu, ładnie będziemy opowiadać, będzie im może straszniej, ale też ciekawiej! Zawsze coś czym by żyli i się ciekawili. - Odparł z szerokim uśmiechem takim jak ten: :D.

Evening Antarii:
- A co ja z tego będę miał?- zapytał badawczo.  - Właśnie co do domu wracałem z lasu, nóżki mam krótkie, a i historyjki podsycać nie muszę, bo wciąż krąży po domach i każdy mieszkaniec gór ją zna. Nawet się przebierać nie muszę, ważne żeby stopy założyć i w nocy połazić obok szlaku i tyle. Każdy bachor się na to nabiera- zrobił dziwną minkę jakby pytał "Ha! I co teraz, hę!?". Zrobił się jakiś taki wredny bo szybko dodał - A kto wam uwierzy, że jakiś niziołek jest Potworem? Hahah! Dobre sobie...- machnął ręką, po czym zaczął zmierzać w stronę domku.
-Mnie się pomysł podoba z tym przegonieniem ÂŚnieżnego Potwora z obozu...- odrzekła szeptem, żeby ten wredny, mały i zawistny niziołek nie podsłuchiwał. -Będą nas uwielbiać za to, że uchroniliśmy ich przed nim...- ciągnęła dalej. -No ale patrz co to za menda i uparciuch- dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi nie mogąc nadziwić się, że niziołka tak zdenerwowało to nakrycie go. -Przecież powiedzieliśmy, że cię nie wydamy! Pod jednym warunkiem... Pomożesz nam zrobić małego psikusa Grunaldiemu i reszcie.
- CO!?- odwrócił się a oczy miał wielkie jak jakieś piłeczki. - To szantaż w najczystszej postaci!- oburzył się okropnie.
-Istotnie- powiedziała mściciel z szyderczym uśmieszkiem.
- Grrrrr!- warknął. - Niech wam będzie. Nie mogę przerwać mojej kariery w szczytowym okresie!- cały czas marudził i był zdenerwowany. Wrócił się po stopy, wziął je pod pachy i stanął naprzeciwko dwójki. - Białego futra nie mam!- zameldował wściekły. - Nigdy nie musiałem go używać, a z resztą co on mi da!? Potwór wielkości małego bachora, phi! Kto by się wystraszył. Drwiliby ze mnie. Dobra, ruszajmy, nie ma co mitrężyć. Nie mam wieczności na wasze widzimisię!
-Co za nerwus- westchnęła dziewczyna. -Wyluzuj mały, bo tak dalej nie pociągniesz- zaśmiała się gdyż taru bez większych trudności polizał niziołka po twarzy, na co ten odpowiedział żałosnym jękiem i kolejnym przekleństwem.
 - Chodźmy już!!!

Canis:
- Co będziesz z tego miał?! Równie dobrze mogę ciebie wypatroszyć i powiesić dla przykładu w najbliższej wiosce za niemoralne czyny, wzbudzanie poczucia zagrożenia wśród społeczności i działanie na jej szkodę. Pełnienie funkcji sędziego jest... - tutaj przerwał i delikatnie językiem oblizał spierzchłe usta, lecz zdając sobie z tego sprawę szybko wytarł ręką - ... bardzo ważne, by karać takich niegodziwców jak ty. Przed chwilą łaskawie dałem Ci korzystniejszą propozycję, która nawet nie była karą a propozycją rozwoju twojej baśni, drugą poznałeś teraz. - I tak, uśmiech z twarzy mu zniknął, nie było już cienia radości, tutaj pojawiła się jego dłoń sprawiedliwości i poczucie władzy jaką sprawował. Wielcy tego świata słusznie zauważają, "władza deprawuje". Jednak i ten wypadek należy by był ukarany, chodź społeczna szkodliwość czynu jest znikoma, prowadzi do wyzysku, generowania fałszywego poczucia zagrożenia, strachu i paniki.

Jednak Eve zdążyła go przekonać inną formą rozmowy, tak więc darował sobie dalsze groźby, doświadczył tym samym, że jest to wielce mądra kobieta, która bez gróźb egzekwuje posłuszeństwo. Kolejna rzecz, w której zaczęła być dla niego światłym wzorem.

Tak samo szybko myśląc i wyzbywając się negatywnych wrażeń rozchmurzył się a na jego twarz powrócił zadziorny uśmieszek.
- Chodźmy czym prędzej. Tylko cicho, skradać się trzeba... no niziołek cicho chodzi ale my to musimy szczególnie uważać, przynajmniej ja nie znam się na profesjonalnym skradaniu... - mówił już planując akcję. - Dobra, wracajmy do ogniska... stamtąd trafimy do wozu i obdreptasz wóz dookoła, potem zajdziesz stamtąd bezpośrednio do ogniska i szybciej pobiegniesz czy coś w las, już do siebie, jak znikniesz odstawimy resztę szopki z krzykami hałasami w ogóle... tak będzie najbezpieczniej. - Zaproponował rozglądając się i patrząc na Evę i tego parszywego mendę pasożyta społecznego niziołka licząc na jakąś akceptację propozycji albo zmiany jakieś o!

W końcu zwrócił się w stronę z której przyszli - Przydadzą się lekkie rany i zadrapania... - Mówił idąc przez dzicz, nie osłaniał głowy tylko utrzymywał na niej czapę, pozwalał gałęziom delikatnie dość uderzać w jego twarz by pojawiły się delikatne krwawe pręgi, może parę kropel krwi na nich by chociaż odrobinę pokazywały, że być może stoczył zażarty bój! W końcu co to za starcie bez obrażeń, tak najprędzej uwierzą!

Evening Antarii:
-Tylko żeby Maya nad nie wydała szczekaniem, albo bieganiem, bo gdy nas wyczuje i zacznie hałasować to wpadniemy- zmartwiła się dziewczyna.
Ona nie chciała kaleczyć sobie twarzy gałązkami. Wyjęła sztylet i nacięła opuszki dwóch palców lewej dłoni (gdyż jest praworęczna) i ubrudziła nią trochę dłonie, trochę policzki. Małe cięte ranki szybko się zagoją, a nawet nie będą uciążliwe.
Niziołek szedł grzecznie. Wyraz twarzy miał naburmuszony, ale założył stopy i dziarsko szedł trzymając się zdala od Edgara. Po kilkunastu minutach Eve postanowiła zgasić światło, by nie pobudzić śpiących na wozie. Wypowiedziała inkantację Elishash- kończąc tym samym zaklęcie.
Ogień było widać między drzewami. Płomienie lekko oświetlały wóz.
-No, pokaż co potrafisz- zaśmiała się do niziołka wskazując mu obóz. -Zrób ślady wokół wozu i ognia, potem czmychaj do lasu- rozkazała.
- Skaranie boskie! A niech was Ventepi....!!!- nie dokończył. Powstrzymał emocje, w końcu miał być cicho. Maya siedziała grzejąc się przy ogniu. Nagle wstała i zaczęła się cieszyć, to znaczy merdać ogonem i chyba zbierało jej się na szczekanie.
-Sal! Zawołaj ją!- wystraszyła się Eve, że akcja nie wyjdzie.

Canis:
- Maya! Ale już do nogi! Leżeć, cicho leżeć! Nie możesz! - mówił półgłosem do Mayi grożąc palcem.

Maja zrozumiała, i ogarnął ją smutek i żal. Tak jak radośc zagościła, gdy znajome twarze powróciła, tak karcona i obarczana zakazami zamiast okazać swą radość i rzucić się na nich by przywitać, musiała podejść i leżeć, zakazanym jej było okazanie emocji... Nie lubiła takich ograniczeń i też poczuła się niczym chcące biegać zatrzymane w biegu poprzez pochwycenie za rączkę, tak też i tu pohamowano jej chęć wyrażenia siebie. Jednak posłusznie nie odchodząc od ognia, położyła się z powrotem i leżała nieruchomo, jednak obracała oczkami by wszystkim dobrze się przyjrzeć, poznać te znajome twarze i chociaż wewnętrznie przeżywać radość bez uzewnętrzniania siebie!

- Dobra, chyba nie zaszczeka, to chodźmy... - Mówił i machnął delikatnie ręką zapraszając do ognia. - Dobra, on pójdzie porobić te ślady, wróci pójdzie w dzicz... my byśmy musieli tutaj trochę bałaganu narobić, szamotaniny czy coś... - Cwaniacko kombinował i podszedł do koców, zaczął je przesuwać, przekręcać, delikatnie nasypywał śniegu, no niewiele, ale zawsze, ze doszło do starcia, szamotaniny i w ogóle na tym poletku. - Jak już "śnieżny potwór pójdzie" poczekamy trochę z zabawą, niech się trochę wyśpią, wtedy, jak już czas będzie ich budzić do wyjazdu najlepiej, prawda? - Dopytał przewracajac i zaginając koce, no normalnie cywilizowanie robiąc bałagan z chytrą miną na twarzy, rozrywka przednia i ciekawość efektów dominowały w tejże sytuacji ^^.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej