Tereny Valfden > Dział Wypraw

Basen północny

<< < (4/29) > >>

Evening Antarii:
-Nie takie ciężary się dźwigało- odparła Eve. Treningi w Bractwie dawały w kość. Szczególnie te, gdy była jeszcze rekrutem. Trzeba było nabrać krzepy i nie było taryfy ulgowej dla kobiet.
Pozostało jeszcze jedno. Trup miał twarz młodego chłopca o czystej, dziecięcej jeszcze cerze. Czyjeś dziecko... przemknęło dziewczynie przez myśl.
Jego także przetransportowali na wóz, ułożyli tak, by nie wystawał i przykryli. Szły chłody, ciała więc nie cuchnęły tak mocno i owadów wcale nie było.
- Dzięki wam. Odjazd- powiedział Grunaldi, gdy siedział na swym karym Góralu.
Za nim na Płotkę wsiadła także mściciel, chciała zostawić to okropne miejsce za sobą i jechać wreszcie na północ, by lepiej ją poznać. A może spieszyło się jej do ciepłego dworu Grunaldiego? Też możliwe.
-Wio Płotka!- Eve dźgnęła szkapę w boki a ta ruszyła posłusznie, choć ospale.

Canis:
- Wiem wiem... ale nie godzi się samemu, gdy może ktoś pomóc, nie chciałem by to źle zabrzmiało. - Odparł lekko speszony.

Po zajęciu przez ciała miejsc należytych i ich zakryciu, podszedł do okrutnie przesiąkniętego złem ogiera i wiedzieli co teraz nastąpi. spojrzeli na siebie oboje wzrokiem żądnym śmierci drugiego a jakże! Ale jak to mówią, blisko jest od nienawiści do miłości, tak samo jak od pełni życia do śmierci. Także mimo wzajemnej niezbyt dobrze wyglądającej relacji, również zionęło przyjaźnią tylko mocno skrytą. Jak to mówią, przeciwieństwem miłości nie jest nienawiść, ani przeciwieństwem nienawiści - miłość, przeciwieństwem jakiegokolwiek z uczuć jest brak uczuć i ignorowanie, brak dostrzegania istnienia! Tak... Wiedzieli, że mimo chłodnej relacji de facto są sobie bliscy...

Włożył nogę w strzemiona i przekładając nogę nad grzbietem zajął swoje miejsce i poklepał po szyi delikatnie swojego Pałasza, można powiedzieć z delikatną czułością w podzięce, zapewne dlatego że jednak poczekał i nie nawiał mu z drogi!  Chwytając za lejce pognał Pałasza, by szedł dalej w pobliżu Płotki, pięknego wierzchowca, szkapy o tarantowatym umaszczeniu, biel i czerń, pojawiające się na białej sierści czarne plamki i centki. Podziwiał w milczeniu patrząc na bok. Jednak czując chłód poprawił czapeczkę na głowie.

- Opowiedzcie może o waszej wsi za górami, jak wam życie mija w tych hardych warunkach, z czego się utrzymujecie? My z Efehidonu Niewiele wiemy o górskich Terenach, mimo że sam zarządzam górskimi włościami, niewiele zajmują mnie sprawy przyziemne i życia, zwłaszcza teraz, gdy pod mój komisariat weszły wyspy Chatal i budowa stref życia w pustynnych warunkach, wręcz skrajnych a równie nieprzystępnych co góry. - Tak zapytał chcąc wywiązać jakąś rozmowę i oderwać gospodarza od myśli o śmierci kompanów podróży. Co rusz wyglądał na przód doglądając ganiającej i skaczącej po wertepach wśród krzewów Mai, cieszył się, że chociaż ona nie doświadcza uczucia śmierci i poczucia winy, które zawsze towarzyszy śmierci mimo, ze nie z naszych rąk "czemu nie zapobiegłem temu, czemu oni a nie ja?" Każdy zadaje sobie takie pytania, zwierzęta niekoniecznie, więcej zauważył, że zwierze inaczej na nią reaguje.

Evening Antarii:
- Zwiemy się klanem Dwugłowego Orła - zaczął Grunaldi przybliżając się do jadących z tyłu Salazara i Eve. Jechali teraz równo, w jednym rzędzie. - Tak jak pan mówi... ÂŻycie na północy nie rozpieszcza, szczególnie że nasza wioska leży między niebezpiecznymi górami a wzburzonym morzem. Niebezpiecznie tam pływać statkami, co roku zdarza się, że zagubiony okręt roztrzaskuje się na skałach zwiedziony pozornie bezpiecznym  zejściem na ląd. Ale to pod powierzchnią kryją się niebezpieczne skały... Potem przez wiele miesięcy Morze Orathu wyrzuca ciała i inne szczątki. Hmm... Może coś przyjemniejszego teraz by was nie odstraszyć. Owiec mieszka tu z tysiąc razy więcej niż ludzi ha ha!- zaśmiał się serdecznie. Istotnie, górskie polany były idealny dla tych zwierząt. - Wełny mamy pod dostatkiem. I baraniny także. Spróbujecie jej, gdy dotrzemy! Oczywiście nie jest to bajkowa kraina... Chodzi wiele legend o potworach zamieszkujących jaskinie z czego wargi i wilki to najmniejsze zagrożenie. Demonów prawie się nie widuje, ale północnice czy inne licha bardzo często. Podobno ÂŚnieżny Potwór przemierza Góry Kolcze, na własne oczy widziałem jego ślady! Wielki skurczybyk. Nawet ja bałbym się spotkania z nim. Oprócz potworów mamy też i piękne dziewczęta. Może nie są tak egzotyczne jak na południu wyspy... ale podróżni z daleka chwalą ich zimną, surową urodę - mówił. A opowiadał z zachwytem i znajomością własnej pięknej, choć groźnej krainy.
-ÂŚnieżny Potwór?- prychnęła śmiechem Eve. Jakoś średnio w to wierzyła. -Chciałabym to zobaczyć! Pewnie zwykły niedźwiedź czy coś.
- Naiwna jest panienka... Widziałem jego ślady! Całkiem blisko szlaków.
Tymczasem podróżni zbliżali się do wyżyn. Szarych, rzadko porośniętych i mokrych. Choć miały w spobie jakiś tajemniczy pierwiastek skrywający ich potęgę i budzący zachwyt.

Canis:
- Panie, ale śnieżny potwór... dużo istot zostawia dziwne nienaturalne i duże ślady. Mój dziad to specjalnie takie duże łapy miał porobione i drzewa podpalał, by straszyć dzieci odciskami w błocie, jakoby był to wielki gad zionący ogniem. Można się bać gdy się nie wie co to jest, warto by odkryć te ślady, wykorzystać psy pasterskie czy wilki i taru do odnalezienia tej bestii. Nie ma się czego bać, gdy jest wiadome czym to jest jak się temu przeciwstawić. Zapewne ustaliliście już rejon i miejsca w których przebywa, bo nie wierzę, ze nie próbowaliście tropić. - Liczył, ze góral opowie coś więcej tak brany pod włos swoich wąsów.

Jednak szczególnie w spokojnej podróży człowiekowi doskwierało zadowolenie z możliwości ujrzenia czegoś więcej, niż tylko zatęchłej swojej nory z podgrodziu, czy źle umeblowanej kancelarii sędziowskiej, obskurnych sal czeladzi krawieckiej czy innych miejsc niż te, które przychodziło mu oglądać codziennie i niemal bez przerw. Doglądając mieniących się szczytów górskich w oddali kiepsko iskrzących się w bledszych promieniach słońca, w wyżynach, płaskowyżach i pastwiskach co rusz porośniętych mniej gęstą zielenią, gdzie wszędzie towarzyszył widok osadzonej wody wzdłuż jak i wszerz pokrywającej i mieniącej skalne i ziemne tereny, których nie przykrywała zieleń.

- Cię się, ze dane nam było was spotkać w karczmie, dzięki wam nasza rozmowa nabrała też innego wymiaru i możemy uczestniczyć w tej przeprawie, gdzie dane jest nam się poznać, panie Grunaldi. Chociaż opisywana ziemia przez ciebie nie tyle jest groźna i niebezpieczna, co równie bardzo interesująca i budząca ciekawość. Jak panie sobie radzicie z demonami i północnicami? Czy takie nieuchwytne stworzenia, mordercze i krwiożercze nie są większym nękaniem, niż niespotkany dotąd śnieżny potwór? - Dopytywał jednak dalej.

- Eve, czy zostaniemy tam na dłużnej? W sensie w tejże wiosce? Może byśmy spróbowali pomóc w odnalezieniu tego "śnieżnego potwora", być może pan Grunaldi znajdzie chętnych myśliwych by zalpolować na to coś, czego się tak lękają? - Zapytał Eve przekrzywiając głowę na bok i patrząc na nią z dziwnym uśmiechem. Taki uśmiech, ze uśmiech nie wiadomo o co chodzi tylko widać uśmieszek.

Evening Antarii:
- Proszę nie drwić z tego co mówię, bo będzie tak że podczas śnieżnej zawieruchy zapodzieje się pan z tyłu, zostanie sam, a śnieg przykryje nasze ślady. Wtedy obudzi się to, co najgorsze w leśnej gęstwinie. I być może wtedy znajdziemy pana po jakimś czasie, ale zamarzniętego oczywiście, tak że przy najdrobniejszym stuknięciu, posąg z pańskiego ciała rozpadnie się na kawałeczki- mówił złowrogim głosem, jakby próbował przestraszyć swych towarzyszy. Eve z początku nie nabrała się na tę opowieść, wszak każdy lud ma taką historyjkę do straszenia dzieci, ale teraz zaczynała brać słowa Grunaldiego na poważnie.
-Są niedźwiedzie, wilki, wargi, może to i zawierucha przemienia ich ślady na potężniejsze? Ja z zupełnie innych stron jestem... znad morza. Tam tylko topielce i duchy żeglarzy były postrachem dzieci.
- ÂŚnieżny Potwór bywa blisko szlaków przy naszej wiosce. Im bliżej Ekkerund tym tropy są rzadsze, więc możliwe, że w miarę zbliżania do domu spotkamy tych śladów więcej- Grunaldi zamyślił się i drapał się po brodzie. Rzeczywiście nie przyszło mu do głowy, że ktoś może robić sobie przysłowiowe "jaja". Jednak nie mógł dopuścić tej myśli do siebie. - A tropcie go sobie!- ocknął się nagle. - Ja dziwnych stworów się nie tykam- zakończył.
Skoro ojciec zamilkł, przemówił Eryk. - Demony staramy się unikać, ot co. Srebro każdy we wiosce ma to i się obroni. I nie zapuszczamy się daleko. Wszędzie chodzimy co najmniej w parze. Dziki teren to i przystosować się trzeba. Mamy psy...- wzruszył ramionami. - ...ofiar jest niewiele. Zaledwie kilka rocznie. A to pewnie i dlatego, że okolica nieprzyjazna, to i różnym stworom nie chce się tam mieszkać.
Dziewczyna przysłuchiwała się tym opowieściom o północy. Opowiadali o swojej codzienności, dla nich pewnie monotonnej. Z zasłuchania wyrwał ją Salazar.
-Hm? Ach, no wiesz... Moglibyśmy, jeśli tylko gdzieś na trasie znajdziemy jego ślady. Grunaldi mówił, że on głównie wokół szlaków się pląta. Mamy dwa taru więc czemu nie?
- Ocho! Za tymi wzniesieniami pewnie pada śnieg- przemówił Klemens. Rzeczywiście nad wyżyną unosiły się szare chmury, ale nie było dotkliwie zimno. Po prostu chłodno.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej