Tereny Valfden > Dział Wypraw

Basen północny

<< < (25/29) > >>

Licho:
- Najpierw idziemy do lochów, po resztę dziewczyn. Jest ich pięć, walczyć nie umieją i ogólnie są przerażone. Trzeba zadbać by były cicho. Uciekniemy przez suszarnie i piwnicę. We wsi jest pełno psów, co od razu nas zwęszą i narobią hałasu. Ktoś pójdzie odwiązać konie. Z waszymi poczeka na skarpie, a resztę pusci wolno, szkoda zwierzaków. Potem uciekniemy do wyznaczonego miejsca... A tam, jeśli wszystko się powiedzie... no, zobaczycie! - mówiła Licho prowadząc dwójkę z Efehidonu szybkim tempem, klucząc korytarzami krętymi i ciemnymi, szukając jakichś drzwi i przejść.
- Rozglądajcie się za klapą w podłodze- nakazała. Poruszali się szybko i cicho, Licho jednak najzwinniej, a mrok nie był jej straszny.

Canis:
- Wiem że nie brakuje, przecież nie mówię, że jestem jakiś szczególny... - powiedział gdy licho wtrąciła opinie o nim.

- Tak chodźmy! Chwila! - Warknął szeptem, szybko cofnął się do pokoju po dwa prezenciki! Wziął kubraczek który dostał od Eve i tą magiczną kulę! W końcu chociaż coś z odwiedzin na północy będzie na pamiątkę poza stresem i wspomnieniem ucieczki...

Wrócił z zarzuconym kubraczkiem na plecy i poszedł szybkim, ostrożnym krokiem za Eve i Licho. Maya widząc ubierającego się Salazarka wstała na cztery łapki i poszła za nim, sama nie zostanie przecież. A cicho była, przyzwyczajona by nocą chodząc po domu nikogo nie budzić, tak i teraz nie wyła, nie piszczała ani nie skamlała, w ciszy szła za swoim właścicielem zastanawiając się, co jest grane, że nie chce im się spać!

- Klapą w podłodze mówisz... - Powiedział na potwierdzenie, skierował swój wzrok pod nogi doglądając przejścia i klapy w podłodze, Skoro ma być klapa to musi być jakiś otwór na paluszek albo jakieś koło do pociągnięcia, tak, a może dywan skrywa... Myślał rozglądając się po drewnianej posadzce za prostokątnymi odznaczeniami granic albo ewentualnymi skrytkami na takie cuś.

Licho:
Coś zaskrzypiało w podłodze, gdy hrabia stawiał kolejne kroki. Salazar dostrzegł poluzowaną deskę niedbale przykrytą kolorowym dywanem. Pomimo mroku nietrudno było zauważyć wyrobiony kawałek drewna, gdyż akurat tam wpadały promienie jednego z księżyców.
- Masz coś?- spytała Licho, która czaiła się gdzieś tam obok.

Canis:
- Kolorowy dywan, chcesz? - Zapytał z uśmiechem zwijając go w rulon, by odsłonić to co pod nim. - Coś zaskrzypiało, a widać, ze poluzowana deska, krawędzie obłupane, wyrobione. Być może to skrywa klapę... Powiedział próbując palcami wydostać deskę i ewentualnie kolejne by odsłonić wejście o ile takie jest pod tę deską!

Licho:
- Kolorowy dywan to mi nie potrzebny. Ale tak... to tu. - potwierdziła dziewczyna. Ta deska przyczepiona była do innych desek i tak oto ukazało się całej trójce ciemne wejście, choć na dole widać było, że w jakiejś kałuży odbija się światło z pochodni.
Zejście miało 3 metry głębokości, pełne było pająków, żuków i innych robaków, a na dole skakały żaby, niektóre wielkie jak jakieś myszy. Ogólnie zalatywało stęchlizną i grzybem, nieświeżym powietrzem trudno się oddychało.
Licho usiadła na brzegu kwadratowego zejścia. Zaczęła schodzić miaro, plecami i nogami zapierając się o kamienne ścianki, strącając przy tym pajęczyny i trupy zdechłych owadów.
Eve i Salazar mogli ją wreszcie dojrzeć w dole jak macha do nich by i oni zeźli na dół.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej