Tereny Valfden > Dział Wypraw

Basen północny

<< < (21/29) > >>

Evening Antarii:
-Cha cha, no one przynajmniej na siebie nie muszą patrzeć, takie z nich czupiradła- śmiała się na wspomnienie ich garbatych nosów i krost obrośniętych włoskami. Fuuuj aż Eve się wzdrygnęła! -Ojj tam, chłopcy są niegroźni... Chyba. Małomówni, nie są zaczepni. Poza tym zaklęcie snu wiele może załatwić- uśmiechnęła się.
-Edgar był tylko zwierzęciem, jakby nie patrzeć... Szkoda psiaka... Wiem, że może nie pokazuję wszystkiego co się we mnie kłębi, ale musiałam się tego nauczyć. Po tylu walkach, jednej bitwie... Ech. A co wtedy pomyślałeś, wtedy przy padającej gwieździe? Jakie to było życzenie?- zagadnęła.

Canis:
- Zaklęcie snu... dobra metoda, jednocześnie można uniknąć problemów, ja preferuję te bardziej krwawe środki. - powiedział i wzruszył ramionami jak kto lubi no. - Nie czynię ci z tego wyrzutu. Każdy ma swój stosunek do chowańca swojego, ja Harsesisa nie traktowałem nawet jak własne, bardziej jak dzikie zwierze plątające się po domu i nieagresywne, nigdy z nim nic wspólnie nie robiłem, mimo gabarytów - nie zauważałem. Maya jest bardziej ze mną związana i jej strata była by bolesna, nie umiem ukrywać złości żalu i bólu...  pragnienia, marzenia i że na kimś mi zależy łatwiej. Tak jestem przyzwyczajony by gniew swój okazać i karać za sprawianie cierpienia, zaś pogodne rzeczy zduszać w sobie mimo, że nawet próbuję, kiepsko mi to wychodzi. - Także rozumiem cię i spokojnie nie myślę o tym, każdy sam radzi sobie ze stratą, rzadko kiedy chce się dzielić tym bólem, w pełni rozumiem i szanuję, więcej wręcz podziwiam. Swoje przeżyłaś, krwi się naoglądałaś, strat kolegów i koleżanek doświadczyłaś... to okrutne ale i uczące pokazywania twardej, żelaznej woli działania.

- W domu Erosa jest pięknie, zresztą widziałaś jeden z przedsionków, Ogrody Erosa. Zapewne tam będzie wiódł żywot. W dłoni masz posąg jego duszy, po mnie też pozostał podobny kamień. Ale nikt nie odnalazł i nie odnajdzie, gdyż kamień leży gdzieś na dnie oceanu... - Mówił dalej jednak z kontekstu wyrwało go pytanie o marzenie.

- Tak... jak mówiłem, już się poniekąd spełniło. - Odparł z uśmiechem. - Chciałem mieć szansę by móc z tobą sam na sam, przy nocnym niebie szczerze porozmawiać o tobie, o sobie o życiu o śmierci o sprawach błahych, przyziemnych jak i wzniosłych niecodziennych. Zachwyciła mnie twoja osoba i samo wspomnienie twego imienia budzi we mnie miłe uczucia, to też takie marzenie miałem... - mówił trochę speszony, chociaż zadowolony z takiego pytania! - Przepraszam, że to mówię bo to kłopotliwe, ale mam nadzieje, ze wybaczysz ten niezręczny moment który nastanie gdy skończę mówić! bo tak zwykle bywa własnie... O twoje marzenie nie pytam, no chyba ze się spełniło to wtedy opowiedz, ale jak nie to nie mów, żeby nie zapeszyć, dni wiele by się spełniło!

Evening Antarii:
-Taaak... Zauważyłam że rozgniewać cię łatwo, a już rozśmieszyć czy coś, trochę trudniej- zaśmiała się. Potem wysłuchała o jego życzeniu, tak dziwnie dla niej niezrozumiałym, gdyż nikt jeszcze się na taką szczerość przy niej nie zdobył. Miała siebie za godną zaufania, ale wiedziała też, że jest osobą raczej zimną i mało towarzyską, częściej dbającą o swoją  korzyść niż cudzych, a ze wszystkiego najbardziej lubiła trwonić pieniądze, które wcześniej zarobiła wysyłając służkę do herloda. Taka fala samokrytyki ją nawiedziła... A potem stwierdziła, że Sal poszedł na łatwiznę. Prosić o coś, co już się spełniło. -Ja... ja marzyłam o skrzydłach- wzruszyła ramionami.
W pokoju pojawiła się Lara przerywając pogawędkę.
- Zapraszam państwa do pokojów, znajdują się one na pierwszym piętrze- oznajmiła.
Eve zebrała się z kanapy, posłała Salazarowi najmilszy uśmiech na jaki się zdobyła, i ruszyła za Larą.

Canis:
Wówczas nie do końca się spełniło! spełniło się już w moment po jego "wymarzeniu"! To się nazywa błyskawiczna odpowiedź niebios na marzenia! :D .
- ÂŚnieżno białe obarczone piórkami? Coraz częściej widać je w naszym kraju... może przyjdzie dzień że i tobie je jakoś ktoś tam... na pleckach wyhoduje! Wszystko możliwe, nie znam się na tym, wybacz. - Mówił rozbawiony, nie marzeniem, wszakże każde jest ważne, istotne i ciekawe niezależnie czego dotyczy, bowiem wyznacza cel i toruje nam przyszłość, drogę do możliwego a także niemożliwego i jakże odległego. Bez marzeń nie było by niczego zawsze sobie mówił, innym też zresztą tak mówił!

Odwzajemnij jakże miły uśmiech Eve i delikatnie gwizdnął na Mayę, która ruszyła za nim, przecież nie zostawi swojej Mayi w takim dziwnym miejscu, przyda się ochroniarz! Wstał z miejsca i niczym skazaniec stanął za Eve i szedł za nią i Larą, a na końcu tego łańcuszka szła Maya!

Evening Antarii:
Najstarsza córka Grunaldiego przerowadziła dwójkę gości przez ciemne korytarze, na których tylko w niektórych miejscach, naprawdę ciemnych, świeciły świece.  Doprowadziła ich do drzwi po czym z trudem zdobyła się na wykrztuszenie z siebie słowa.
- Proszę nie zwracać uwagi na podejrzane krzyki, skrzypnięcia drzwi czy okien, a także szepty i rozmowy. Na skalisty brzeg bardzo często znosi zagubionych żeglarzy, których dusze krążą po naszym domu. Ale to nic groźnego, czasem spać nie dają piskami, które słychać tylko w głowie, albo gdy zostawiają ślady, choć ich ciał nie widać- powiedziała wystraszona, choć nie chciała by tak to wyglądało, że się boi. Podała im klucze. - My już przywykliśmy. Miłej nocy życzę- jak sarkastycznie to zabrzmiało...
Na Eve i Salazaraza czekały dwa osobne pokoje, lecz obok siebie. Urządzone tak samo, były typowo gościnnymi przestrzeniami. Naprzeciwko drzwi znajdowało się okno, a na nim świecznik. Pod oknem drewniany solidny stół z kufelkiem, talerzem i sztućcami. ÂŁóżka były pościelone schludnie w najlepszą pościel. Było tu także lustro i jakieś obrazy. W kącie miska z wodą i ręczniki.
- Jeśli czegoś wam będzie trzeba... Mieszkam na końcu tego korytarza- i Lara odeszła do swojego pokoju.

-Całkiem miła historyjka na dobranoc- skomentowała mściciel i otworzyła drzwi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej