Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kojący dotyk Enart. Wartownik Eharus
Silion aep Mor:
Mężczyzna słuchał co jego towarzysz opowiada, miał już nawet odpowiedzieć gdy do jego uszu dotarło dziwne sapanie, stękanie itd. Już wiedział że będzie ciekawie. Odrzucił pochodnie pod ściane i schował srebrny nóż, akcja błyskawiczna, trwała ułamek sekundy. Po tym dobył runy Heshar, przeturlał się w strone mumii unikając ich włóczni i jednocześnie zmniejszając dystans dzielący go od nich do 4,5m. Nie wachał się ani chwili, skierował rune w strony bestii i rzekł - Heshar! - płomień długi na 5m spowił ciała mumii które płonące i wyraźnie wkurzone postanowiły się zemścić. Odskoczył w przód, chwycił w dłonie oba noże, szklany oraz srebrny. Będąc w odległości 4m od idących w jego strone mumii wiedział że z 4,5m trafi takiego wroga w łeb. Zamachnął się i rzucił, jedna z bestii dostała"Mroźnym oddechem" w czaszke, broń przebiła mózg uśmiercając wroga. Jedna z bestii wyraźnie wściekła skoczyła z włócznią w strone krasnoluda zmniejszając dystans do 2m. W tym samym czasie 2 pozostałe walczyły z Salazarem, Sil trzymał się od nich z daleka, teraz miał swojego wroga który to stał przed nim. Mumia wyprowadziła pchnięcie w klatke piersiowa, mężczyzna odskoczył solidnie w tył, zatrzymał się i rzucając wpakował bestii srebrny nóż w czaszke. 2 trupy...
Postanowił wycofać się w tył, dobył topora po czym trzymał się w odległości kilku metrów od wroga.
//2xMumia Raanar
//75% walki nożem+Nożownik ;)
Canis:
I był problem, jak poradzić sobie z dziadostwem walczącym po mistrzowsku włócznią? No własnie, zwłaszcza, że nie potrafiło się tak walczyć żadną bronią w takim stopniu? Pomoc nasunęła się sama - pochodnia! Wysuszone bandaże, może trochę zawilgłe ale raczej suche, prędko zajmą się ogniem, wykorzystując moment uderzy się w czaszkę i po kłopocie, jednej stęchlizny mniej!
I tak też uczynił, widząc jak mumie unoszą włócznie będąc na górze schodów, przymierzając się do rzutu czekał na wypuszczenie włóczni z rąk, by wykonać unik przed atakiem. Obie włócznie poszykowały w powietrzu mknąc wprost w piersi Salazara! Ten nie zwlekając wiele padł na twarz zapierając się rękoma o schody.
Włócznie przebiegły nad plecami Salazara wymijając je kilka centymetrów nad ciałem. No i teraz nie jesteście takie chojraki... Zatańczymy miśki! Pomyślał odbijając się rękoma z podłogi i balansując na nogach chciał utrzymać równowagę. i zaatakował, biegnąc po schodkach w górę wziął zamach do tyłu pochodnią i będąc 3 metru od obu mumii rzucił pochodnię na przód w lewą z nich obu.
Pochodnia uderzyła o siało i bandaże błyskawicznie zajęły się ogniem czyniąc mumie "żywą" a jednak martwą pochodnię. Niestety płonąca mumia to broń poniekąd obosieczna, gdyż, gdyby pozwolić jej zbliżyć się zanadto, podpali również nas. Błyskawicznie puścił szablę, która bezwiednie opadła na schody i zaczęła sunąć powolnie i mozolnie w dół po chodach. Moja Amare... Wybacz że to czynię... Myślał gdy zobaczył ostrze lądujące i sunące powolnie w dół, był to ból nie tyle realny co urojony, a jednak symbolika zawsze miała dla niego znaczenie nie materialne a raczej uczuciowe. Jednak w tym samym czasie sięgnął po swoją własną włócznię na plecach i keirując złoty grot przed siebie dojrzał moment, gdy płonąca mumia zaatakowała go. Mumia zaraz po zapłonięciu zaczęła biec przed siebie w wielkich krokach kierując swoje szpony, pazury przed siebie, by zamaszystymi ruchami ranić człowieka. Salazar przyjął pozycję bojową i gdy mumia weszła w zasięg poniżej dwóch metrów, wykonał pchnięcie niczym hoplita na arenie celując w głowę umarlaka. Złoty grot przebił się przez bandaże, dolna część żuchwy i godząc czaszkę od jej nasady przebił ją rozrywając kości czaszki od jej nasady. Salazar puścił włócznię, a mumia bezwiednie oparła się o nią i zawisła klękając w kolanach, zaś włócznia zaparła się o schody. był to malowniczy obraz śmierci.
Druga mumia nie próżnowała i z wyciągniętymi szponami napierała równolegle, nie mając wyjścia człowiek zaczął cofając się zbiegać po schodach do swojej Amare. w biegu obrócił się i zbiegał ze schodów, zaś mumia była tuż za nim. Gdy dogonił sunące w dół ostrze, przyklęknął przy nim i wstając na równe nogi, nadął swemu ciału ruch obrotowy i od boku zadał cios ostrzem obracając się. Jak to mówią, człowiek to szczęściarz, tak i tym razem miał więcej szczęścia niż rozumu. Ostrze idealnie uderzyło w czaszkę bestii i wbiło się do połowy, zaś mumia utraciła zdolnosć działania, gdyż mózg, który magazynował energię, dzięki której ja wybudzono, przestał ją magazynować, zniszczono życiodajny organ, który utrzymywał ją przy życiu.
Gdy bestia padła na kolana, Salazar zapierając nogę o czaszkę mumii, odepchnął jej zwłoki wyciągając sprawnie z czaszki swoją srebrną "Amare". Przyjrzał się ostrze i z dziękczynnym spojrzeniem spojrzał na grawery, następnie wbudowany kamień. z uśmiechem radości, takiej skrytej wsunął ostrze do pochwy, następnie wrócił do ciała ranionej mumii zapartej o włócznię i analogicznie wyrwał z czaszki włócznię. Schował ją, lecz temu nie towarzyszył żaden emocjonalny i wewnętrzny refleks.
- Ekhem... to idziem dalej... powiedział spokojnie podnosząc pochodnie, która leżała nieopodal płonącej jeszcze mumii. - Za chwile górny poziom tuneli zakryje dym z naszych mumii, trzeba będzie znaleźć inne wyjscie z tuneli, o ile pamiętam jest wejście do tuneli w karczmie Dziarskie kaczątko, dawno tam nie byłem, zadziwiająca i urokliwa gospoda.
//Jakby ktoś szukał i próbowal się doliczyć co i jak:
wykorzystany słaby punkt+1 finiszer - jedna mumia
2 finiszery - druga mumia
Silion aep Mor:
Gdy Sil zauważył że wrogowie są bardziej martwi niż byli, podbiegł do zwłok, wyjął z ich czaszek swe noże które wylądowały w specjalnych uchwytach na korpusie. Poprawił rozładowaną runę ognia jak i lodu. Wziął jedną z kusz, przeładował, zabrał z ziemi swoją pochodnie w której płomień chlusnął alkoholem z manierki by nie zgasła i z kuszą w jednej oraz pochodnią w drugiej ręce pobiegł za towarzyszem. Salazar nie wiedzieć czemu, ciągle wyprzedzał nieludzia, bynajmniej on się nie dał zgubić i ciągle dotrzymywał mu kroku. Dotarł do człowieka i zwolnił zaciskając dłoń na kuszy. - Skąd tutaj się w ogóle biorą mumie Raanar? Przecież to nie opactwo Vameth, skąd tutaj tyle tego badziewia?
Mniejsza, wspominałeś coś o piktogramach i Janusie. Co one przedstawiały i co to za jeden?
Canis:
- Rasa raanaarów żyła niegdyś w kompletnej izolacji na wyspie nieopodal Valfden. Mieli swojego boga Raan'Oila, ten bóg to był zwykły dracon, który kontrolował ich życie, sprawdzał je. Podejrzewam, ze raanaarzy to był ich "projekt", zmutowali część istot na wygląd raanaarów i stworzyli szczęśliwą populację istot. Ich istnienie dokumentuje się w momencie opuszczenia draconów naszego wymiaru, wtedy raanaarzy zaczynają swoje podróże odkrywcze, jednak nie zajmują innych terenów, po prostu poznają świat. Ponoć posługiwali się piktogramami w piśmie jak i obrazach, jednak to oni stworzyli mowę wspólną, mówili w używanym przez nas dialekcie. My, ludzie, czy nieludzie później przypisaliśmy litery i ich kształt nadając pismo. Jednak wracając. sami podróżowali, jednak nikomu nie pozwalali dostać się do opactwa, nastał problem, gdy populacja się zmniejszała. Raanarzy postanowili stworzyć miksturę przemiany i stworzono wówczas tylko 4 wywary, fiolki, wygnaniec Canis był kiedyś w posiadaniu 3 z nich, wykorzystano je do nauki produkcji tych misktur i stworzono w opactwie ich siedzibę czy coś tam. z tych czterech wykorzystano tylko jedną, na niepozornym dziecku imieniem Janus. Janus był normalnym ludzkim dzieckiem, któremu podano miksturę i się przemienił, uczono go na zarządcę, chciano zrobić z niego wielkiego uczonego. Jednak raanaarzy mieli też takie zacięcie, że nie lubili złego, żyli w zgodzie i harmonii ze światem, zaś wszystko co złe, mroczne, uznawali za niepoprawne i zakazane. Mieli pełne zbiory właśnie wiedzy zakazanej, z której korzystali do celów badawczych, ale nigdy wobec istoty żywej. Janus, był raanaarem, z wyglądu, ale nadal miał ludzką naturę, Był ciekawski i szczególnie interesowało go "zakazane jabłko" czyli po prostu wiedza, której zakazywano mu się uczyć. Pojmował księgi rozumiał i uczył się z nich czyniąc się niebezpieczną i mroczną bronią. Wiem, ze Raanaarzy chcieli go zabić i tym samym zakończyć projekt próby rozprzestrzeniania raanaarów,k czyli produkcji tych mikstur, ze względu na niegodny stosunek, który był sprzeczny z ich jestestwem. Wiem, ze na procesie, gdy został skazany wykorzystał moc by oddziaływać na rozumy raanaarów, zahipnotyzował czy cokolwiek. Doszło do wielkiej masakry, bratobójczej walki, zaczynali zabijać siebie na wzajem. Wtedy przybył Raan'Oil i uwięził Janusa, zaś zło z wyspy, czyli wszystkich opętanych przez Janusa zatopił pod wodą unicestwiając raanaarów. Historyjka z piktogramów właśnie przedstawia taką opowieść, co prawda nie tą, całą, tylko opowieść o żywocie Janusa. Tutaj właśnie uważaliśmy, ze było więzienie Janusa, jednak okazało się, ze zamknięty Był traumata Malahar, który ma zdolności metamorficzne, przyjął wygląd Janusa, potem jacka latarni, a w końcu Trablina. Nie zdziwił bym się, gdybyśmy go jeszcze spotkali pod innym wyglądem. Mówią, ze są osoby, których nie da się zabić, Traumata Malahar, jest własnie jedną z takich istot. Myślę teraz, ze te tunele to po prostu może grobowiec zbudowany przez Raan'Oila, dla upamiętnienia ich kultury. Nie widze związku między Chatal a Raanaarami, nigdy nie wpłynęli na Chatal.
Poszukiwacz:
Gdy zeszliście w dół, dojrzeliście analogiczne zejście do niższych tuneli jak schody, które właśnie minęliscie, oraz drogę na wprost pod miasto, zo znaczyło, że schodzili byście bezpośrednio na 3 piętro podziemne i docierali już w pobliże portalu.
Na ścianach dostrzegliście dziwne piktogramy:
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej