Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kojący dotyk Enart. Wartownik Eharus
Poszukiwacz:
Poszukiwacz wyrwał się z letargu i obrócił w waszą stronę.
- Musicie znaleźć wojownika Eharusa. To jedna z kart talii tablic do milenijnego pasjansa. Gra nazywa się Antreve. W podziemiach odnajdziecie sale, w których produkowano te tablice. Ostatnią tablicą, którą tłoczono w warsztatach był Wojownik Eharus, nikt jednak nie zdążył jej wydobyć z maszyn. Tablice możecie wziąć, ja tutaj poczekam, tablic nie potrzebuję, muszę wiedzieć, że ją zdobyliście. musicie zejść na 4 piętro dracońskich tuneli, gdzieś pod portalem. - Powiedział i ponownie zwrócił swoją twarz w kierunku tuneli, a kontak werbalny z nim był niemożliwy.
Silion aep Mor:
Mężczyzna wysłuchał co poszukiwacz miał do powiedzenia, przeanalizował to i w jego umyśle dogasła już resztka światła rzucanego przez malusieńką żaróweczke pomysłu, innymi słowy już całkiem nie wiedział o co chodzi. Tablice? Wojownik Eharus? Pasjans na tablice a dla czego nie karty? Antreve? No takich pytań teraz krążyło mnóstwo. Spojrzał na Salazara speszonym spojrzeniem.
- Czy tam na dole są jakieś bestie czy niebezpieczeństwa? Tylko jedno mnie dziwi, dlaczego grano w tą gre, czymkolwiek ona nie jest tabliczkami? Czemu nie papierowymi kartami? - bardziej do siebie. - Co może symbolizować ten wojownik? Hmm...
Canis:
- Milenijny pasjans Antreve, raz na tysiąc lat odgrywane były wielkie zawody na arenie. Tablice miały rdzeń magiczny, coś w formie runy, w których zamknięta była manifestacja karty. Inaczej. Kamień miał zamknięte w sobie odpowiednio zaklętą energię. używając tablic i kładąc je na odpowiednie pola przyzywało się potwora, który walczył jak ty czy ja w obrębie areny z innym potworem, którego przyzwał przeciwnik. Wiem że były 4 rodzaje tablic.
- W tunelach... od cmentarza nieumarli, w pierwszych i drugich tunelach raanaarzy, mumie z włóczniami, na trzecim zamknięty był traumata i ten teleport... Takie jednostki dotąd spotkałem tutaj... To co schodzimy? Najszybciej dotrzemy pod mirty stąd, żeby nie iść do cmentarza...
Silion aep Mor:
- Gdybyśmy się natkneli na raanara to czy dałbyś rade pobrać jego krew i mocz? Mój przyjaciel Mourtun ucieszyłby się z tego. Jest... Kolekcjonerem. No cóż, chyba pasuje zejść. Co z końmi? Jest tu gdzieś stajnia? - zapytał rozglądając się za miejscem gdzie mógłby bezpiecznie zostawić konia.
- W okolicach gór w których mieszkałem taka gra była standardem, rozgrywką wręcz, używano niewielkich kart z zaklętymi w nich słabymi stworkami typu kretoszczur, ścierwojad, max harpia. - uśmiechnął się. - Z raportu wiem że raz w tych tunelach pewien szalony wąpierz więził córke sołtysa. Lepiej uważać.
Canis:
- Nic mi o wampirach w tych tunelach nie wiadomo, z mumii raanaar nie wyciągniesz ani krwi ani moczu, jak interesuje ciebie ich mocz to popłyń do opactwa Vameth i poproś by się na dla ciebie odlali. - Powiedział delikatnie urażony.
Zeskoczył z konia i nie widząc miejsca, by zaczeplić ani go przywiązać, podszedł do poszukiwacza, lecz ten zamarł w miejscu dzierżąc swój miecz. Wzruszył ramionami i zawiesił pas przez ostrze.
- Pałaszu poczekaj tu z nim... - Powiedział do konia, lecz samemu podszedł na krawędź wyrwy i kucnął przed nią. Spojrzął w dół i zaświecił sobie pochodnią, nie było daleko, więc zapierając się jedną ręką zeskoczył w głąb lądując na równych nogach. Ogień w tak gwałtownym ruchu na pochodni a jakże przygasł, jednak wraz z wylądowanie ustabilizowął się zajmując ponownie fragment drwa i szmat na nich będących. Salazar rozejrzał się wokół i obrał kierunek w stronę Mirty, pod miasto...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej