Tereny Valfden > Dział Wypraw

Konno przez świat. Wycieczka w góry.

<< < (11/21) > >>

Armin:
Armin wzięła kubek oraz talerz i również skierowała się w stronę wolnego stolika. Położyła rzeczy na blacie, usiadła i wzięła łyk herbaty, Na zewnątrz nie było już ciepło, więc rozgrzewający napój nadawał się w sam raz na taką pogodę. W karczmie panował gwar, było wiele ludzi, a w powietrzu unosił się zapach pieczonego mięsa oraz piwa.
- W końcu dotarliśmy. - powiedziała z uśmiechem maurenka.

Silion aep Mor:
- O dziwo przed czasem. Podejrzewałem że zejdzie nam dłużej. - skomentował mężczyzna. W karczmie zauważył dużo gości, część coś zajadała, część popijała, inna uprawiała hazard. Zauważył kilku pijanych krasnoludów leżących pod stołem, kiwnął palcem na nich, karczmarz coś krzyknął, momentalnie zjawił się rosły ork który zaciągnął ich na pole by nie psuli atmosfery panującej w karczmie. Krasnolud uśmiechnął się do kobiety i zapytał. - Wiem że to głupie pytanie bo dopiero dotarliśmy ale jak ci się podoba? Ewentualnie jak ci minęła droga? - patrzył się w oczy kobiety.

Armin:
- Widoki były cudowne. Las, gwieździste niebo, góry też. No i oczywiście zwierzęta, tak jak na przykład mała wiewióreczka. - uśmiechnęła się maurenka i ponownie wzięła łyk ciepłej herbaty. - Chociaż pod koniec dłużyło się trochę było bardzo miło. - Armin wzięła kęs udka ścierwojada. - A miasto na pierwszy rzut oka wydaje się być uporządkowane. Takie gdzie nie ma złoczyńców i, że wszyscy wykonują swoje powierzone im zadania. - kobieta ponownie ugryzła mięso.

Silion aep Mor:
- Bardzo się ciesze że ci się spodobało. - zrobił taką minkę :) Kobieta zajadała kolację a on siedział i czekał na nią. Rozglądał się po karczmie wypatrując jakichś ciekawych atrakcji, niestety po za dwoma wyrzuconymi krasnoludami nic się nie działo. Karczma wydawała się ostoją spokoju, jakby wszyscy tutaj zażyli jakieś podejrzane ziółka. W pewnej chwili do karczmy wpadł ten sam rosły ork, podszedł do karczmarza i wyszedł z nim na zewnątrz. Ot taka normalna sytuacja, pewnie poszli coś obgadać. Wzrok wrócił na kobietę. - Miasto jest spokojne bo bandytów trzymamy krótko, można by rzec że bardzo krótko, zostają ścięci, ogółem zdarzają im się "wypadki" w towarzystwie straży. - mówił bardzo spokojnym i opanowanym głosem. - Ech... Nie przywykłem jeszcze do konia, siedzenie mnie boli od tylu godzin w siodle. - musiał troszeczkę ponarzekać.

Armin:
Ciemnoskóra zjadła udko i dopiła herbatę do końca, po czym ziewnęła.
- Jestem wyczerpana. Idziesz do pokoju? - zwróciła się do mężczyzny.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej