Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzień gniewu
Nessa:
Elfka skrzywiła się nieznacznie. W końcu sama mieszkała na Podgrodziu i nie wszędzie śmierdziało. A gdzieniegdzie strasznie. Nic nie poradzisz.
- Ja nie znam tego miejsca, więc pójdę z Tinuviel - stwierdziła, bez uprzedniego pytania, Florentina. Najwyraźniej bardzo nie chciała iść z Gustawo, który w tej chwili uśmiechnął się głupio do wampira. Po chwili kobiet już nie było. Nessa zdążyła jeszcze wcześniej wytłumaczyć Dragosaniemu i bardowi, w którą stronę one pójdą, by nie powielać swoich tras. Co długoucha będzie robić, gdy Florentina ją opuści, już nie powiedziała.
- Prowadź, panie wampir - uśmiechnął się głupio po raz drugi Gustawo.
Dragosani:
Drago nie zwrócił szczególnej uwagi na krzywą minkę elfki. Mogła sobie ona uważać, że nie całe Podgrodzie ma do zaoferowania wonie.wątpliwej jakości, miałaby nawet po części rację. Jednak nie można było zaprzeczyć, że duże.zgromadzenie ludności na tym terenie wywoływało specyficzną woń. Szczególnie jeśli ktoś miał wybitnie wyczulony węch.
Antares odprowadził wzrokiem kobiety i dopiero wtedy spojrzał na Gustawo. Nie mieli co tak tutaj stać, trzeba było ruszać.
- Nie ma sensu iść tam gdzie one, więc chodźmy tędy. - Kiwnął głową w przeciwnym kierunku i nie czekając na barda ruszył. Po jakimś czasie zerknął na Gustawo.
- Długo znasz Nessę? - zapytał w końcu. Wszak teraz była okazja, aby wyciągnąć co nieco z barda. A jakoś trzeba było zacząć.
Nessa:
Elfka z Florentiną ruszyły między uliczkami. Te Nessa znała akurat bardzo dobrze. Można było tędy dojść do jej domu. Chciała jednak go minąć i ruszyć w znacznie mniej przyjemne rejony, sugerując się tym, co właśnie kobieta mówiła jej o miejscu z swojego snu. Teraz próbowała uzupełnić wszystko o szczegóły.
Podobnie Dragosani z Gustawo właśnie podążali dość ładnie wyglądającymi jak na Podgrodzie uliczkami. Były to jedne z pierwszych domów, które powstały przy stolicy. Niektóre wyglądały już naprawdę stabilnie, niektóre były przyozdobione kwiatami na parapetach, a jeszcze inne miały dachy lepiej wyglądające od domów z dzielnicy obywatelskiej. Jak widać, były osoby, które mieszkały już tutaj tylko z przyzwyczajenia. Na razie jednak mężczyźni nie byli nawet blisko miejsca ze snu. Za to spotykali się z wieloma zdziwionymi spojrzeniami skierowanymi w kierunku Dragosaniego, choć ten najprawdopodobniej już do nich przywykł.
- Będzie już te kilka lat - odparł po głębokim zastanowieniu bard. - Ale wzięło jej się też i zniknęło, więc nie wiem jak to liczyć. A ty? Raczej nie znacie się z Konkordatu - wypowiadając to ostatnie słowo, Gustawo uśmiechnął się nieładnie. Może elfka nie pasowała mu do tej organizacji.
Dragosani:
- Też coś koło tego. Byliśmy przez jakiś czas w tych samych organizacjach. Kilku, jeszcze przed powstaniem Konkordatu. Głównie w tych, z których się on ostatecznie wywodzi - odpowiedział wampir, ignorując zdumione spojrzenie mieszkańców Podgrodzia. Zapewne nie spodziewali się tutaj kogoś tak dobrze ubranego i wyposażonego. Nawet jeśli ów ktoś też był na Podgrodziu przez jakiś czas.
- Oczywiście mnie do Konkordatu nie ciągnie, tamte organizacje po prostu zrzeszały sporo wampirów i jakoś tak wyszło. - Wzruszył lekko ramionami. Rozglądał się. Nic nie przypominało mu ulicę że snu. Byli zapewne w niewłaściwej części Podgrodzia. Ale nie było sensu się cofać.
- Wczoraj mówiłeś coś o poczynaniach Nessy po upiciu się ginem. Cóż takiego wyczyniała? - postanowił zaatakować frontalnie. Umiejętnie manipulował tonem głosu, znał wszak tajniki perswazji.
Szarleǰ:
Szarleja w czasie imprezy w Burlesce poniósł melanż i zniknął na zapleczu z którąś z kelnerek, czy kto to w ogóle był. Albo upił się i po prostu tam zasnął. Rano spostrzegł, że wszyscy zniknęli, więc udał się do domu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej