Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

"Róbmy driadom dzieci!" czyli Mourtun wraca do Shani.

<< < (11/51) > >>

Mourtun:
Rozejrzał się wokół czy aby nikt nie miałby ochoty z nim porozmawiać czy coś.

Rodred:
Staruszek dopił wodę i wyszedł na zewnątrz. Poza tym nic się nie zmieniło. Od duchoty zrobiłeś się senny. Serwiusz siedzi i spokojnie sączy piwo patrząc przed siebie. Zaczęły cie dobiegać ciche śmiechy. Widzisz, że niziołek świetnie się bawi z kelnerkami.
Tych dwóch jak by z dzikiego zachodu dyskutuje o czymś przyciszonym głosem. Widzisz, że piwo im się dawno skończyło. Jeden wyjął fajkę i ją nabił.

Mourtun:
Taa, niziołek był jakiś taki dziwny, przybity, czy coś, sam dobrze nie wiedział, może poprostu to od tej ponurej pogody udzielał mu się zły humor. Wstał i odsunął stołek, odwrócił się na pięcie i usiadł obok ogniska, siedział, patrzył w ogień i przysłuchiwał się rozmowie. Blask płomieni dodawał uroku jego twarzy. A może ja im się po prostu spodobałem. - zaśmiał się w duchu.

Rodred:
-  Ale jesteś uroczy.  Usłyszałeś głos tej małej kelnerki. Nie było to jednak do ciebie tylko do tego nizołka, któremu teraz trzyma głowę na kolanach. Ta druga poszła na zaplecze. Siedzisz na przeciwko nich i słyszysz tylko jak ulewa się wzmogła.
Przyszedł woźnica i oznajmił wszem i wobec.
-  Zostaniemy tu na noc.  Po czym podszedł do maurena i spróbował z nim trochę pogadać. Pół migowo pół normalnie. Doszedł cie zapach dymu tytoniowego. Widzisz, że obaj tajemniczy goście zerkają na maurena.

Mourtun:
Ech, cała ta sytuacja była jeszcze bardziej przygnębiająca niż dotychczas. Ulewa wzmogła się, niziołek zarywa a jego wszyscy ignorują, dlaczego go to wcale nie dziwi? Nagrabił sobie. Patrząc się w bezkresną otchłań ognia powiedział tylko cztery słowa do kelnerki. - Przepraszam za moje grubiaństwo. - po czym zamknął oczy i oddychał miarowo.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej