Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

"Róbmy driadom dzieci!" czyli Mourtun wraca do Shani.

<< < (46/51) > >>

Rodred:
Drzwi się zamknęły i znowu pogrążyliście się w ciemności. Nie wiedząc czemu źle ci się kojarzy to miejsce. Jedziecie długo. Coś dłużej niż ci się wydaje, że powinno. Podróż jest bez przerw. Nadeszła pora obiadowa i nawet nie przystanęliście. Aż tu słyszałeś sapanie koni. O zmierzchu słyszysz, że więźniowie mamroczą niezadowoleni przez kneble w ustach. Ty też masz już mocno dość. Woźnica tak samo. Z rysów twarzy Charlie wywnioskowałeś, że też ma dość.

Mourtun:
Dzisiejsza trasa to była mordęga, podróż bez przerw, od rana do zmierzchu. Niziołek był już głodny i bolał go tyłek od siedzenia na tej niewygodnej ławie. Wzdychał ze znudzenia i starał się nie zasnąć. Dziwnie mu się dłużyło. Wreszcie postanowił przemówić, odchrząknął i rzekł.
- Charlie, czemu oni tak gnają? Konie słyszę aż tutaj, chyba zaraz im podkowy odpadną. Mnie już tyłek boli od siedzenia, mojego znajomego woźnicę zapewne też. Droga dziwnie się dłuży, nawet więźniowie już marudzą. Coś się stało? - zapytał.

Rodred:
- Musimy zdążyć przed zamknięciem bram. W tej części świata niebezpiecznie jest nocować poza miastem. Na kolacje dojedziemy.

Mourtun:
- Co prawda to prawda. Kiedyś wyszłem z tamtego miasta w nocy to mnie zaatakowało stado zębaczy. Jakie tam w lesie grasują zwierzęta? No rzecz jasna po za wspomnianymi zelębaczami.

Rodred:
- Pełno tego jest. Aż  szkoda wymieniać.  Powiedział machając ręką od niechcenia.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej