Tereny Valfden > Dział Wypraw
Krajobraz z wilgą i ludzie
Funeris Venatio:
Rina, mimo iż nie wiedziała gdzie idzie, dotarła na miejsce. Udało się jej, raz, jedyny. Kambuz okazał się kuchnią, wydzielonym niewielkim pomieszczeniem, w którym przygotowuje się posiłki dla załogi. Mieściło się tutaj kilka szafek, odpowiednio zabezpieczonych, parę worków przymocowanych do ściany, palenisko i krótki, oszczędny blat. Trystan, nie Tristan, jak wyraźnie zaakcentowała Rina, był mężczyzną około trzydziestki, ubranie miał wysłużone i nieco znoszone. Luźna koszula, skórzane spodnie z wiwerny i opaska na czole zgarniająca jego długie, czarne jak smoła włosy. Twarz miał surową, poznaczoną bliznami po ospie, którą przechodził mocno i intensywnie. Odwrócił się w stronę elfki, uśmiechnął, wskazał rzepę czekającą na pokrojenie.
- Dzisiejszego wieczora zupa z rzepy. Mamy trochę krojenia, na łajbie będzie nas dziesięć osób, jeżeli nie jedenaście. Weź tasak z szuflady i do roboty. - Jego ton nie był rozkazujący, nie miał znamion wyższości. Po prostu wskazywał co należy zrobić, czym się zająć, od czego zacząć pracę.
Elizabeth z Gornem zeszli do pokładu działowego. Panował tutaj lekki półmrok, niewiele światła wpadało poprzez niewielkie, uchylone w tej chwili okienka na obu burtach. Cztery armaty z prawej strony i cztery z lewej. Spoczywały spokojnie na szynach, gotowe do przeglądu. Obok każdej znajdowało się kilka armatnich kul, jakieś ładunki i pakunki, na razie zapakowane i dopiero gotowe do użycia i zamieniania tej machiny w śmiercionośną broń. Przy każdym dziale znajdowała się szczotka z metalowym włosiem, niby kulka, którą można było przeczyścić wnętrze lufy. Przy burtach, gdzieś tam obok, dodatkowo leżały zapasy prochu, dodatkowych pocisków i innych takich.
- Utrapienie z tymi kobietami... - powiedział Funeris, podając prawicę Themo i witając się z nim serdecznie. - Jak podróż? Bez zakłóceń?
Gorn Valfranden:
Gorn jedynie wzruszył ramionami i zabrał się do pracy. Podchodził do armat sprawdzał lufy czy czystę, ląd jest, dostęp do kól i prochu nie utrudniony. Czy nic nie leży na ziemi. Czy nie ma szans aby proch zapalił się niechcący. Sprawdził czy po szynach armaty mogą spokojnie przejężdżać.
Elizabeth:
Elizabeth westchnęła jedynie, po tym jak Gorn ją olał i nie udzielił jej jednoznacznej odpowiedzi.
-Myślisz, że powinniśmy je wyczyścić? - Wskazała palcem charakterystyczną szczotkę z metalowym włosiem.
Melkior Tacticus:
- A utrapienie. Odparł Melkior, jego taru leżące na łóżku w kajucie oficerskiej przysłoniło uszy łapami słysząc przekomarzania bab.
- Współczuję i nie zazdroszczę. Dodał z uśmiechem.
Funeris Venatio:
- Takie mi się trafiły i niestety nie mogę teraz nic z tym zrobić. Czyżby Zartat wystawiał nas na próbę? - zaśmiał się serdecznie. Stał oparty plecami o reling, nadal w obecności Themo i Melkiora. Sergiusz pożegnał się z nimi kilka minut wcześniej, odszedł do swoich obowiązków w górnym mieście, wrócił do kordegardy przy bramie niedaleko traktu. Na pokładzie oprócz nich było jeszcze łącznie czterech rycerzy Bractwa ÂŚwitu. Trystan, kuk, do którego pognała Rina. Alder, elf, oporządzający konie. I dwóch ludzi, Miko i Rifus, dwaj bracia, sprawdzający właśnie zapasy w ładowni, czy wszystko się zgadza i są gotowi do drogi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej