Tereny Valfden > Dział Wypraw

Krajobraz z wilgą i ludzie

<< < (14/110) > >>

Funeris Venatio:
Funeris akurat był pod pokładem, sprawdzał coś, dosłownie nad sobą miał całą gromadkę ludzi i nieludzi, którzy rozpoczęli dyskusję. Słyszał wszystko, co się działo, a przynajmniej zdecydowaną większość. Odnotował przybycie Themo, który wreszcie się pojawił, jak prorokował Melkior. Pojawiła się Rina, druga kobieta, elfka. Pojawił się również Gorn, co do którego, tutaj Funeris bił się w pierś, miał wątpliwości, że się pojawi. Myślał po prostu, że nie uda mu się dotrzeć, nie zdąży na czas, albo po prostu nie będzie mu się chciało. Bo i z taką ewentualnością trzeba się było liczyć. Ale dotarł, jest. Powolnym, niespiesznym krokiem ruszył więc w stronę wąskich schodków, chcąc wspiąć się na główny pokład, powitać wcześniej nieobecnych i wziąć tę całą kompanię oficjalnie pod komendę. Nie sądził jednak, że oni wszyscy tak szybko skoczą sobie do gardeł. Wychodząc więc na deski głównego, stając w świetle dnia, zadziałał. Telekinezą uniósł beczkę stojącą przy takielunku, huknął nią o pokład, by zwrócić na siebie uwagę. Hałas rozniósł się w sposób, jaki oczekiwał. Rozpostarł szeroko skrzydła, prawą dłoń spoczywała mu na rękojeści miecza.
- Całość spokój! - ryknął, wkładając w te dwa słowa wszystkie te wyuczone frazy i akcenty, które nauczył się dodawać do wypowiedzi, od kiedy zaczął dowodzić Bractwem i musiał nauczyć się brać w karby różnych ludzi i nieludzi.  Powiódł szybko wzrokiem po zebranych, zlokalizował Melkiora, Themo i Gorna. Dwie panie, elfka i niziołkini, był sprawczyniami całego zamieszania. Nie miał zamiar teraz roztrząsać kto zawinił, kto komu podpadł i dlaczego. Słyszał całą rozmowę, nie widział reakcji i gry ciała, więc nie chciał wyrokować jak to dokładnie wyszło.
- Elizabeth, na pokład działowy, sprawdzić stan uzbrojenia! Gorn, razem z nią, odpowiadasz za raport i stan przygotowań! - powiedział stanowczo, zwracając się do paladyna i najniższej wzrostem członkini kompanii. - Rina,  zgłosić się do kambuza, odnaleźć Trystana i zaoferować ułsugi. Za trzydzieści minut obydwie panie przy sterze, na kasztelu. Wykonać! - Był Wielkim Kanclerzem Bractwa ÂŚwitu, był aniołem Zartata. Mogli sobie myśleć i mówić cokolwiek, ale to była organizacja rangi państwowej, to była oficjalna misja tejże organizacji, a to całe to zajście było dziecinną i niepotrzebną przepychanką na słowa, która absolutnie nie mogła mieć tutaj miejsca. Musiał pokazać swoim, nomen omen, podkomendnym, że istnieje na tym statku i podczas tej wyprawy jakaś dyscyplina i jakaś hierarchia, której należy przestrzegać. Każda niesubordynacja może okazać się destrukcyjna, a do tego dopuścić nie mógł. Musiał więc pokazać się z te surowej, niechcianej i nielubianej strony. Musiał udowodnić wszystkim krytykom, że rozstawia wszystkich po kątach, zupełnie tak jak sami mówili. Ale tak trzeba.

Elizabeth:
Elizabeth na ostatnie słowa pogrążyła się w smutku, a jej umysł zalały wyrzuty sumienia. Nigdy nie chciała, żeby Funeris był na nią zły, dlatego teraz tak bardzo rozpaczała. Podeszła z kwaśną miną do Gorna i złapała go delikatnie za rękaw.

- Chodźmy.

Rina:
Długoucha nie czuła się winna, nie miała nic na sumieniu. Ruszyła do kambuza czymkolwiek on nie jest, gdy tam dotarła wzrokiem szukała niejakiego Tristana. - Panie Tristanie, jest pan? Przyszłam pomóc.

Gorn Valfranden:
- Zgodnie z rozkazem. Gorn potwierdził że słyszał rozkaz. Owszem Funeris był kapitanem okrętu a zarazem najwyższy rangą w Bractwie toteż, Gorn bez szemrania zamierzał wykonywać rozkazy. Kiedy Elizabeth pociąnęła go za rękaw, spojrzał na nią, kiwnął głową i rzekł - W takim razie ruszajmy.  Gorn udał się na pokład działowy.

Elizabeth:
Elizabeth dotarła tam z Gornem podążając za nim wciąż ciagnąć go lekko za rękaw. Gdy dotarli do pokładu działowego zelżała uścisk i mrużąc oczami zapytała nieśmiale:

- Znasz się trochę na tym? - wpatrywała się w niego swoimi ametystowymi oczętami, a twarz w dalszym ciągu była przybita oraz markotna.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej