Tereny Valfden > Dział Wypraw

Krajobraz z wilgą i ludzie

<< < (99/110) > >>

Funeris Venatio:
Funeris jakoś tak instynktownie wyczuł, że Gornowi może jeszcze chwilę zejść w Essorze, więc przekazał tylko dwóm orkom przy wejściu, żeby przekazali mu wiadomość o miejscu jego pobytu. Postanowił wrócić do Koźlaka, niedalekiego zajazdu, w którym się wszyscy zatrzymali i mieli swoją bazę wypadową. Było już nieco po południu, godzina zapewne trzynasta, jeżeli patrząc na wysoko uniesione Słońce. Gwar ludzi dawał się we znaki, wciskał w każdy jeden zakamarek umysłu. Idąc z Essory musiał przebić się przez niemalże cały Trzcinowy bazar, co nie było wcale takim prostym zadaniem dla kogoś, kto nie dysponował szerokimi barami i mocnym łokciem. Na szczęście anioł miał tę przewagę nad resztą tłumu, że kunanie, ludzie i wszelkiej maści nieludzie często go dostrzegali i mimowolnie pozwalali się z łatwością obejść. W końcu niecodziennie widzi się skrzydlatego anioła paradującego między straganami. Nawet jeżeli przyglądali się tylko i wyłącznie z zaciekawieniem, jak najzwyklejsze ciekawskie istoty, to jednak tym samym pomagali mu w miarę gładko przejść do karczmy.
A w karczmie zastał Rinę i Elizabeth popijające miodne piwo. Thesio, siedząc cały czas przy drzwiach ich kwater i pilnując dobytku zostawionego wewnątrz, podniósł się energicznie, odtrącił ogonem podaną mu przez karczmarza miskę z wodą i zbiegł szybkim krokiem na dół. Wystraszył przy okazji córkę karczmarza i jego żonę, dwie szarawo umaszczone kunanki, które pracowały jako pomoc na sali i kucharki. Niosły akurat puste naczynia od jednej z szerokich ław, przy których siedziało kilku klientów. Psina dobiegła jednak do Funerisa i dała się wyczochrać za uchem. Kanclerz Bractwa zasiadł przy kobietach, zajrzał do dzbana, powąchał i pokiwał głową z zadowoleniem. Thesio przywarował koło jego nogi, podsuwając mu głowę pod dłoń spoczywającą na kolanie.
- No, drogie panie, jak tam przeprowadzone śledztwo? Odnalazłyście Fulka? - zapytał, uśmiechając się lekko, ale wcale życzliwie. Rozmowa z Klemensem przebiegła bardzo gładko, sprawnie, bez najmniejszych problemów jakiejkolwiek natury. Dowiedział się tego, co chciał się dowiedzieć, a nawet kilka rzeczy więcej, jak sam właściciel Essory powiedział: "w prezencie za wcześniejsze przysługi".


Melkior zemdlał. Bełt przeszył mu naramiennik, wbił się w kolczugę, następnie w ciało. Nie dało się zdjąć naramiennika bez uprzedniego wyciągnięcia drewnianego pocisku, którego brzechwy, zazwyczaj przecież również drewniane i na dodatek lekko skręcone, zawadzały w całej operacji. Dlatego gdy Themo chciał odpiąć i usunąć z ciała elfa tę część jego opancerzenia, poruszał tylko niepotrzebnie bełtem, zadając Melkiorowi wielki, naprawdę wielki ból. Mimo iż mocno zahartowane, to jednak relatywnie wątłe ciało w którymś momencie tego nie wytrzymało. Odpływ krwi spowodował, że mózg był minimalnie niedotleniony i ratując się przed świadomym znoszeniem cierpienia po prostu odleciał w niebyt. Wtedy zaś Themo mógł już spokojnie dokończyć dzieła opatrywania rany, zakładając opatrunek i bandażując go.
Bandyta w czarnym kubraku miał przy sobie siedem grzywien, nic więcej. Kurier nie posiadał żadnych pieniędzy. Kunanin w czerwono-żółtym stroju miał oczywiście ze sobą torbę z listami, z którą wychodził z siedziby firmy kurierskiej DHL.
Jako że obydwoje strzelali z kusz, leżały one oczywiście na ziemi. Podczas rzucania ich o ziemię niefortunnie się jednak uszkodziły, więc wymagały naprawy. Do tego na jednym z worków rozrzucono bezładnie osiem bełtów.

//Jeżeli bierzesz kusze, to mają następujące statystki:

2x
Nazwa broni: Uszkodzona kusza
Rodzaj: kusza
Typ: oburęczna
Ostrość: 50 + ostrość materiału bełta
Opis: Wykonana z 0,6kg drewna o absurdalnym zasięgu do 500 metrów. Uszkodzona.

8x
Nazwa amunicji: żelazny bełt
Rodzaj: bełt
Ostrość: 15
Wytrzymałość: 25
Opis: Wykonany z 0,01kg żelaza i 0,03kg drewna.

TheMo:
Kilka grzywien i broń, którą ma już w posiadaniu. Jedynie torba z listami go zaciekawiła. Wziął ją i udał się w stronę nieprzytomnego elfa. Przynajmniej dostał znieczulenie, po którym nie będzie go suszyło w gębie na następny dzień. Wrzucił znalezione monety do sakiewki Melkiora, gdyż w końcu to on zabił tych bandytów. Usiadł obok niego, by móc co jakiś czas kontrolować jego stan. Otworzył torbę z listami i przeglądał je po kolei. Miał nadzieję odnaleźć wśród nich coś ciekawego. Jednak nie otwierał kopert ani nie łamał pieczęci. Starał się kojarzyć tylko adresatów czy nadawców. Nie przepadał za papierkową robotą, jednak w tej chwili lepszego tropu nie miał.

Funeris Venatio:
Były to zwykłe listy, które miały trafić statkiem na Valfden. Nic nadzwyczajnego nie rzuciło się Bękartowi w oczy, nic go nie zaciekawiło, żadne nazwisko czy adres nie wydało się w jakikolwiek sposób znajome. Każdy zwój i każda jedna koperta posiadały na jednym z rogów takie samo oznaczenie jakie posiadał pusty pergamin wysłany przez Melkiora. Po prostu oznaczenie firmy kurierskiej.

TheMo:
Zgarnął wszystkie listy z ziemi i wrzucił je z powrotem do torby. Dalej pozostając z pustymi rękami i nieprzytomnym Melkiorem udał się na dokładne przeszukanie magazynu. Przechadzał się między skrzyniami. Wyjął swój miecz i za jego pomocą chamsko otwierał te bardziej oporne. Odwiązywał worki by w nich trochę pogrzebać. Grzebał pomiędzy luźno ułożonymi towarami. Szukał jakiegoś pisma lub symbolu, albo innego znaku który naprowadzi go na sekciarzy bądź któreś z nazwisk wymienione przez Funerisa na statku, kiedy wyjaśniał cel podróży.

Funeris Venatio:
W pakunkach było trochę rupieci, sprzętu, surowej rudy żelaza i miedzi. Do tego ze dwa worki pszenicy, nieco żyta i jęczmienia. Wyglądało to tak, jakby ten magazyn, wcale niewielki, należał lub był dzierżawiony przez jakiegoś kupca, który prowadził stragan z przeróżnymi przeróżnościami. Prawdopodobnie skupiał się na wszystkim i niczym, a raczej poślednia jakoś znalezionych rupieci i kiepskiej jakości przedmioty wykonane z różnych metali świadczyły, że nie był zamożny. Samo pomieszczenie też nie okazało się zbyt duże. Miało kilka metrów głębokości, rozchodziło się na prawo i lewo, ciągnąć jakby za ścianami tych dwóch dużych magazynów, między które wchodzili z Melkiorem. Na końcu z lewej były następne drzwi i również małe okienko, wychodzące na ulicę. Zwykła, uczęszczaną, portową uliczkę. Drzwi zaryglowane były od środka, więc nie można było się tutaj w tej chwili dostać z zewnątrz.
ÂŻadnych znaków, pism, wskazówek ani innych oczywistych śladów Themo nie odnalazł. Dwójka osób, które coś mogły powiedzieć, leżała właśnie w rosnących kałużach krwi.

//Melkior ocknie się za 15 minut.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej