Tereny Valfden > Dział Wypraw
Krajobraz z wilgą i ludzie
Funeris Venatio:
- Karmel? Nie, raczej nie. Trunek sam w sobie ma bogaty kawowo-czekoladowy smak, a słodycz w nim mimo iż nie jest dominująca, bo wyraźnie czuć palone słody, to jest delikatna i aksamitna. Podam paniom do kuflu, to same się panie przekonają. - Karczmarz zniknął szybko za ladą, nabrał dzban ze świeżo otwartej beczki, wziął dwa kufle i podszedł z powrotem do elfki i niziołki. Polał po prawie całym kuflu, dzban z resztą odstawił na stół.
TheMo:
Kiedy przeciwnicy padli martwi, Themo schował swój oręż. Podbiegł do Melkiora ściągając z ramienia torbę zawierającą cały zestaw cyrulika. Wyjął z niej bandaż, środek odkażający oraz bandaż. Ocenił ranę. Na szczęście nie została uszkodzona żadna tętnica, więc mógł zaryzykować wyjęcie bełtu. Delikatnie odpiął mu naramiennik i ostrożne go zdjął starając się nie naruszyć pocisku. Gdy już to zrobił przystąpił do opatrywania. Na początek odkaził skórę wokół rany. Potem nałożył trochę tego środka na nienałożony jeszcze opatrunek. Chwycił ciało obce znajdujące się w ranie.
-Uważaj. Na trzy wyciągam. Raz, dwa,
Nim padła ostatnia liczba, Themo szarpnął za bełt, co poskutkowało usunięciem go z barku elfa. Szybko go wyrzucił i podwinął kolczugę. Przyłożył nasączony bandaż do krwawiącej rany. Wolną dłonią sięgnął po kolejny bandaż i gazę. Usunął pierwszy, przekrwawiony już opatrunek i przyłożył gazę. Potem owinął opatrzoną tak ranę bandażem.
-Gdzieś przez dwa dni będziesz musiał się posługiwać jedną ręką, niczym Szeklan. Chyba, że masz miksturki.
//Pierwsza pomoc
Melkior Tacticus:
- Mam, zostały w jukach. Nie lubię targać ze sobą masy sprzętu, ale widzę że warto. Dzięki. Co teraz? Wracamy do Juranda?
TheMo:
-Najpierw trzeba się tutaj rozejrzeć. Nie mam ochoty wracać z pustymi rękami.
Pierwsze co zrobił po odejściu od elfa to kucnął przy ciele zarżniętego bandyty. Przeszukał jego wszystkie kieszenie, trochę brudząc się przy tym krwią. Następnie podszedł do kunanina, który właśnie został wyrzucony z pracy przez taru. Również przeszukał wszystkie jego kieszenie w tym kolorowym ubraniu.
Elizabeth:
Elizabeth wzięła swój kufel w dłoń i przyłożyła go do ust. Upiła łyka rozkoszując się smakiem podanego trunku, jak prawdziwy koneser trunków alkoholowych. Piła powoli, lecz łapczywie, nie mogąc zadziwić się wyjątkowym smakiem. Rina chyba dobrze wybrała, a na pewno Elizabeth nie mogłaby mieć jej tego za złe. Upiwszy połowę odłożyła kufel na stół i uśmiechnęła się radośnie.
- Bardzo dobre karczmarzu. Naprawdę zacny trunek.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej