Tereny Valfden > Dział Wypraw
Krajobraz z wilgą i ludzie
TheMo:
Themo przyglądał się papierkowej robocie, ale z czasem zebrało mu się na ziewanie. Papierkowa robota nudziła go tak bardzo, że przez pracę w izbie nie miał ochoty na treningi walki w Bastardo. Jednym słowem czuł się wypalony. A tą podróż traktował jak urlop. Praca podczas urlopu, śmieszne. Jednak to trochę pomagało. Rozmyślanie nad sensem życia przerwało pojawienie się kuriera w pstrokatym ubraniu. Odwzajemnił jego spojrzenie, lecz nie uśmiech. Nie chciał, żeby kotowaty coś sobie pomyślał. Poczekał aż wyjdzie.
-Dziękujemy bardzo. Do następnej przesyłki.
Pożegnał się ze stojącym za ladą kunanem i wyszedł na zewnątrz. Miał nadzieję, że kurier go nie poznał i nie zwęszył podstępu. Gdy Bękart znalazł się na ulicy wypatrywał wzrokiem żółtego ubrania z czerwoną czapką.
Funeris Venatio:
Nie, nikt ich jednak nie niósł. Rina znajdowała się na głównym targowisku portowego miasta, prawdopodobnie najludniejszego na wyspie, pośród kramów, przekupniów i różnorakiej klienteli. Elfka zorientowała się, że coś jej zniknęło dopiero po pewnym czasie, może minucie, może nieco dłużej. Cały czas szła w ścisku, musiała unikać przechodniów, żeby nie potrącić każdego jednego na swojej drodze. Dlatego też teraz, gdy zaczęła chaotycznie cofać się i szukać złodzieja, nie mogła dostrzec nikogo. Przypatrywała się jednak. Szukała kogoś, kto miał przy sobie jakieś zwoje, papiery, dokumenty. W pewnym momencie dostrzegła wreszcie z prawej strony, od północy bodajże, kunanina idącego z trzema zwojami, podobnej wielkości do tych, które sama utraciła. Najpewniej chciała się do niego zbliżyć gdy nieco z lewej zobaczyła następnego, tym razem niosącego dwa. Szybko się okazało, że ktoś po prostu sprzedawał tak zapieczętowane zwoje na swoim straganie. Niewiadomej treści i pochodzenia. Całe to poszukiwanie straciło sens w chwili, gdy Rina się za nie zabrała. Niestety utraciła to, co miała przekazać aniołowi i tylko cud mógłby sprawić, że uda się jej to odzyskać. Nie wiedziała gdzie są, co się z nimi stanie, ani nawet to, kto je ukradł. Nie miała pojęcia.
Kurier ruszył przed siebie raźnym krokiem, ani razu nie obejrzał się za siebie. Szedł uliczkami, wiedząc gdzie się kieruje i jak ma iść. Jak usłyszeli w siedzibie firmy kurierskiej, kunanin miał iść na statek, który zawiezie te i inne paczki i przesyłki na wyspę. Po niespełna trzech, może czterech minutach, Themo z Melkiorem dostrzegli, że kurirer zbacza nieco z trasy i nie idzie prosto do miejsca, gdzie znajdują się okręty, w tym "Raginis", na którym tutaj przypłynęli. Znalazł się między barakami, skręcając za skład skór, między spichrzem a właśnie magazynem.
Melkior Tacticus:
No proszę... Pomyślał idący za Themo elf, skręcili za kotem i dyskretnie śledzili go dalej.
Rina:
Zrezygnowana Rina z opuszczoną głową ruszyła do karczmy.
Funeris Venatio:
Kurier skręcił w tę uliczkę, w którą zaraz weszli i Themo z Melkiorem. Kończyła się ona niewielkimi schodkami i wejściem do jednego z budynków, jakiegoś magazynu najpewniej, gdyż tych w porcie było przecież najwięcej. Obok drewnianych drzwi, po prawej stronie, znajdowało się okno. Wisiało na wysokości jakichś dwóch metrów od ziemi, same schodki miały kilkadziesiąt centymetrów wysokości. ÂŚciana z drzwiami i oknem miała ze trzy, może trzy i pół metra szerokości, schody zajmowały około połowę tej długości. Nie było tam nikogo, nikt przybytku nie pilnował ani się tam nie kręcił. ÂŚciany spichrzu i magazynu skór, gładkie i bez okien, wysokie były na przeszło trzy metry, czyli jakieś dwie kondygnacje. Stwarzały dwudziestopięciometrowy tunel.
Rina dotarła wreszcie przed karczmę. Spotkała tam Elizabeth i kilku przechodniów, którzy poruszali się w każdą ze stron. Jedni szli na targ, drudzy z niego, w stronę portu lub rozchodząc się do innych dzielnic.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej