Tereny Valfden > Dział Wypraw

Krajobraz z wilgą i ludzie

<< < (85/110) > >>

Elizabeth:
//Tak właśnie myślałem :)

- Orientuje się - odparła krótko i wspólnie ruszyły w stronę karczmy, z której cała drużyna na początku dnia wychodziła pełnić swoje obowiązki.

Funeris Venatio:
Elizabeth z Riną, obwieszone już porządnie bronią, ruszyły z powrotem. Ruszyły tą samą drogą, którą tutaj przybyły, czyli przebijając się przez Trzcinowy bazar, co wydawało się raczej logicznym posunięciem, skoro nie znały miasta, były tutaj pierwszy raz i miały do załatwienia pewne ważne sprawy. Było już chwilę po południu, na bazarze roiło się od mieszkańców miasta i tych, którzy przyjeżdżali tutaj z bliższej i dalszej okolicy sprzedawać swoje towary. Rina dzierżyła dwa listy, po jednym w każdej kieszeni, dodatkowo trzymała jeden w staniku, wystający z dekoltu. Elizabeth za to trzymała swoją książeczkę, notatnik od Fulka. Szły tak więc między kramami, potykając się o ludzi, zderzając z kunanami, przepychając między elfami i krasnoludami, uciekając przez wrednym turdnaszanem, który chciał im sprzedać "świeże" ryby. Panował zgiełk, chaos, przepychanina i totalny rozgardiasz. Wszędzie tarzały się kupki kłaków, każdy każdego szturchał i obmacywał w tłumie. Kiedy Rina z Elizabeth znalazły się w połowie drogi elfa spostrzegła, że brakuje jej listów. Tych z kieszeni i tego z dekoltu. Elizabeth nadal miała notes, trzymała go w ręku, więc nikt go jej nie podebrał. Rina w całym tym zgiełku dała sobie podebrać trzy ważne zwoje, wystające na prawo i lewo z jej ubrania. Setki istot wokół kręciły się w każdą stronę, kobiety nie potrafiły dostrzec nikogo, kto by trzymał należącą do nich drogocenną zawartość.

Melkior Tacticus:
//A ja i Themo? Bo idziemy i idziemy  ;[

Funeris Venatio:
No i szli. Melkior, Themo i rycerz Bractwa ÂŚwitu. Antoni Krzymano ubrany był w zwykły strój mieszczański, chociaż nieco mocniejszy, skrywający pod spodem wzmacniany skórzany napierśnik. Przy pasie nosił kord, taki jak wielu innych obywateli i mieszkańców miast wyspy, krótki, z lekko zakrzywioną głownią, ściętą na końcu. W cholewie wysokiego buta miał sztylet. Przemierzali wąskie uliczki Hesperos, czując zgiełk miasta i widząc, jak rośnie ono w oczach. Mimo iż młode, było prężne, zabudowane, zasiedlone i zdolne do samoistnego życia. Pachniało tym, czym pachnie miasto portowe - rybami, alkoholem, seksem, uryną. Szli w stronę portu, gdyż tam właśnie rezydowała firma kurierska zajmująca się przewozem listów i drobnych paczek na wyspę Valfden. Mieli swoje oddziały w kilku największych miastach królestwa, więc wozili tam i nazad pocztę. Oczywiście z samego tego by się nie utrzymali, zabierali je przy okazji z innymi towarami, handlowali wszystkim ze wszystkimi. Kompania nazywała się Dobry Handel Luksusowy, w skrócie DHL.
- Pamiętacie, co macie robić?

Rina:
- Jasna cholera Eli! Weź mnie zabij tu i teraz! Ktoś nam podwędził listy, a było mi je nieść w ręce. Co teraz zrobimy? Szybko, szukajmy złodzieja. - kobieta spanikowała, zerwała się z miejsca i ruszyła biegiem za siebie w droge powrotną w strone akademii mając nadzieje że gdzieś po drodze dojrzy złego kradzieja. Tak nie może być, ona musi te listy odzyskać, to sprawa życia lub śmierci.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej