Tereny Valfden > Dział Wypraw
Krajobraz z wilgą i ludzie
Rina:
- Tak jak wrogowie mogą mnie zaskoczyć tak i ja mogę ich. Zresztą tamci raczej moimi wrogami nie są. - powiedziała opanowanym tonem gestykulując rękoma. Spojrzała na sale i na napis. Tak, będą musiały sprawdzić wnętrze tego pokoju. Nagle niziołka zaczęła opowiadać coś o bajkach, jej minka zamieniła się w smuteczek, zamiast uśmiechu, na jej twarzy malował się grymas i żal. Rina szybko zareagowała. - Hej, Eli. Moja droga. - przykucnęła po czym przytuliła kobietę niczym matka tulące swe dziecie. - Nie smuć się, nie płacz. - pogłaskała ją po głowie. - Sie popłaczesz, wtedy ja też i będziemy tutaj tak płakać? Będzie dobrze. - szepnęła jej na ucho. Długoucha nie była zbyt dobra w pocieszaniu ale polubiła tą małą kobietkę i nie chciała by tej było smutno.
//Tak z ciekawości. Elizabeth, ile twoja niziołka ma lat?
Elizabeth:
//Według mych skromnych obliczeń około 13 <lol> Niestety nawet tego nie planowałem, a wyszło dosyć dziwnie.
- Nie płacze... - pociągnęła nosem, wciągając do organizmu niesmaczną maź przeszkadzającą jej w prawidłowym oddychaniu. - Nie płacze, już nie będę, obiecałam sobie... - zacisnęła mocno dłonie, a paznokciami wierciła niewielkie dziury w skórze. Naruszając ją, ciepła krew małymi kroplami kapała na ziemie. Na prawdę było blisko, ale młoda dziewczyna powstrzymała się.
- Nie będę - powtórzyła jeszcze raz zamykając oczy, licząc na to, że łzy może nie popłyną z jej słodkich ametystowych oczek i zatrzymają się na delikatnych, dziecięcych powiekach.
- Nie chce płakać - Jej głos drżał, a jej serce jakby biło jak oszalałe. Całe jej ciało było jak w niekontrolowanych drgawkach, aż w jej ustach zęby cichutko zgrzytały.
W kąciku oka pojawiła się łza, maleńka, słona łezka. Powolutku płynęła po rozżarzonym poliku, który pulsował ciepłem. Potem kapnęła z podbródka, lądując niezdarnie na ziemi. Zaraz po tym potok podobnych do niej łez ruszyły w ślady swej poprzedniczki, która mimo swej niepozorności zdołała wywołać prawdziwą lawinę smutku wyrażoną dziecięcym łkaniem.
Rina:
//A mi wychodzi że ma 19 :)
Data urodzenia: 02.02.2 eII
Aktualny dzień w Marancie: 08.04.21
No i się stało. Mała niziołka Elizabeth zaczęła walczyć z wodospadem łez. Niestety tą batalie przegrała. Długoucha wciąż kucając przy kobietce jeszcze mocniej ją przytuliła tak że jej łzy spadały na ubranie elfki. - Będzie dobrze mała. Elciu nie płacz. Przytul się i weź w garść, mamy zadanie do wykonania. - mówiła ściskając ją z ogromną troską.
Elizabeth:
// A to może ma 19, a tylko jakiś perfidny człowiek mnie okłamał, że jest 15 rok marantowy ;p
Elizabeth łkała cicho starając się nie zwracać na sobie zbyt dużej uwagi, jednak pewnie i to zdarzenie nie przejdzie bez echa. Kobieta przytuliła się do elfki kładąc głowę na jej ramieniu.
- Mama, Tata... - mówiła przez łzy jeszcze mocniej się przytulając - nie ma ich... nie żyją... - mówiła z trudem. - zostawili mnie... dlaczego... dlaczego mi to zrobili... - przerwała znowu zalewając się łzami w niewyobrażalnych ilościach.
Chwilę potrzebowała, by dojść do siebie, bliskość Riny z pewnością pomogła pokonać napad żalu i rozpaczy. Odczepiła się z uścisku, a z małej kieszeni wyjęła materiałową chusteczkę, którą dawno dawno temu została jej obdarowana. Bezpretensjonalnie wytarła twarz zalaną łzami oraz wydmuchała nos.
- Już chyba dobrze - odparła kobieta, która chyba wciąż wyglądała bardziej jak dziecko niż dorosła, urodziwa niewiasta.
Rina:
- Jestem przy tobie Elciu... - Rina uśmiechnęła się szeroko do mniejszej od niej kobiety. - Jak skończymy to cie czymś zaskocze, a teraz... Do roboty. - złapała małą Elizabeth za dłoń i weszła z nią do rektoratu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej