Tereny Valfden > Dział Wypraw

Krajobraz z wilgą i ludzie

<< < (68/110) > >>

Gorn Valfranden:
Gorn wysłuchał uważnie zaleceń Funerisa. Kiwnął głową na znak że rozumie i będzie się starał. Tak więc biorąc czasami bardzo małe łyki piwa,  taksował wzrokiem ludzi przebywających w pomieszczeniu. Gorn starał się jak mógł wyglądać jak typowy nadworny dworzanin. Ale większość życia walczył na polu bitwy a nie na dworze królów, książąt i innych szlachetków. Ale żeby pokazać że można na niego liczyć i umie sobie radzić w każdej sytuacji. Tak więc kontynuował przedstawienie, taksował innych ludzi wzrokiem ,,z klasą''. Słowem   zachowywał się jak rodzony dworzan samego króla.

Melkior Tacticus:
W Essorze.

Elizabeth:
Ujrzawszy elfa, który rozmawia z podejrzanymi typkami zajmującymi się chwaleniem swymi mięśniami oraz pustymi groźbami, przeraziła się odrobinę.
- Możemy mieć chyba niepotrzebne kłopoty, jakby co to się nie znamy i sama poszukam elfa bez ucha.

Rina:
Długoucha przyjrzała się osiłkom i elfowi. - To tylko osiłki, duże mięśnie, mała inteligencja. To akademia, tutaj plotki szybko się roznoszą, coś czuje że nasz cel za niedługo sam na nas wpadnie. - uśmiechnęła się szeroko. - Dzwony, pewnie zaraz zaczną się wykłady czy co tam się robi. Chodź, pokręcimy się i poszukamy sali wykładowej naszego "przyjaciela" Fulko. - rozejrzała się za takową salą i jeśli była to ruszyła w jej strone.

Elizabeth:
- Wydaję mi się, że może tutaj będą wykłady.- Wskazała swoim drobnym palcem budynek, który oznaczony został napisem "REKTORAT". Wydawało się niskiej kobiecie, że zebrany tłum chyba właśnie czekał na ten dzwon, mający zapewne sygnalizować otwarcie się drzwi ku interesującemu wnętrzu. Tam właśnie mógł wykładać ich "przyjaciel".

- Nigdy nie lekceważ Rino swoich przeciwników - zaczęła Elizabeth lekko gestykulując jedną ręką - bo kiedyś źle na tym wyjdziesz, moja droga. W bajkach, które kiedyś moja kochana mama mi czytała... - zarumieniła się odrobinę jak dziecko, które zrobiło coś wstydliwego. Zatrzymała swój wywód na chwilę, troszkę dziwiąc się, że zaczęła o tym opowiadać. Jej twarz szybko z rumieńców przeszła w nieogarnięty smutek, który w chwilę mógł przerodzić się w płacz. Przeszłość ciągle za nią podążała, a ona wciąż nie była w stanie sobie z nią poradzić. Jak wielki kolec w sercu, który kuje niemiłosiernie raniąc dotkliwie, gdy tylko ruszy się tym życiodajnym organem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej