Tereny Valfden > Dział Wypraw

Krajobraz z wilgą i ludzie

<< < (62/110) > >>

Gorn Valfranden:
Gorn podszedł do kupca i powiedział - Kupuję tą bawełnianą koszulę. Proszę o tą pieniądze. Rzekł dał mieszek z odpowiednią kwotą kupcowi i od razu założył ją na siebie.  Zawrócił i ponownie udał się do Essory. Kiedy tam dotarł rzekł  do jednego ze strażników - Czy mógłbym prosić o przechowanie mojego płaszcza? ma wartość sentymentalną. Podał ją strażnikowi i rzekł do Funerisa - No dobra, jestem gotowy.

100-25=75g

zabieram i od razu ubieram:

//Nazwa odzienia: bawełniana koszula
Rodzaj: koszula
Typ: ubranie
Wytrzymałość: 1
Opis: Uszyta z 0,03kg bawełny.


na jakiś czas zostawiam:

Nazwa odzienia: uszkodzony Płaszcz z insygnium kompanii "Pancerny Wiewiór"
Rodzaj: płaszcz
Typ: ubranie
Wytrzymałość: 1
Opis: Uszyty z 0,03kg bawełny, uszkodzony.

Rina:
Długoucha wzięła więc płytke z numerem "57" i o ile się dało, schowała ją do kieszeni. Spojrzała na przyjaciółkę i szturchnęła ją w bok by ta wyrwała się z zamyślenia. - Przepraszam ale moja przyjaciółka ostatnio jest troche zamyślona, widocznie jeszcze nie doszła do siebie. - błysnęła swymi perełkami z buzi i poczochrała Elizabeth.

[member=26335]Elizabeth[/member]

Elizabeth:
\\Przepraszam za nieobecność, Jestem na mazurach, a internet w tym regionie to prawdziwy rarytas jak się na nieszczęście okazało. Ale już w miarę to obczaiłem, więc w miarę będę częściej odpisywał. 

Eli oddała broń pod stanowczą namową strażnika niepewną i drżącą ręką. Ostatnio często zdarzało się jej odwoływać w krainę marzeń i pragnień. Tym razem myślała o tym jak radzą sobie inni, niestety zaniedbując swoje zadanie.

- Nie zwlekajmy - uśmiechnęła się do Riny i podreptała za nią.

Funeris Venatio:
Jurand uchylił drzwi i zaprosił panów do środka. Sam chwycił za latarnię podaną mu przez jakiegoś pachołka stojącego przed wejściem. Szedł za Melkiorem i Themem. ÂŚrodek pomieszczenia był bardzo ciemny, jedyne okno znajdowało się z lewej, lecz oprawione ciemną błoną nie przepuszczało zbyt wiele promieni i oświetlało niewiele przestrzeni. Skąpane w mroku beczki i skrzynie zdawały się upiorne. Człowiek idący za nimi nie pomagał im w znalezieniu niczego, gdyż światła pokrywało tylko ich plecy. Drzwi za nimi zamknęły się, lecz z przodu odsłonięto komin z palącym się drewnem. Zakryty wcześniej metalową zasłoną faktycznie wydawał się nieco żarzyć, ale trudno to było jeszcze chwilę wcześniej dokładnie określić. Teraz jednak buchnął światłem i ukazał sylwetki czterech kuszników celując prosto w piersi dwóch przybyszów.
- Spokojnie panowie, spokojnie... - powiedział Jurand, a w jego ręku ciążył już miecz, niewiadomo kiedy dobyty.

//Co ty gadasz, całe życie spędziłem w tamtym rejonie i problemów większych nie miałem nigdy. :P

Dwie kobiety znalazły się na zielonym placyku. Krzewy, klomby z kwiatami, niewysokie drzewka, alejki wysypane żwirem. Z głównego placu szły cztery odnogi, dwie na prawo, jedna na lewo i jedna na wprost. Ta na wprost prowadziła do budynku oznaczonego, widać to było z daleka, wielkim napisem "REKTORAT". Z lewej było coś o malarstwie i rzeźbie, z prawej, między czubkami drzew, wyłaniał się jakiś napis świadczący, że jest to coś związanego z muzyką. Wszędzie wokół kręcili się ludzie, kunanie, elfowie, niziołki... No dosłownie wszyscy.


A Gorn z Funerisem przekroczyli próg lokalu. Przeszli najpierw przez krótki hol, gdzie krzątały się kunańskie kobiety, o szarawym futerku, modrych oczach i spiczastych uszach. Przybrane były w zgrzebne opaski na biodrach i ramionach, które spadały im nieco niżej. Miały złote bransolety, naszyjniki i mnóstwo kolczyków. Kłaniały się serdecznie i witały w "Essorze, najlepszym domu tego świata". Następnie, za skrzydlatymi drzwiami, znajdował się główny zajazd. Wyłożony mięsistymi dywanami, z okrągłymi stolikami z paroma krzesłami przy nich. Po całym pomieszczeniu kręciły się ludzkie, elfie i kunańskie kobiety. Było kilku mężczyzn-kelnerów, głównie maurenów i rosłych kotowatych, o szerokich barkach i tęgich spojrzeniach. Wszyscy byli ubrani raczej skąpo, chociaż nie wyzywająco i wulgarnie. Wszystko mieściło się w granicach dobrego smaku, wyrachowania i ekskluzywności. Z lewej strony, przy szerokich oknach, znajdował się swego rodzaju bar, szynkwas. Kręciło się tam parę osobistości, rozmawiających z kelnerami i między sobą. Nad wszystkim czuwał człowiek, ubrany w stylowy kubrak z przewiązaną wokół szyi chustą. Spoglądał na swoje dzieło z drugiego piętra, opierając się o balustradę. Dostrzegł anioła od razu, odwrócił się więc na pięcie i powędrował w dół szerokimi schodami ukrytymi naprzeciwko wejścia.
Tymczasem do dwóch mężczyzn podeszły dwie przepiękne maurenki, błyszczące klejnotami i olśniewające wdziękiem. Jedna wzięła Gorna pod pachę, pytając się o samopoczucie i chwaląc jego doskonałą muskulaturę.
- Coś dla Ciebie, aniele? Spragniony?
- Pszenicznego koźlaka. Małą szklanicę, jestem na służbie - uśmiechnął się szarmancko Funeris, dając się ponieść razem z Gornem w stronę jedno z wolnych stolików. Mimo iż wydawało się to niemożliwe w takim lokalu, stolik od razu się znalazł. Anioł z paladynem zauważyli też, że kelnerki dostrzegły nadchodzącego już właściciela, który skinął na nie i wydał bezgłośny rozkaz samym gestem. Wtedy obie maurenki wywinęły się skrzętnie, naprowadzając ich na miejsce nieco bogatsze i wyraźnie mocniej pasujące dla książąt, niźli pachołków. Zasiedli więc na wygodnych, obitych czerwonym materiałem krzesłach. Stół wykonano ze świetnego, starego dębu. Rzeźbiony w motywy kwiatowe robił naprawdę niezłe wrażenie.
Klemens był o piętnaście, może dwadzieścia kroków, gdy zagadnął jednak kogoś po drodze. Rycerze z Bractwa mieli więc chwilę czasu na wymienienie ewentualnych uwag i spostrzeżeń. Klemens dał znać kelnerkom, by zajęły się dwójką gości, on niedługo do nich dołączy.
- A dla Ciebie, wojowniku? Napiłbyś się czegoś?[/i] - zapytała ta druga, która wcześniej prowadziła Gorna pod ramię. Pachniała miętą, uwodzicielsko. Funeris na wszelki wypadek skinął, żeby Gorn się nie krępował i coś sobie zamówił.

Elizabeth:
//Chodzi o to, że niepewne Wi-Fi na wyjeździe :P

- Elf bez lewego ucha - stwierdziła cicho pod nosem, mówiąc bardziej do siebie.

- Rozdzielmy się przyjaciółko, ja mogę początkowo poszukać w rektoracie. Szybciej go znajdziemy, szkoda naszego cennego czasu. - Puściła jej oczko i ruszyła wprost przed siebie wesoło podskakując.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej