Tereny Valfden > Dział Wypraw

Krajobraz z wilgą i ludzie

<< < (59/110) > >>

Funeris Venatio:
A w okolicy zaiste znajdowało się coraz więcej sprzedawców wystawiających swoje wyroby żelazne, stalowe i przeróżnych innych metali. Melkior widział zielonawe kramy z wielkimi bojowymi młotami, smukłe, lecz diablo niebezpieczne nadziaki ze szlachetnej stali, kiepskie i raczej niezbyt trwałe miecze z żelaza i taniej miedzi. Były berdysze, halabardy, smukłe włócznie i ostre oszczepy, ktoś wystawił kilka długich na dobrych kilka metrów pik, ktoś inny zachwalał swoje wekiery, najeżone kolcami niczym jeżozwierze. Kunanie starali się sprzedać i zareklamować sprzęt raczej mniejszy i fantazyjniejszy, ludzie, orkowie i krasnoludy zaś targowali ceny wielkich bojowych toporów i niemalże katowskich mieczy. Jeden z takich mieczników, posiadający również i finezyjne, bogato zdobione ostrza, kram przybrany miał w złoto i czerwień, sam był zaś człowiekiem w średnim wieku. Przy pasie nosił brzeszczot z szarej rudy, w pochwie obciągniętej jaszczurem.


Rina z Elizabeth zignorowały sprzedawcę plemiennych instrumentów i ozdób, ruszyły dalej. Mijały niezwykle pachnące stoiska z przyprawami, świecące się w blasku wschodzącego Słońca warzywniaki i kosze z owocami. Przemierzały bale sukna, cięte i krojone na miejscu, rozdzielane między wybredną klientelę, która targowała się nie na żarty. Każdy niczym wilk walczył o jedną grzywnę zysku czy spuszczenia z ceny. Przy wylocie z bazaru kunańskie kobiety obwieszone kolczykami i koralikami zachęcały do skorzystania z ich usług wróżbiarskich.
Wreszcie znalazły się jednak przy niewysokim, może trzymetrowym murze odgradzającym tę część miasta od dzielnicy artystycznej. Za na wpół otwartą bramą widziały szerokie brukowane alejki, ogrody, klomby kwiatowe i masę humanoidalnych istot przechadzających się i dyskutujących. Przy wejściu stało kilku rosłych kunan i jeden czerwony ork, który zdawał się nudzić. Smętnym wzrokiem oglądali wchodzących i wychodzących, szukając jakichś wyraźnych śladów... czegokolwiek. Spojrzeli na dwie kobiety.
- Hola, panienki, pod bronią na teren akademii nie lza. Broń zdacie, albo wracać wam pora skądżeście przyszły. To jak?


A Funeris poprawił w międzyczasie ubiór i ruszył przed siebie, ciągnąc za sobą Gorna. Sszybko i sprawnie dotarli przed bramy Essory.

Gorn Valfranden:
Gorn szedł za Funerisem.  W drodze do Essory Paladyn  wcale się nie odzywał. Można było powiedzieć że ,,milczał jak zaklęty''. Był ciekaw czego się dowiedzą. Kim jest ten znajomy Funa. Ciekaw był też co się działo u innych.  Chociaż nie spodobało mu się że Themo najpierw dawał w gardło, a potem jescze palił skręta. I to w robocie.

Funeris Venatio:
Przed wejściem do Essory stało dwóch rosłych orków, zielonych, z obłożonymi metalem pałkami. Ręce mieli skrzyżowane na piersi, taksowali swoim przenikliwym spojrzeniem okolicę, bacząc na wszystko i wszystkich. Nie uszło ich uwadze dwóch zbliżających się jegomości. Jeden odziany dostatnio, w zdobiony i wytrawny pancerz, z herbem na piersi, szlachetną twarzą i włosami przyciętymi krótko i schludnie. Ze skrzydłami na plecach. Drugi podobnej postury, nieco chyba młodszy, chociaż wyglądał jak pokraczny wędrowiec. Miał podarty płaszcz, kiepski miecz u pasa, rękawice, zwykłe buty, ale nie nosił żadnej koszuli czy kubraka.
Ork z prawej strony uchylił Funerisowi drzwi wejściowe, ten z lewej zaś stanął przed Gornem, zagradzając mu drogę.

Melkior Tacticus:
Złoto i czerwień, to tutaj. Znowu zatrzymał się niby przypadkiem, oglądał rzeczy na wystawie, oceniał.
- Za moich czasów było lepiej... sakiewke można było na wierzchu nosić po rynku.

Funeris Venatio:
- Za moich czasów chałupy się na noc nie zamykało, drzwi nie ryglowało, teraz to co innego, dobry panie - odpowiedział człowiek. Pochylił lekko głowę w oszczędnym, lecz pełnym szacunku dla elfa powitaniu. Podniósł nieco wyżej brwi, a po chwili wskazał na swoje wyroby, jakby zachęcając do obejrzenia.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej