Tereny Valfden > Dział Wypraw
Krajobraz z wilgą i ludzie
Rina:
Rina nic nie zjadła, była wyczerpana podróżą, wymiotowaniem oraz niedawno przebytą chorobą jeszcze zanim przeszła przez portal. Jako pierwsza więc wstała od stołu, przeprosiła wszystkich i ruszyła do pokoiku. Położyła się na jedynym w tej izbie, dużym łóżku wcześniej zrzucając zbędne ubranie oraz broń. Chciała zasnąć lecz jednak wolała poczekać na jej mniejszą przyjaciółke Elizabeth. Miło będzie znów grzać się z nią.
Funeris Venatio:
Tak oto minęła noc, następnie nastał dosyć ciepły, zueski poranek. Słońce dopiero co wstawało na horyzoncie, lecz miasto powoli ogarniał harmider. Do drzwi dwóch pokoi, kobiet i Bękartów, rozległo się głośne łomotanie. Funeris dodatkowo obudził Gorna.
Elizabeth:
Elizabeth obudzona dobijaniem się do drzwi, pośpiesznie wstała z łóżka. Humor jej nie dopisywał szczególnie, że bezceremonialnie została wybudzona z całkiem przyjemnego snu.
- Zaraz! - krzyknęła gniewnie, a w jej ustach szczęśliwie zamarły słowa pełne jadu, które chciała jeszcze wyrzuć w geście zażenowania i frustracji. Opanowała się z trudnością, a powstrzymał ją tylko fakt, że nie wiedziała kto kryje się za drzwiami i czego chce.
Spała w dosyć mało zakrytym stroju, więc aby nie wyglądać jak rozwichrzona rozpustnica, narzuciła na siebie białą, wyprasowaną koszulę sięgającą jej do ud. Guzki zapinała spokojnie i precyzyjnie, w ogóle się nie śpiesząc. Po chwili, gdy już zakryła swoje jakże ponętne i kuszące kształty, otworzyła drzwi dalej okazując swoją miną lekkie zażenowanie i chęć dalszego ułożenia się do snu.
Funeris Venatio:
Przed drzwiami była niewielka balustrada, która odgradzała korytarz od hali na dole. Elizabeth mogła widzieć wszystko, co działo się w okolicy karczmarza. Dostrzegła anioła, który rozmawiał z oberżystą.
- Za piętnaście minut na śniadaniu! - krzyknął jej z dołu, wskazując na jedną z ław, gdzie zaczęto rozkładać naczynia. Sam Funeris był już w pełni wyekwipowany i gotowy na wszystko.
Elizabeth:
- Dobrze - odparła mała, piękna kobieta zamykając drzwi.
- Budzimy się śpiochu - powiedziała do Riny, uśmiechając się.
Elizabeth bez wnikania w szczegóły założyła na siebie swoją zbroję, jeśli ten dosyć nikłej jakości pancerz otrzymany od bractwa można było tak nazwać. Nie wiedziała specjalnie dlaczego to robi, ale jakoś kobieca intuicja podpowiadała jej, że lepiej ubrać się bardziej na wojnę niż na balet. Poza tym Funeris też był w pełnym rynsztunku, po czym mogła się spodziewać, że dzisiejszy dzień nie będzie przeznaczony na odpoczynek i zwiedzanie miasta. Ciężkie jest życie siostry, która każdego dnia musi wiernie służyć Zartatowi bez względu na własne upodobania i pragnienia. A Elizabeth chciała odpocząć, zwiedzić tę całkiem uroczą wyspę, a niestety jak się spodziewała nie będzie jej to pisane.
Ubrawszy się, czekała na Rinę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej