Tereny Valfden > Dział Wypraw
Krajobraz z wilgą i ludzie
Elizabeth:
// Mam rozumieć. że teraz siedzę sobie na ziemi przed statkiem, tak?
Funeris Venatio:
//No Gorn bohatersko wyniósł Cię z tonącego chybotliwego okrętu, uwalniając z objęć straszliwego Bękarta Themo. Postawił Cię na ziemi, na nabrzeżu, przy trapie i całej naszej zgrai.
Elizabeth:
Gdy Gorn postawił ją na gołej ziemi, ta od razu chwyciła go za dłoń, nie dając mu możliwości ucieczki.
- Nie zostawiaj mnie - powiedziała cicho wpatrując się swymi ametystowymi oczkami, które były teraz pełne wstydu. Wciąż nie miała siły normalnie chodzić, a jakby nawet próbowała to jej chód wyglądałby niczym slalom między niewidzialnymi słupkami. Jej wciąż drżące nogi odmawiały jej posłuszeństwa, dlatego też liczyła na dobre serce rycerza, który bez trudu może nosić tak drobną istotkę jaką była Elizabeth.
Melkior Tacticus:
"Koźlak". Melkior spodziewał się bardzo szeleszczącej nazwy, być może po Kunańsku słowo to brzmi okropnie i niewymawialnie. Mniejsza. Elf ciągnąc konia za uzdę skierował się w stronę karczmy. Na miejscu zostawił klacz przed budynkiem i wraz z Frodo wlazł do środka.
Funeris Venatio:
Funeris nie przebijał się uliczkami miasta, nie ocierał się o spocone futra kunańskich marynarzy, kupców i straganiarzy. Wzbił się w powietrze, robiąc nieco zamieszania. Niektórzy wskazywali go palcami, coś krzyczeli, inni szeptali pomiędzy sobą. Jedni z niedowierzaniem, drudzy z podziwem, trzeci z zawiścią. Różne charaktery spotykało się oczywiście również wśród tych inteligentnych i rozumnych kotowatych. Anioł jednak nie miał czasu się nad tym rozwodzić, gdyż już mknął nad dachami magazynów i składów, mijając żurawie portowe i obserwując ludzi, krasnoludy, orków i oczywiście dwunożnych futerkowych przyjaciół korony Valfden. Szybko zlokalizował Trzcinowy bazar, naprawdę charakterystyczny punkt miasta. Potem już banałem było wylądowanie przy odpowiednim zajeździe, w którym wszyscy powinni się już dawno zebrać. Gdy wylądował, zobaczył wierzchowca Melkiora przywiązanego do koniowiązu. Nie zobaczył jednak Yody, swojego ogiera. Otworzył więc drzwi od karczmy w chwili, gdy członek byłego już rodu Tacticusów przekraczał próg.
Karczma była dobrze urządzonym zajazdem, oferującym kilka schludnych pokoi, dwie spore sale do picia, jedzenia i zabaw, oraz jedną tylko wspólną salę sypialnianą dla mniej zamożnej klienteli. Kilka rzędów ław i stołów było zastawionych jadłem i napitkiem, przy której siedzieli głównie ludzie i elfowie, jak szybko skonstatował Funeris. Niewielu było kunan, oprócz karczmarza i jego świty naliczył ledwie czterech. Ogólnie rzecz ujmując grubo ponad połowa zajazdu pozostała wolna.
- Melkiorze, a gdzie reszta? - odezwał się z tyłu, dościgając kompana.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej