Tereny Valfden > Dział Wypraw
Krajobraz z wilgą i ludzie
Funeris Venatio:
Deszcz ustępował powoli, już raczej tylko nieznacznie mżyło. A nawet to nie mżawka, jak można było skonstatować po krótkiej chwili obserwacji, tylko krople morskiej wody rozbryzgiwanej przez fale i pchane wiatrem. Wiało słabiej niż wczoraj i poprzedniej nocy, chociaż na pewno nie można było powiedzieć, że wiatr pędził powoli. Temperatura nie była zbyt przyjemna, było raczej chłodno i względnie orzeźwiająco. Do tego wszystkiego ta wilgotność. Funeris nie zwrócił większej uwagi na dwie kobiety, uśmiechnął się tylko w duchu, w końcu po coś to zrobił. W jakimś celu kazał im spać razem, przecież nie po to, by się pozabijały i uszczupliły wzajemnie stan osobowy załogi.
Anioł najpierw wygłosił kilka mniej lub bardziej znaczących słów o stanie podróży, ich położeniu, przewidywanym trudnościom, a raczej ich braku. Później, gdy podziękował wszystkim za rzetelną pracę poprzedniego wieczora i spokojną noc, przyszedł czas na wydanie poleceń i rozdzielenie pierwszych obowiązków.
- Rina - oporządzanie koni w ładowni. Elizabeth - śniadanie. Themo - inspekcja magazynów, żywność, stan słodkiej wody. Melkior - koło sterowe. Gorn, dwóch z orków - szorowanie pokładu.
Statkiem wyraźnie zakołysało. Większość marynarzy przyjęła to jako następny element dnia, ale Rinie zakręciło się porządnie w głowie. Gdyby nie to, że podpierała się o Elizabeth, to mogłaby się zachwiać i całkowicie stracić równowagę. Najmniejsza przedstawicielka z załogi poczuła za to pierwsze objawy nudności. Na razie jeszcze niezbyt nachalne, ale już wyraźnie akcentujące się w żołądku.
Rina:
- Już idę. - krzyknęła do anioła. Nagle mocno zachwiało statkiem przez co długoucha straciła równowagę i wsparła na niziołce, mniejsza kobieta o mało się nie przewróciła więc Rina ją złapała i przytrzymała chwile. Gdy Elizabeth już stała stabilnie, szpiczastoucha przeprosiła ją za to że o mało jej nie obaliła z nóg po czym udała się pod pokład. Szukała koni.
Funeris Venatio:
Konie rżały, pachniały końmi i łajnem. Nie trudno było zlokalizować odpowiednie przejście do odpowiedniej części okrętu. Wystarczył też popatrzeć na to, jak konie mogły pod pokład zejść, szukać najszerszego przejścia. Biorąc to wszystko pod uwagę Rina odnalazła je wcale szybko. Stały w zaimprowizowanych boksach, skubiąc siano. Słoma pod ich kopytami wymagała wymiany, zwłaszcza u wierzchowca Melkiora, który się właśnie wypróżniał. Odpowiednie narzędzia były na miejscu. Jakieś spore wiadro, widły, świeże kupy siana. Do tego coś do przetarcia sierści, uzupełnienia świeżej wody w żłobie i takie tam.
Gorn Valfranden:
Gorn wysłuchawszy polecenia podszedł do tych 2 orków którzy także mieli szorować pokład i rzekł - Podzielmy się, każdy niech czyści część statku. Po rozdzieleniu po równo wziął mopa i wiadro pełne wody i udał się na swoją część pokładu. Maczał mopa w wiadrze i czyścił swoją część- czemu to zawsze ja muszę dostać najbrudniejszą robotę?. pewnie jak trzeba będzie skakać do ścieków to ja oczywiśćie na czele, bo jakże inaczej. Taki już mój los. Wojownik szorował pokład dokładnie i długo aż wręcz lśnił czystośćią.
Melkior Tacticus:
A Melkior udał się na rufę przejąć ster. Gdyby to była "Czarna Perła" zrobiłby teraz nagły zwrot tylko po to by nastraszyć dwie dziewczyny. Ale nie była, toteż elf trzymał kurs zachowując przy tym pełen profesjonalizm. Nie przeszkadzało mu to jednak w tym by się uśmiechnąć pod nosem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej