Tereny Valfden > Dział Wypraw
Krajobraz z wilgą i ludzie
Rina:
Długoucha wstała z łóżka, wciągnęła na siebie koszulę gdyż spała w samym biustonoszu i spodniach. Przypięła do pasa swój banalny, toporny, mosiężny miecz obywatelski. Kupiec Karen to jednak potrafił wcisnąć badziew. Mniejsza o to, ubrana, uzbrojona i gotowa do wyjścia Rina, rozciągnęła się jeszcze raz napinając zwiotczałe przez noc mięśnie. Spojrzała na małą Elizabeth i uśmiechnęła się. - Rozchmurz się, jesteśmy twarde kobiety, nam choroba morska nie straszna. - zaśmiała się. Poczochrała kobiecie włosy, objęła ją ramieniem, przyciągnęła do siebie i jak dwie najlepsze przyjaciółki które są blisko siebie ruszyły na miejsce zbiórki. Długoucha chciała trochę rozweselić smutną i słabo wyglądającą, z natury płaczliwą niziołkę. To że poprzedniego dnia pokłóciły się nie miało znaczenia, nie odbiło się jakoś negatywnie a może wręcz przeciwnie, stworzyło między dwoma przedstawicielkami płci pięknej jakąś więź która w przyszłości może ewoluować w przyjaźń lub inne takie. Kto wie.
Elizabeth:
Czekając na Rinę, Elizabeth również się odrobinę ubrała. Włożyła swój ubiór rekruta, który kiedyś otrzymała od bractwa oraz również do pasa przypięła swój ukochany kiścień, który nie jeden już raz był powodem do dumy. Zrobiła to wszystko nad wyraz szybko, aby nie spowalniać swojej koleżanki. Poza tym ciepłe gesty Riny trochę ją zmiękły, że nie byłaby w stanie się na nią ani złościć, ani obrażać. Uśmiechnąć też było jej ciężko, nie wygodne łóżko oraz ciągłe chybotanie statku nie pomagało, ale starała się. Rina troszczyła się o jej dobry humor, a Elizabeth chciała jej jakoś pokazać, że to docenia. Dlatego bez słowa obie kobiety w objęciach ruszyły na zbiórkę, wywołując zapewne tam niemałe zdziwienie.
Rina:
Niczym dwie siostry lub najlepsze przyjaciółki kobiety dotarły na miejsce. Rina obejmowała małą Eli troszcząc się o nią. Dosyć mocno zakołysało statkiem. Długoucha się zaśmiała. - No, no. Ale buja. - spojrzała na ametystowooką niziołke i uśmiechnęła się. - Coś blado wyglądasz księżniczko. - powiedziała z dozą troski w głosie. Rozejrzała się po pokładzie czy reszta też już idzie.
Elizabeth:
- Nie lubię statków - odparła Elizabeth w kierunku Riny - wolę jak mi się nie rusza grunt pod nogami.
Rina:
- Ja też niespecjalnie lubie pływać. - delikatnie się zarumieniła i powiedziała zawstydzonym głosem. - To mój pierwszy raz. - poczochrała włosy Eli a uśmiech nie schodził z jej ust. - Może być ciekawie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej