Tereny Valfden > Dział Wypraw

Krajobraz z wilgą i ludzie

<< < (33/110) > >>

Funeris Venatio:
Funeris w duchu zrobił tak: <lol> . Ale twarz miał kamienną, nie zdradził się z tym. Był czujny i przezorny, lata praktyki pozwoliły mu nauczyć się odpowiedniego panowania nad mięśniami twarzy. ÂŚwietnie wiedział, że jedno nieopatrzne spojrzenie, zmrużenie oczu, grymas. Nawet pozornie banalne odgarnięcie włosów, podrapanie się po powiece czy brodzie, mogło go zdemaskować. Nie zrobił więc żadnej z tych rzeczy. Sięgnął za to po kubek z miętowo-orzechowym naparem, powąchał go jeszcze raz. Och, jak on na niego świetnie działał, jak ubóstwiał taki zapach. Niemym gestem, prawie że toastem, uniósł kubek do góry w stronę Gorna. Zupełnie jakby go przepraszał, pił jego zdrowie, pozdrawiał lub naprawdę cokolwiek innego. Upił troszeńkę, pozwolił, żeby jeszcze ciepły płyn rozlał mu się po gardle i zleciał cały do żołądka.
- Och, zaiste przedni - powiedział szczerze, przekrzywiając lekko głowę w geście, który zawsze i wszędzie oznaczał zadowolenie z wypitego trunku. Mogło to być wino, piwo, okowita, czy najlepsza herbata z dalekich wschodnich rubieży.
A statek płynął. Burzliwie, kołysany wiatrem, ale pchany na pewno w odpowiednim kierunku. Na zewnątrz padał lekki deszcz, na pewno nie można było mówić o sztormie czy innych pogodowych niespodziankach. Nie, po prostu zwykła, atunusowa pogoda na morzu. Wiedzieli jednak, że im bliżej Zuesh, tym będzie lepiej.
Po jakimś czasie, kilku zamienionych słowach i zjedzeniu całej porcji potrawki, wszyscy się rozeszli. Melkior spoczął w swojej kajucie, Funeris w swojej, a reszta zaległa we wspólnym pomieszczeniu pod głównym pokładem. Za karę, za wcześniejszą sprzeczkę, Rina i Elizabeth miały spać obok siebie. ÂŻeby im ciepło i przyjemnie było, tak przynajmniej brzmiała oficjalna wersja.
Tak oto upłynął dzień pierwszy. A Funeris zobaczył, że było to dobre i tak już pozostało.
Następnego dnia obudziło ich dudnienie deszczu o deski pokładu. Mocnego i silnego deszczu.

Melkior Tacticus:
- Widzisz Frodo? A moglibyśmy grzać dupska w Hessein wpieprzając co wieczór zupkę z owoców morza. Powiedział do psa leżąc na łóżku, taru pisnął jakby na znak zgody. Elf wstał z wyra i ubrał się. Monsun? Powinniśmy mijać Valfden. Poprawił płaszcz i narzuciwszy kaptur na łeb wylazł na śliski od deszczu pokład. Lało jak z cebra, nim zamknął za sobą kajutę i wszedł na rufowy kasztel lało się i z niego. Podszedł do sternika.
- Gdzie jesteśmy a gdzie powinniśmy być? Nawigacja to trudna sztuka, a w taką pogodę można zbłądzić.

Funeris Venatio:
- Jesteśmy tam, gdzie być powinniśmy. Płyniemy aktualnie na północny-zachód, opływamy wybrzeża Valfden. Wszystko idzie zgodnie z planem, prąd niesie nas tam, gdzie chcemy. Wieje mocno, ale na szczęście dokładnie tak, jak powinno. - A powiedział to ktoś. Sam Funeris na ten przykład, który zwlekł się z łóżka nawet wcześniej niż Melkior, zrobił obchód po statku. Musiał dopilnować czy wszystko jest w porządku, czy marynarze robią odpowiednie zmiany i w ogóle, czy nie zamoknie coś pośród... tej... wody. No bo dużo jej było. A że jeszcze lało całkiem porządnie, to już w ogóle. Funeris był cały przemoczony, ale to nic. Wyschnie już niedługo, poza tym wiatr powinien przegonić chmury w stronę lądu. Popada sobie w królestwie.

Melkior Tacticus:
- To dobrze. Ciekawe jak tam Rina i Elizabeth, pewnie ledwo żyją od tego kołysania...

Funeris Venatio:
- Zaraz się im pewnie zacznie. To zwykle bierze po około dwóch dniach, czasem krócej. Ale jak się już zacznie, to będą rzygały dalej niż widziały - powiedział Funeris, uśmiechając się. - Dobra, wszystko gra, wracajmy pod pokład. Jak się przejaśni, to wyjdziemy na świeże powietrze.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej