Tereny Valfden > Dział Wypraw

Krajobraz z wilgą i ludzie

<< < (29/110) > >>

Elizabeth:
- Dziękuje - oznajmiła radośnie grzebiąc łyżką w potrawce oraz wybierając sobie z jedzenia najlepsze kąski. Nie miała ochoty zjadać wszystkiego i w ogóle mała jest to też mało je, więc raczej jej zachowanie nie powinno budzić kontrowersji. 

Gorn Valfranden:
- Wzajemnie- Gorn zasiadł za stołem i zabrał się za swoją porcje. Smakowało  nieźle. Paladyn jadł powoli czekając na przemowę Funerisa dotyczącą bieżącej sytuacji.

Rina:
Długoucha usiadła na przeciwko niziołczycy, nawet na nią nie spojrzała. Ze stoickim spokojem i szerokim uśmiechem na twarzy wzięła się do pałaszowania. ÂŁyżka w rękę i ruchem wiosłowym zupę do buzi. Gdy zjadła zupę, chwyciła kawałek kości i obgryzła ją z mięsa. Po chwili wszystko było zjedzone, oparła się wygodnie o oparcie krzesła i czekała.

Funeris Venatio:
- Ten świat jest zły - zaczął filozoficznym banałem Funeris, cały czas wąchając napar i delektując się jego miętowo-orzechowym zapachem. - Nie wszyscy z was wiedzą, ale nasze ukochane bractwo ma pewien problem z nie do końca poznaną i rozpracowaną... szajką. Sektą można powiedzieć. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, próbowali wzywać demony, sprzymierzyć się z nimi, wykorzystać do swoich celów. Działali jednak również na zdecydowanie innej płaszczyźnie. Porywali mieszkańców wyspy, wyciągali informację, tworzyli siatki wywiadowcze i organizowali punkty zbiórek swoich porąbanych wyznawców. Z tego, co do tej pory udało mi się ustalić, to dowodzi im jakiś pokręcony czarodziej, ale chyba nie studiujący nigdy w naszym królestwie. Mocna persona, nieuchwytna, diabelnie... irytująca. London Price. Ten London działa dla kogoś, kto tytułuje się imieniem Orwell. Trudno mi było zasięgnąć o nim informacji, ale Lucas, nasz Marszałek, któregoś razu doszedł do tego, że był to jakiś szalony ni to magik, ni to kultysta, który mieszkał w posiadłości Boleskinen, na Valfden. Problem tylko właśnie w tym, że to było przeszło trzysta, czterysta lat temu. Na razie, próbując podciąć im skrzydła, likwidowaliśmy ich punkty operacyjne. W jednym z nich znaleźliśmy listę nazwisk. Na wszystkich zostały zorganizowane ataki. Dotarliśmy do dwóch z nich, wiem gdzie przebywa trzeci. Na Zuesh. Dlatego właśnie tam płyniemy. Lucas obronił swoje życie, ja również. Obecna tutaj Elizabeth zdołała rychło w czas uchronić przed podobnym losem Krzysztofa z Mamina, następną osobę z listy, przechwytując ją i dostarczając bezpiecznie nam do Cytadeli. Niejaki Vuko Wierzbowczyk okazał się następną ofiarę Sekty Orwella. Mój wywiad dowiedział się, że niedługo po zaanektowaniu Zuesh przez nasze królestwo, Vuko skrył się na wyspie, widocznie czując oddech na plecach. Mój kontakt na wyspie powie nam więcej, gdy dopłyniemy do Hesperos.

TheMo:
Themo przez cały czas po prostu stał na pokładzie oparty o burtę i obserwował ląd, który ciągle się oddalał. Po pewnym czasie widać było już tylko najwyższe budynki Atusel i maszty galeonów. Jednak i te zniknęły z pola widzenia. Jego nicnierobienie przerwało wezwanie na posiłek. Więc zszedł pod pokład. Zdjął hełm i położył go na uboczu, by mu nie przeszkadzał w jedzeniu. Ujął w dłoń łyżkę i spożywał zupę słuchając przy tym Funerisa.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej