Tereny Valfden > Dział Wypraw

Krajobraz z wilgą i ludzie

<< < (28/110) > >>

Rina:
// Nic nie poradzę, średnio chce mi się grać.

Rina zaklęła pod nosem gdy rozcięła sobie palec, zaczął on krwawić, dosyć solidnie. Szybko opatrzyła go wszystkim co udało jej się wyżebrać od Tristana. Mimo okrzykom mężczyzny i próbom wyrzucenia jej z kuchni, kobieta postanowiła dokończyć swoją pracę. Najpierw rzepy obrała, później pokroiła je w paski. Paski zostały pocięte w idealną, drobną kostkę. Cóż trochę jej to zajęło, gdy skończyła i wyszła z pomieszczenia, zauważyła że już płyną. Usłyszała rozkaz, do kambuza, odwróciła się na pięcie i wróciła. Na miejscu czekała na resztę załogi.

Gorn Valfranden:
Gorn podczas rejsu chodził po okręcie i obserwował horyzont. Patrzał również jak najemnicy Melkiora pracują. Potem poszedł ponownie na pokład działowy i jeszcze raz sprawdził czy wszystko w porządku. Po zakończeniu inspekcji  wrócił  na poprzednie stanowisko. Oparł się o burtę i podziwiał widoki.  Morze płynęlo spokojnie, wiatr dmuchał mocno ale równo i  raczej w odpowiednim kierunku. Następnie usiadł w kącie statku, wyjął swój miecz i ścierkę z kieszeni. Zaczął czyścić swój miecz, od czubka ostrza po rękojeść. Schował miecz i wyjął młot. Wyczyścił obuch i schował młot. Następnie wstał i zrobił okrążenie po statku. Kiedy skończył usłyszał wezwanie do kambuzy.  Otworzył drzwi i wszedł do środka.

Elizabeth:
Dzień powoli kończył się, a piękna Elizabeth stała na platformie obserwacyjnej wpatrując się tępo w bezkresne granice morza. Jej nastawienie szybko zmieniło się w wielką ekscytacje, jak tylko w jej zasięgu wzroku pojawiło się przepiękne, naturalne arcydzieło natury.  Fale kołysały statkiem tworząc sielankowy nastrój pełen spokoju i błogiego relaksu. Widoki były piękne, a słońce strzelające swymi promieniami w twarz kobiety, pieściło ją delikatnym ciepłem. Zmierzało już ku zachodowi, umykając ciekawskiemu spojrzeniu kobiety, która chciwie spoglądała na przepiękne, czerwone obłoki. Jakże niezwykły był to widok, gdy ta wielka, płonąca kula na horyzoncie zaczęła znikać w bezkresnym morzu, a tafle wody tworzyły krwistoczerwony poblask ukazując piękne odbicie tegoż słońca, które jeszcze w pełni nie zniknęło widzom z oczu. Wszystko obfitowało w szkarłatny kolor, tworząc atmosferę prawdziwego raju na Ziemi. Jednak ta chwila szybko minęła, bo słońce nie chciało zatrzymać się na horyzoncie i dalej prowadziło swoją  nieskończoną wędrówkę po orbicie ziemi, aby za kilka godzin znów pojawić się w pięknym stylu, obdarowując wszystkich przepięknych wschodem słońca.

//Słońce poruszający się po orbicie ziemi jest stwierdzeniem czysto poetyckim i nie wskazuje na to, że jestem niewyedukowanym debilem :)

Melkior Tacticus:
//Przecie każdy wie że Marant stoi na grzbietach 4 słoni stojących na grzbiecie żółwia morskiego A'Thuina  Wokół Którego Krąży Wszystko :P

W kambuzie elf zaczął pocierać ręce o siebie, noce i wieczory robiły się coraz chłodniejsze. A Atunus nie był jego ulubioną porą roku, do żeglowania dla przeciętnej inteligentnej istoty nie nadawał się niemal wcale. Morze bywało wtedy bardzo niespokojne. Ale tym statkiem nie płynęli przeciętni "ludzie". Tylko zaprawieni w bojach weterani, i dwie baby. Melkior znał już kilku kapitanów z Atusel dzięki przygodom na "ÂŁowcy Burz" gdzie zdobywał doświadczenie w kierowaniu łajbą, tam też zyskał zapał do morskich eskapad. No ale wracając do tych kapitanów. Prawie żaden nie zabrałby na pokład kobiety, i nie powierzyłby jej istotnych funkcji "bo to gówniarzu przynosi pecha." Melkior uważał inaczej.
- Masz tu może kawę Funerisie?

Funeris Venatio:
- Kawę? Nie, nie posiadam. Bo i nie pijam, więc nie widzę sensu - rzucił do niego rozbrajająco się szczerząc, chcąc mu pokazać, że nie ma czasu na luksusy i w ogóle takie tam. Mieli za to jakiś napar z mięty i orzechów, który świetnie działał na żołądek, pobudzał, anielsko pachniał i wyglądał nie najgorzej. Było już późno, Trystan przygotował jakąś potrawkę z rzepy, kapusty, kilku innych warzyw i paru ziół, dorzucając do wywaru wieprzowe kości, coby nie mówiono, że wojownikom braknie mięsiwa. W każdej misce pływał przynajmniej jeden kawałek gnata, który można było spokojnie obgryźć, dostarczając sobie odpowiednich walorów smakowych.
Na razie nikt jeszcze nie odczuwał żadnych niedogodności związanych z podróżą, jednak po pewnym czasie Elizabeth i Rina doświadczą zapewne choroby morskiej, która niechybnie ich dosięgnie.
- Smacznego, panie i panowie- oznajmił Funeris, siorbiąc łyżkę w tej półpłynnej potrawce, konstatując, że nawet mu w miarę smakuje. - Najwyższy chyba czas, żeby zebrać do kupy dokładny cel naszej misji - rzekł, biorąc do ręki kubek z naparem, wąchając go i lekko pociągając łyk. Patrzył po zebranych i czekał, czy ktoś nie chce czegoś dodać przed rozpoczęciem jego przemowy. Wiatr zerwał się dużo silniejszy, na morzu kołysało już potężnie. Orkowie, którzy zostali na pokładzie dawali sobie jednak radę, odpowiednio i z wprawą kierowali "Raginisa" ku Zuesh.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej