Na rozkaz pani kapitan, wysunął z pleców katanę i zdjął kuszę, którą chwilę potem naładował. Nie pchał się do walki, nie był cholernym bohaterem, który idzie na bitwę z okrzykiem na ustach. Był raczej cichym zabójcą, osobą która likwiduje osoby, gdy wymaga tego sytuacja.
Piraci niewiele się od niego różnili. On zabijał osoby za pieniądze, oni rabowali bo tych pieniędzy nie mieli. Dlaczego więc miał ich mordować? Wiedział jednak, że obecnie był pod czyjąś komendą, wiedział, że rozkaz to rozkaz. Kazali mu zabijać, to zrobi to. Zabójca doskonały nie ma uczuć, to tylko trudności na jego szlaku.
Gdy wyszedł na górny pokład, zdziwił się. Myślał, że potęga piratów będzie wielka, że będą iść jak burza, mordować i gwałcić co ładniejszych uczestników tej wyprawy. A jednak. Byli wystraszeni, niezorganizowani, nie wiedzieli co, gdzie i jak, a co dopiero jak się porządnie bronić.
Przeleciał wzrokiem po pokładzie.
Eve zabiła jednego pirata, Silion - jak przyszło na krasnoluda - rzucił się na pozostałą piątkę. To było z jego strony delikatnie nierozważne. Miał bowiem dla kogo żyć, jak sam się wyraził, ale widocznie chciał zginąć. Nie miał nic do krasnoluda, ale to nie on brał udział w bitce na Zuesh, gdzie bojowników zalewały fale demonów. Niedoświadczenie w boju może w przyszłości zaskutkować niemiłą raną..
Rozejrzał się raz jeszcze. Zostało dziesięciu, a i na statku przeciwnika kilku nadal pewnie się kryło.
- ÂŁadować i strzelać ogniem ciągłym, macie zatopić tą łajbę! - warknął jeszcze gdzieś w głębię pokładu, gdzie stało paru marynarzy. Wszakże, nie może wziąć wszystkich na potyczkę! A gdyby przydał się ogień pomocy z dział? Ktoś musi zostać, załadować i wystrzelić. Kto to ma zrobić? Duch? Nie, to marynarze!
Pierwszy przeciwnik już nadbiegał. Mimo strachu, który kruczy adept dojrzał w oczach, pirat nie chciał się poddać. A nóż, uda mu się zabić i zabrać kosztowności? Kto wie, może nawet wyszedłby żywy z tego okrętu, gdyby inni go nie zabili. Było jednak kompletnie inaczej. Gdy zbój podniósł ostrze, Mohamed wystrzelił z kuszy, którą od czasu ładowni trzymał w prawej ręce. Bełt pomknął w powietrze, wcześniej "brzęcząc" gdy cięciwa się "spuściła". Cichy szelest przemknął przez pewien okres czasu, uderzając z głuchym łoskotem w klatę marynarza "ciemnej mocy". Jeden mniej, jak to mówią.
Kuszę założył na plecy, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że nadbiegają kolejni. Nie miał czasu, by się rozczulać, by oddać należytą cześć poległemu. Tak, cześć. Kruk był nadzwyczaj dziwnym człowiekiem, co potwierdzą osoby, które poznały go troszkę lepiej. Gdy zabijał żywą istotę - żywą, która miała jakąkolwiek rodzinę, albo była samotna - i która była człowiekiem, zawsze składał cichą modlitwę do Rashera, by zaopiekował się duszą poległego. Teraz jednak nie miał na to czasu.
Katana w jego prawej dłoni - która nota bene jeszcze niedawno była przygnieciona kamieniem, teraz dzięki gnatozrostowi jak nowa - przecięła złowieszczo powietrze, lśniąc. Wiedział, że nie może zlekceważyć przeciwnika. Piraci i może byli wystraszeni, nadal jednak byli to piraci, zbóje morscy, którzy już niejeden statek zatopili, niejedną kobietę zgwałcili, nie jednego chłopa zarżnęli jak dzikie byczysko.
Pojawiło się dwóch na jego drodze. Obaj szykowali się do ataku, szczerząc zębiska w nerwowym uśmiechu. Strach nimi miotał, ale i tak byli zdolni.
- Trzeba wam śmierci? - warknął w ich stronę, parując jeden z ciosów. - I tak zginiecie. Jak nie ode mnie, to od kogokolwiek. Wszyscy.
Znów sparował cios, unikając przy okazji ostrza innego. Nie był to pełen unik, został bowiem ranny w lewe ramie. Długa kreska - wąska i płytka - niemal natychmiast trysnęła krwią, zaplamiając jego ciuchy. No cóż. Co to za bitwa bez ran? Nie warta wspomnienia.
Uderzył jednego z przeciwników w klatę, odpychając go na bok i sprawiając, że ten potknął się o trupa - pirata, którego raptem kilka chwil wcześniej ustrzelił. Przeciwnik, który został przewrócony, potoczył się kilka razy w tył, uderzając w barierkę. Na tą chwilę był zamroczony, co wykorzystał czarnoskóry.
Kilka szybkich cięć w klatkę piersiową, którą zakończył ciosem w serce. Kolejny przeciwnik padł martwy na ziemię, wykrwawiając się. Och, nie tylko on zyska dzisiaj rany. Oj nie!
Ten, który został tymczasowo zamroczony, nadal niedomagał. Miał migawki, mroczki i ogólnie rzeczy, które dopisuje się do osób z delikatnym bólem głowy od uderzenia. Był jednak zdolny do jakiegokolwiek machania mieczem, co postanowił zrobić.
Khaled namęczył się, by dostać się do człowieka, który szaleńczo wymachiwał ostrzem we wszystkie strony. Dostał dwa razy rękojeściom w rękę, za co teraz chciał oddać. Gdy przeciwnik nierozważnie podniósł miecz w górę, Mohamed ciął w zgięcie ręki.
Kończyna poleciała w górę, upadając chwilę potem na ziemię.
- No cóż.. Mówiłem, że zginiecie - prychnął, kopiąc pirata i wbijając ostrze w podbrzusze. - Prędzej czy później...
7x Pirat