Tereny Valfden > Dział Wypraw

Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.

<< < (10/84) > >>

Canis:
//Armin:

Gdy udałaś się na górny pokład w poszukiwaniu swojej kajuty, kajuty kwatermistrza, jeden z marynarzy podszedł do ciebie i wręczył kluczyk na wykonanym z brązu łańcuszku, należał się Tobie, a był konieczny do jej otwarcia. Gdy udałaś się we wskazane przez niego drzwi, Za nimi znajdował się korytarz prowadzący do kajut kapitana, pierwszego oficera i kwatermistrza. Pierwsze drzwi tak zatytułowane były możliwe do otwarcia tym właśnie kluczem. Po otwarciu drzwi do kajuty zastała by taki przyjazny widok.



Nie było to wielkie pomieszczenie, jednak dostatecznie duże, by zmieściło się łoże, niewielka toaleta oraz stolik. były tam zaledwie 3 stabilne krzesła. Cały pokój wymalowany był w kolorach czerwieni oraz drewna, zaś łóżko miękkie i wygodne otoczone baldachimem i zasłonami. Było tylko jedno niewielkie okno, które wpuszczało promienie światła odbijane przez taflę księżyca nocną porą. Nocna naftowa lampa stała położona tuż obok łóżka na toaletce. Nie były to wymarzone warunki, jednak dobre na tyle, by w warunkach okrętowych, morskich móc nazwać to pierwszą klasą.


- Ekhem... - chrząknął delikatnie zmieszany. Zastanawiając się co powiedzieć, chwycił dwa końce łańcuszka i wytężając swój wzrok postarał się założyć ogniwo łańcuszka na zapięcie i zwolnic zatrzask spinający, po czym delikatnie położył. Dało mu to dość czasu na zastanowienie się co odpowiedzieć. - Poniekąd i za taniec... ale też za możliwość zdjęcia przy Tobie swoich masek. Niestety, całe swoje życie noszę różne maski, chociażby odizolowanego, groźnego jaszczura, unikającego kontaktów. Taką maskę przywdziewam ja, każdego dnia opuszczając swój dom. Przy Tobie poczułem, że mogę zdjąć tę maskę i chociaż raz pokazać jaki jestem, chociaż chwilę. Bardzo dziękuję za ten taniec, dzięki czemu poza śmiercią, zagościła też nadzieja i miłość w moim sercu. Dziękuję nie za sam taniec, chociaż również, ale też za to, jaka jesteś i rad jestem, że mieliśmy okazję do wspólnego tańca i rozmowy. - To drobny prezent, symboliczny, mam nadzieję, że będzie Ci dobrze służył jako ozdoba, jednak pragnął bym też by była miłym wspomnieniem mojej osoby.

Powiedział chyląc czoła, kłaniając się z serdecznym uśmiechem na twarzy.

- Zatem... Czy zechce pani przystać na propozycję? Sam przygotuję i oprawię. Zapewniam, że w tym jestem o wiele lepszy a niżeli w pisaniu wierszy.

Silion aep Mor:
Nasz dziwny krasio wciaz przez chwile stal w miejscu i przygladal sie calemu rytualowi przekazania kluczyka i otwarcia drzwi. Gdy maurenka weszla do kajuty, on sam stanal przed drzwiami oparty o futryne i podziwial widoki. Nie smial wejsc do srodka gdyz... Gdyz tak, skoro kobieta chciala miec troche prywatnosci to on nie powinien jej zawadzac. Pokoik byl bardzo przytulny i wygodny, coz wszak to pokoj samego kwatermistrza. Jak tutaj pieknie, milo, wygodnie, przytulnie, nalezy jej sie to. - pomyslal sobie po czym osunal sie na podloge obok drzwi i siedzial tak sobie, oddychal gleboko i ogladal morze. Ech... Zobaczymy co z tego wszystkiego wyniknie.

Elrendar:
Towarzystwo na statku zaczęło powoli się rozkręcać. Duża część z nich pewnie czekała na rozpieczętowanie wódki. Przekonałem się choćby o tym patrząc jak do ładowni poszedł krasnolud. Ja póki co wolałem nie raczyć się alkoholem. ÂŚledzie też nie były mi do końca w smak, więc sięgnąłem po jedno z jabłek. Przetarłem je rękawem koszuli i odgryzłem porządny kawałek. Owoc był soczysty, a do tego słodki z lekko kwaskowym posmakiem. Właśnie takie lubiłem najbardziej. Z nieukrywaną ciekawością przyglądałem się załodze oraz towarzyszom podróży w międzyczasie pałaszując smakowite jabłko niczym radosny koń.

Evening Antarii:
Gdy łańcuszek znalazł się na miejscu, dziewczyna odwróciła się i wysłuchała Salazara. Wszak każdy zakłada maski... Wobec każdego jesteśmy inni. Tak samo w towarzystwie jak i w samotności. Dwie, a nawet więcej!, osób w jednym ciele. Niestety tego wymaga społeczeństwo, bo jeśli choć trochę się wyróżniasz, spotykasz się albo z plotkami, albo z oskarżeniami i zazdrością. Jeszcze gorzej, gdy uznają cię za szaleńca czy wariata, albo czarownicę odprawiającą gusła... Eve za to nie starała się za wszelką cenę chować prawdziwej siebie. Jej prawdziwa natura, tak jej się zdawało, nie była wielką tajemnicą nawet przed tymi, których nie znała dobrze.
-Och, proszę mi nie mówić że dobrze tańczę!- zaśmiała się serdecznie. Miało to zabrzmieć jak groźba, ale taka udawana. -Ale wiem co masz na myśli i... cieszę się, że w moim towarzystwie mogłeś pozbyć się tych masek o których mówisz. Wiesz co? Nie znałam cię wcześniej, dlatego dla mnie nie byłeś jakimś tam strasznym "jaszczurem pożerającym dusze", choć nie przeczę, że kiedyś zdarzyło ci się jedną zjeść? I nie mów mi, że śmierć mieszkała w twoim sercu... Można by straszyć tobą małe dzieci, ale nie jesteś wcale taki zły- uśmiechnęła się, jakby na potwierdzenie jej słów. -Hm... "przygotuję", "oprawię"? Już jestem ciekawa co dobrego przyrządzisz. A może zabrakło kucharzy na statku?- uśmiechnęła się zadziornie.

Canis:
//Mohamed:

- Nie trzeba. - Odpowiedział sternik. - Jesteśmy tutaj po to, abyście wy nie musieli zarządzać okrętem, babrać się takielunkiem ani sterem, z tego co dowiedziałem się od kapitana, jest to raczej wycieczka, a niżeli konieczność pracy, zatem polecam rozkoszować się widokiem morskich fal, zjeść coś, wypić, ponoć dosyć dobra ta jęczmienna... niestety jestem w pracy pić nie mogę. Z pewnością znajdzie pan co nieco zabawy i radości dla siebie, kapitan ma lutnię jakby chciał ktoś, można zagadać z pewnością użyczy dla rozbawienia podróżnych.

Po tych słowach uśmiechnął się serdecznie, po czym wrócił trzymać stabilnie ster i zarządzać obsługą żagli przez marynarzy.


- Nie powiem że dobrze, powiem, że wspaniale tańczysz. - Odpowiedział uśmiechając się. - Pożerać dusze... dobre określenie, powiedział bym, że nie mijające się w żaden sposób z prawdą, i nie jedną i nie dwie... - Odpowiedział delikatnie przygryzając wargę, nie umiał kłamać a wręcz przeciwnie, chciał wyzbyć się tego kłopotliwego faktu z jego życiorysu, chociaż ciężko byłoby o tym jakkolwiek dobrze i miło opowiadać.

- Dziękuję, za te słowa, to bardzo miłe i kojące dla mnie. Wierzę, że nie ma bieli ani czerni, tylko są różne odcienie szarości, chociaż i to nie napawa mej duszy radością lecz trwogą. - Powiedział, jednak i temat zszedł na inne tory tak i stosując się ku temu. W końcu, nie mógł pozwolić ujmować swoim wynajętym pracownikom! fortunę kosztowali! - Kucharzy-marynarzy mamy, z pewnością coś pospolitego przygotują z surowej żywności dla całej załogi. Chociaż na razie podróżni nie chcą odpocząć na tej wycieczce. Ale cóż, mało komu w dzisiejszych czasach podoba się błękit oceanu, morska bryza, wiatr opiewający nasze ciała i szum fal rozbrajających się o burty statku, dla mnie to jednak jest przyjemność....

- Wracając do kucharzy... Ja jednak mam dla ciebie inny specjał, który mam cichą nadzieję zasmakuje podany w dosyć niecodziennej oprawie. Specjalnie przygotuję na tę okazję. - Powiedział z radosnym uśmiechem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej