Tereny Valfden > Dział Wypraw

Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.

<< < (73/84) > >>

Canis:
- ÂŻyć jak w bajce? Tego nie da nikomu piękna ziemia ani piękna rezydencja. Tylko druga osoba, z którą mógłby dzielić to szczęście, ale też smutki i troski... ÂŻeglować mogę w sztormie też, Nie czując wcale lęku. Lecz boję się jednej rzeczy, bezkresnej i wiecznej samotności. - mówił delikatnie tracąc swój uśmiech twarzy, jednak niezręczne wyznanie szczęśliwie przerwał zachwyt stworzeniami, co trochę pomogło w przerwaniu jego wyznanie.

- Oswojone, nie. To całkowicie dzikie stworzenia, które jednak nigdy nie doznały strachu, lęku o swoje życie, mają tutaj wszystkiego pod dostatkiem by żyć z natury, nie muszą się atakować, żyją w zgodzie i przyjaźni, nie jest to naturalne, naturalnym są polowania jednych zwierząt na drugie, te jednak nie mają takich odruchów, żyją w pełnej harmonii ze sobą, jest wiele tutaj rodzai takich zwierząt, nawet groźniejszych a jednak są przyjazne nawet dla nas, obcych, bo nie musza się bać, nigdy nie musiały. Mało jest miejsc na świecie jak to. - Powiedział a uśmiech wrócił na jego twarz gdy widział radość i zaskoczenie na twarzy Eve, dawało mu to więcej ciepła w żywym sercu a niżeli cokolwiek innego w tych wyspach.

- Na końcu tej alejki będzie jeszcze pomnik, który powinien cię szczególnie zainteresować. Idziemy? - Zapytał uśmiechając się i zapraszając dalej na przechadzkę.


//Szarlej:

Wybrzeże owocowało w piękną roślinność wybrzeża jak palmy i niskie drzewa dżungli, jednak dalej w głąb kawałek ciągnął się niczym sklepienie gęsty las dżungli, jednak dojrzeliście wśród tych drzew swoista bramkę, a za nią krajobraz już się zmieniał...



Mijając bramę wkroczyłeś do Ogrodów Erosa, gdzie roślinność zaskakiwała swoją strukturą. Brukowana uliczka "za drzwiami do lasu", prowadziła w głąb ogrodów...


Idąc alejką w głąb dojrzałeś piękną roślinnosć bujnie rosnącą na tej wyspie. z jednej strony alejki dojrzałeś drzewa na których rosły banany, zaś po drugiej stronie alejki rosły bujne maki radośnie skierowane w twoja stronę raczyły cię czernią i czerwienią jakże narkotycznej rośliny. Wśród drzew dojrzałeś biegające lemury, jednak żaden z nich nie postanowił się do ciebie nawet zbliżyć. Zaś wśród maków dojrzałeś wyłaniającą się głowę zębacza.



Spojrzał na ciebie z oddali i przekrzywiając głowę przyglądał się chwilę, po czym wrócił do dalszego zajadania się makami...

Evening Antarii:
.

Armin:
Armin wzięła od Evening torbę i ubrała się oraz założyła swoje bronie. Rozpuściła swoje kruczoczarne włosy i ruszyła za Silionem. Kiedy tak szła spokojnym krokiem maurenka widziała mnóstwo pięknych rzeczy. Flora aż zapierała dech w piersiach, tym bardziej, że ciemnoskóra nigdy nie widziała tak egzotycznych roślin. Wysokie, zielone palmy oraz niższe drzewa pięły się wzdłuż alejki tworząc sklepienie dające przyjemny cień. Również drzewa cytrusowe i bananowce swoją postawą pokazywały swoją całą okazałość oraz piękność. Wśród tych drzew kobieta ujrzała nieznanego jej wcześniej ptaka. Był on czarny z przebłyskami niebieskiego. Miał on również duży dziób jak na takie zwierzę. Chwilę potem zobaczyła zwierzę przypominającą małpę. Było ono czarno białe ubarwienie. Nagle jeden zszedł i kierował się w stronę maurenki. Próbował wspiąć się na ramię ciemnoskórej, a ona mu na to pozwoliła. Dziwny zwierzak wszedł dziewczynie na ramię. Armin pogłaskała go delikatnie. Pod palcami poczuła miłe, przytulne futerko.
- Jaki słodziak. - powiedziała z uśmiechem dziewczyna.

Szarleǰ:
Kanclerza zainteresowało to dziwne stworzenie, chowające się między makami. W istocie, nigdy wcześniej takiego nie widział. Wyglądało majestatycznie i groźnie, nie okazywało jednak agresji. Przystanął na moment i przez chwilę przyglądał się zwierzęciu, które najwidoczniej kompletnie nie przejmowało się jego obecnością.
- Taś, taś... - mruknął pod nosem, choć nie był pewien, czy stworzenie w ogóle go usłyszało.
Postanowił się zbliżyć. Cóż, w razie czego potrafił się bronić, jednak nie spodziewał się żadnego ataku. Mimo to kroki stawiał ostrożnie, aby nie spłoszyć zwierzaka. Może uda się go oswoić? - zastanawiał się.

Silion aep Mor:
Krasnolud podszedl do kobiety i polaskotal ja w boki. Spojrzal na lemula i jego tez polaskotal. - Slodziak to jestes ty. On przy tobie jest conajmniej ladny. - usmiechnal sie szeroko.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej