Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.
Silion aep Mor:
Krasnolud zasmial sie slyszac to dziwne pytanie. - Jest milo. Bardzo ja lubie. - zasmial sie. - Swietnie plywasz.
Canis:
//Armin i Silion aep Mor, to opis drogi jaką przebędziecie alejkami... :
Wybrzeże owocowało w piękną roślinność wybrzeża jak palmy i niskie drzewa dżungli, jednak dalej w głąb kawałek ciągnął się niczym sklepienie gęsty las dżungli, jednak dojrzeliście wśród tych drzew swoista bramkę, a za nią krajobraz już się zmieniał...
Mijając bramę wkroczyliście do Ogrodów Erosa, gdzie roślinność zaskakiwała swoją strukturą. brukowana uliczka "za drzwiami do lasu", prowadziła w głąb ogrodów...
Idąc wzdłuż alejką, po jednej stronie rosły średniej wysokości drzewa cytrusowe, zaś po drugiej stronie ciągnęły się drzewa, na których rosły banany. Zapach obu typów roślinności łączył się ze sobą generując słodki a zarazem ostry kwaskowaty zapach, dając przyjemne doznania dla zmysłu węchu. Jednak nie tylko to towarzyszyło wam w krótkiej dotychczas przeprawie. wśród roślin drzew cytrusowych dojrzeliście pięknego błękitno czarnego ptaka, był to tukan.
Idąc dalej dojrzeliscie jednak szersze grono towarzystwa, jednak nie były to już tukany, na drzewach z bananami zwisały ciekawe i przyjaźnie wyglądające Lemury
Jeden z nich zeskoczył z drzewa i biegnąć szybko miedzy drzewami, doszedł do Armin, gdzie próbował wejść na nią, na jej ramię, jeżeli tylko by mu na to pozwoliła. Pochodząc więc delikatnie pazurkami zahaczył o jej nogi i proszącym wzrokiem spojrzał oczekując zaproszenia na ramię.
Evening Antarii:
-Niby ostatnio dostałam gminę w tropikach na południu od króla, ale to nie to samo. Tutaj się nawet w morzu nie da utonąć, hahaha. Na pewno będę Chatal często odwiedzać! ÂŻeby uniknąć mrozów na przykład, albo jeśli zapragnę uciec od obowiązków... hah. I przestań mówić o tym, że twoje towarzystwo może być "udręką"... Jest wręcz przeciwnie... - Dziewczyna wskoczyła z gondoli do wody, wyciągnęła z wnętrza swoje buty, które wzięła do ręki i rzeczy Armin zostawiając je na plaży, by maurenka mogła je wziąć gdy dopłynie.
-Myślę, że ja też jestem szczęśliwa- uśmiechnęła się szeroko sama się sobie dziwiąc skąd u niej taki napływ radości. Ale odpowiedź była łatwa do znalezienia. Tutaj nie czuła na sobie żadnych obowiązków czy trosk, żadnych zmartwień i problemów. Nie myślała teraz ani o domu w Efehidon, ani nawet o Bractwie czy demonach. Ktoś mógłby nazwać to nieobowiązkowością, a ona wolała mówić, że odpoczywa. I że korzysta z życia nie zaprzątając sobie głowy tym co jest setki kilometrów stąd, po drugiej stronie oceanu. -I wolna.
-Jeśli masz możliwość zamieszkać tu, o czym z resztą mówiłeś, to nie ma się nad czym zastanawiać. Przecież tu jest cudownie. Mógłbyś tu pływać choćby i codziennie. Słuchać śpiewu egzotycznych ptaków, jeść słodsze owoce, żyć jak w bajce- powiedziała przyspieszając kroku i zostawiając Salazara dwa kroki z tyłu, ale to z zachwytu! Po prostu spieszyła się chcąc ujrzeć jak najwięcej, jak najszybciej! Przejść przez "drzwi do lasu" by chodzić ścieżkami Ogrodów, poznawać zapachy tutejszych kwiatów i kolory lasu... Nie przeszkadzały jej kropelki potu na karku, ani mocne słońce.
I rzeczywiście Eve mogła ujrzeć piękne okazy motyli chociażby. Kolorowe, z wielkimi skrzydłami, poruszające się gdzieś nad ich głowami, albo całkiem blisko w poszukiwaniu wilgotnego miejsca, albo nektaru na kwiatach. Trzepotały skrzydłami, podlatywały całkiem blisko, a potem ginęły w zielonym gąszczu i pojawiały się znowu.
Chciało się wyciągać dłonie po żółte dojrzałe banany, albo pachnące pomarańcze. Drzewa owocowe niemal uginały się pod ciężarem cytrusów.
Wtem w krzaki zaszeleściły. Najpierw ukazały się zielonkawe ślepia a potem reszta... Białe i rude futro upstrzone czarnymi plamkami. Eve wystraszyła się z początku, wszak nie wiedziała jakie inne stworzenia oprócz motyli żyją na Chatal. A to wyglądało znacznie groźniej od przeciętnego Bielinka. Jego zachowanie było jednak zupełnie odwrotne od tego, jakiego się spodziewała. Kot był przyjazny, łasił się, pragnął pieszczot.
-Najpierw papuga, teraz leopard- zaśmiała się. -Jesteś piękny...- mówiła, ale słowa skierowane były już do kota. Dostał tego, czego chciał. Eve drapała go za uszkiem. -...i całkiem niegroźny. Cudowny zwierzak z ciebie! -/i]- A potem posłał Salazarowi spojrzenie pełne zdziwienia i radości, gdyż nigdy nie spodziewałaby się że dziko żyjący zwierz tak chętnie do niej podejdzie. -One są oswojone? - spytała żądna wyjaśnień.
Silion aep Mor:
Krasnolud przeszedl przez "drzwi lasu", szedl, szedl, szedl i podziwial widoki, uroki dzungli itd. Az zapieralo dech w piersiach chociaz szczerze mowiac krasia mało interesowało piekno świata, mimo iż czerpał nieraz z niego inspiracje do swych przemyśleń. Szanował przyrode. Gdy zobaczył lemura dobierajacego sie do maurenki zaczal sie smiac. Oczywiscie nie jakos bardzo glosno.
//: Lepszych opisow sie nie spodziewajcie, takie "cos" to nie moje klimaty, nie bedzie postow w stylu Eve :(
Szarleǰ:
Gdy wypoczęty Szarlej opuścił noclegownię, udał się za resztą w stronę ogrodów. Wskoczył do jednej z łodzi, złapał za wiosło i zaczął delikatnie odpychać się od tafli wody, raz z prawej, raz z lewej. Wycieczka mu się podobała, lubił zwiedzać i podróżować, zatem cieszył się, że mógł pozwolić sobie na tę odskocznię od valfdeńskiej codzienności.
Wreszcie dotarł na brzeg, zeskoczył z gondoli i ruszył wgłąb Ogrodów Erosa jedną z brukowanych uliczek. Tutejsza fauna i flora były zadziwiające i wprawiały w iście wakacyjny nastrój. Rozglądał się dokoła w poszukiwaniu nieznanych mu dotąd zwierząt, bądź owoców. Tych drugich chciał tylko skosztować, natomiast co do tych pierwszych, pomyślał sobie, że fajnie byłoby przytachać ze sobą na Valfden jakiegoś egzotycznego przyjaciela.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej