Tereny Valfden > Dział Wypraw

Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.

<< < (71/84) > >>

Evening Antarii:
-Tak, jest pięknie- westchnęła. W oddali ujrzała Siliona obejmującego ciemnoskórą dziewczynę, jak w reszcie krasnolud jest choć trochę szczęśliwszy dzięki maurence, której nie straszne żadne problemy i nawet nie wie co to wahania nastroju. Wszak więcej takowych przeżył właśnie Sil niż ona. Uśmiechnęła się do siebie pod nosem... Ogrody Erosa. Już można było poczuć ich zniewalającą moc.
Wzrokiem wróciła na Salazara jakby chciała zbadać jego emocje. Powoli przyzwyczajała się do jego nowego wyglądu, choć oczywiście ludzka twarz była dla niej bardziej miła, albo normalna, to nie zachowywała się inaczej , jakby był jaszczurem. Nie chciała też myśleć nad tym, czyje ciało przyjął Sal...
Zbliżali się miarowo do wyspy. Evening teraz tam wlepiała swoje błękitne oczy, które zaiskrzyły widząc latające nad wyspą rajskie ptaki. Nawet nie zauważyła, że siedziała z lekko otwartymi ustami z zachwytu. -Czy tylko mi Valfden wydało się teraz takie ponure i szare?- uśmiechnęła się chcąc już znaleźć się na brzegu Ogrodów i poznać jego tajemnice i najpiękniejsze zakątki. -Nic lepszego nie mogło mi się przydarzyć...

Canis:
- Zawsze chciałem znaleźć takie miejsca, gdzie zobaczę barwy, których na Valfden nie widać, tutaj takie znjaduję i obecnie już możemy bez problemowo tutaj przybywać. Archipelag zostaje wcielony do królestwa Valfden i własnie odbudowuje się tutaj miasta. Sam nawet za w czasu zatroszczyłem się o rezydencję, mam nadzieję, ze kiedyś zechcesz się wybrać do mojej zimowej chałupki. Codziennie zastanawiam się, czy nie zostać tutaj kiedyś na stałe.

- Mhm... dziś tu i teraz, mogę szczerze powiedzieć, że jestem szczęśliwy. - Odpowiedział odwzajemniając spojrzenie dodatkowo się uśmiechając z zadowolenia chwilą... jakże ulotną, ale... bezcenną.

Gondola spokojnie płynęła do wybrzeża, gdy Salazar zauważył, ze już blisko brzegu, zeskoczył z łodzi do wody i chwytając za kraniec zaczął "merdać" nogami w wodzie dopychając łódź do brzegu, a samemu stawiając stopy pod wodą wepchnął łódź na brzeg umożliwiając zejście na suchy ląd pasażerce.

- Dziękuję za miłe przepłynięcie, mam nadzieję, że moje towarzystwo nie było nadmierną udręką. - Powiedział uśmiechając się.

//Możecie spokojnie opisać jak dopływacie, będę opisywał co zwiedzacie będąc na wyspie.


Wybrzeże owocowało w piękną roślinność wybrzeża jak palmy i niskie drzewa dżungli, jednak dalej w głąb kawałek ciągnął się niczym sklepienie gęsty las dżungli, jednak dojrzeliście wśród tych drzew swoista bramkę, a za nią krajobraz już się zmieniał...



mijając bramę wkroczyliście do Ogrodów Erosa, gdzie roślinność zaskakiwała swoją strukturą. brukowana uliczka "za drzwiami do lasu", prowadziła w głąb ogrodów...


Ogrody Erosa -> Alejki i uliczki

Przez całą wyspę rozchodzą się udeptane szlaki, wykładane, brukowane uliczki. po każdej stronie uliczki znajduje się inny element botaniki wyspy, tak w jednej części rozsiany jest park pełen drzew, na których rosną Banany, a wraz z nimi obcują małpy, czy też drzewa kokosowe, a przy nich plątają się dzikie zwierzęta nadrzewne. Innym odgrodzonym szlakiem ogrodem są drzewa cytrusowe, a przy nich plątające się leopardy i pantery. Cały park tętni życiem i pełen jest niespodzianek.


Idąc wzdłóż uliczki mieliście możliwość doglądania z jednej strony rosnących rozłożystych paproci, zaś z drugiej strony towarzyszyły wam średniej wysokości drzewa cytrusowe, na których rosły głownie pomarańcze. Mieszający się zapach obu roślin był uroczy i piękny, przynajmniej dla Salazara i wprawiał go w miły nastrój. Co rusz jednak nie było jego ekscytacji końca, gdy nagle dojrzał, jak wśród paproci latają przepiękne, błękitno-czarne motyle.



Jednak nie tylko one towarzyszyły wam w przechadzce, po drugiej stronie, wśród drzew cytrusowych, dojrzeliście pięknego dorodnego leoparda, który spokojnie do was podszedł. Nie był agresywny, wręcz przeciwnie, podszedł do Eve i delikatnie głową a następnie korpusem otarł się o jej nogi łaknąć rozkoszy i przyjemności z pogłaskania go.



Salazar serdecznie się uśmiechnął przekrzywiając głowę w bok.
- Chyba też Cię bardzo polubił ten kotek. - Powiedział z uśmiechem na twarzy o takim :) .

Armin:
- Cieszę się. - uśmiechnęła się kobieta. - A wiesz co? Zróbmy zawody. Kto pierwszy na lądzie. - zawołała Armin i zaczęła płynąć w wcześniej określonym kierunku.

Silion aep Mor:
Krasnolud płynał za kobietą, powiedzmy ze dal jej wygrac, mimo tego kobieta plywakiem byla swietnym a w wodzie wygladala nader uroczo i okazale niczym łania wsrod wysokich traw.. Zaraz za Armin doplynal do brzegu, otrzepal sie z wody i usmiechnal. Z brody woda sciekala mu strumieniem wiec musial ja wycisnac jak mokra koszulke.

Armin:
Armin dotarła na brzeg pierwsza. Usiadła na piasku i zaczerpnęła trochę powietrza.
- Wygrałam. - uśmiechnęła się kobieta. Spojrzała się na krasnoluda, który zajmował się swoją brodą. - Nie za ciepło ci w niej? - powiedziała maurenka.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej