Tereny Valfden > Dział Wypraw

Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.

<< < (66/84) > >>

Silion aep Mor:
- To ja tez moze juz sobie pojde. - powiedzial wstajac od stolu. Usmiechnal sie do pani kapitan. - Milego, spokojnego wieczoru zycze.- powiedzial. Podszedl do maurenki i zapytal niesmialo. - Czy...? Czy ja... Moge? - po chwili dodal. - Isc z toba?

Szarleǰ:
Kanclerz natomiast ani myślał opuszczać karczmy. Nie po to przebył całą morską drogę z Valfden na Chatal, a potem w pocie czoła przedzierał się przez dżunglę, by teraz opuszczać miejsce, które tak bardzo chciał odwiedzić. Po tym, jak opróżnił swą butelkę ginu, usiadł przy tym samym stole, przy którym wciąż siedzieli jeszcze niektórzy członkowie wyprawy. Miał ochotę na nocne, egzotyczne wojaże i miał nadzieję, że nie jest w tej kwestii odosobnionym przypadkiem.

Po chwili jednak zauważył, jak kapitan i ciemniejsza część załogi opuszcza już lokal. Szarlej nie był zatem pewien, czy będzie miał kto dotrzymać mu towarzystwa, a i jemu zmęczenie dało się we znaki. Faktycznie, odkąd wypłynęli z Atusel nie miał okazji porządnie wypocząć. Porzucił więc pomysł zalania się w trupa i ruszył ich śladem, by odnaleźć łóżko. Tak, w rzeczywistości było jedyną rzeczą, o której marzył w tym momencie. Wygodne, mięciutkie łóżeczko, tylko dla niego.

Ktoś tam widział, jak kanclerz wchodzi do budynku zaraz za Jezusem Chrystusem Salazarem, ktoś tam mówił, że nie wyszedł z niego do białego rana. Najwyraźniej sen zmógł go szybciej, niż sam mógł się tego spodziewać.

Armin:
Ciemnoskóra spojrzała na krasnoluda.
- A czy ty możesz się ogarnąć? - Armin miała już trochę dość dziwnego nastroju mężczyzny. - Pytasz się swojej dziewczyny o takie rzeczy. Jak wróci ci humor i znowu staniesz się pewnym siebie Silionem, to daj znać. Będę w pokoju. - kobieta uśmiechnęła się i skierowała się w stronę pomieszczenia. Włożyła klucz, przekręciła go i weszła do pokoju. Rzuciła torbę w kąt i położyła się na łóżku. Chciałaby by jej ukochany przestał być dziwnym nieśmiałym krasnoludem i wrócił do swojej prawdziwej osobowości.

Evening Antarii:
Eve udała się do swojego pokoju, który wcześniej zamówiła. Zasnęła szybko, zmęczona dzisiejszym dniem, wędrówką w upale, spotkaniem z Salazarem też ale w pozytywnym sensie. Dlatego właśnie sen przyszedł szybko i Eve obudziła się gdy słońce było już w miarę wysoko. Umyła twarz w misce z wodą i założyła świeżą bluzkę
Kolejny dzień zapowiadał się tak samo upalnie, lecz dziś mieli odwiedzić owe ogrody, które na pewno były wspaniałe i godne zobaczenia.

Silion aep Mor:
Gdy kobieta zamknela drzwi, krasnolud usiadł sobie w korytarzu, przy ścianie, musiał pomyśleć. Wiedział że już nie będzie taki jak dawniej, bliskie spotkanie z tajemniczą postacią zasiało w jego sercu ziarno obojętności, był tak blisko zguby, teraz wie że prędzej czy później umrze, w duchu liczył na później, bardzo późno. Nikt nie może wymagać od niego aby był wciąż wesołym i roześmianym idiotą jak dotychczas. Wiedział jednak że jeśli zostanie takim jakim jest teraz to dosłownie wszyscy się od niego odwrócą. Czasem trzeba ze sobą walczyc! Dla wyższego dobra, czymkolwiek ono nie jest w tej chwili. - po stoczonej batalii myśli z lekkim uśmiechem na ustach wszedł do pokoju zamykając za sobą drzwi. Usiadł sobie gdzieś na krzesełku. - Jestem. - rzucił tylko.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej