Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.
Evening Antarii:
Eve skończyła jeść kolację, a każdą krewetką delektowała się oddzielnie, gdyż bardzo jej owo danie zasmakowało. Napiła się piwa, które zamówiła. Zapowiedź przeprawy gondolami sprawiła, że w oczach pojawiły jej się iskierki i już nie mogła doczekać się jutrzejszego poranka. Miała nadzieję odpocząć w nocy od upału, choć w nocy temperatura spadnie zaledwie o kilka stopni a insekty przyczepią się i będą nieznośnie kąsać i bzyczeć nad uchem... Włosy upięte w kok stały się teraz bardziej niesforne, więc Eve wzięła za ucho kilka blond kosmyków. Po czym posiedziała chwilę przy stole czekając, aż wszyscy zjedzą.
Silion aep Mor:
Krasnolud uniósł wzrok z nad kufla i rozejrzał się wokół, wszyscy uczestnicy ich tajemniczego rejsu byli strasznymi samotnikami, a to podobno on był dziwny. Kazdy z nich siedział sam, pił sam, o dziwo nic nie jadł, jakby byli duchami przodków. No cóż Takie życie - pomyślał i wychylił resztę złocistego chmielowego napoju z kufla. Złota ciecz była gorzka, mocno nachmielona, o dziwo wysoko (jak na piwo) procentowa. Naczynie odłożył obok talerza po zupie. Wziął jedna flaszeczkę ginu i choć zwykle nie pija takich specyfików odkorkował ją, powąchał zapach trunku. Spojrzał beznamiętnym wzrokiem na butelczynę i powiedział sobie w myślach. Cóż jak trzeba pić, to trzeba... - wziął przystawił szyjkę butelki do ust, przyłożył i wychylił. Pił duszkiem więc po chwili butelka była pusta, oczy krasia delikatnie zabłysnęły po wypiciu na raz butelki ginu. Odłożył butelkę tam gdzie jej miejsce i patrzył się przed siebie :(
Dlaczego Sil nagle stał się taki tajemniczy i samotnik? Na to pytanie tylko on sam bedzie potrafil odpowiedziec. Faktem jest zaś to że na tej wyprawie w krasnoludzie coś pękło, coś co uobojętniło na go na krzywdę, piękno, przyjaciół i wrogów. Czasem tak potrafił siedzieć godzinami snując zamysły odnośnie różnych aspektów nie tylko swojego życia.
Canis:
- Dobrze, zatem ja pójdę już spać, życzę dobrej nocy :) . Jutro o poranku* mam nadzieję, że się wybierzemy bezpośrednio na wybrzeże i popłyniemy do ogrodów. Nie będzie tam może nadmiaru rzeczy, ale z pewnością warte obejrzenia chociaż raz w życiu. - Powiedział patrząc z uśmiechem na twarzy po zebranych osobach w karczmie, po czym jeszcze spojrzał na swoją Are i z uśmiechem na twarzy opuścił zacny lokal i udał się do hali noclegowej u Hanny. wszedł do środka i nie zastał tam żadnej obsługi, ale dojrzał rozłożone parawany. idąc w głąb sali dojrzał, że wszystkie łóżka otoczone są drewnianymi stelażami, na których są założone zwinięte zasłony. udał się do jednego z takich łóżkowych zakątków i obchodząc łóżko dookoła zasłonił zasłony, samemu kładąc się na łóżku. wlepił wzrok w sufit i rozmyślając leżał tak w bezruchu analizując dzisiejszy dzień, marzył o kolejnym, ma być piękniejszym!
// *-wrócę z pracy po 14tej, wtedy wyruszymy....
Mohamed Khaled:
Kruk nie chciał spać. Stracił ochotę na sen i zasypiał tylko wtedy, gdy nie miał już kompletnie sił. Póki co jednak, sił miał wystarczająco. Wystarczy, że odpocznie gdzieś w zaciszu, sam, bez żadnych towarzyszy.
- ÂŻegnam drogie towarzystwo, żegnam drogie panie. Pani kapitan - skinął głową i wyszedł z karczmy jak gdyby nigdy nic się nie stało - bo się nie stało - i znikł gdzieś za rogiem.
Armin:
Ciemnoskóra dokończyła swoje danie, które bardzo maurence smakowało. Odłożyła sztućce na talerz, wzięła piwo i wypiła kilka dużych łyków. Okazało się, że wypiła do końca. Armin wzięła więc swoją butelkę ginu, otworzyła ją i zawartość dostała się do organizmu kobiety. Przejechała dłonią po ustach i powiedziała:
- Dziękuję za miły wieczór, a teraz przepraszam wszystkich. - dziewczyna wstała od stołu, wyjęła klucz do pokoju i skierowała się do niego. Przy okazji puściła oczko krasnoludowi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej