Tereny Valfden > Dział Wypraw

Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.

<< < (61/84) > >>

Silion aep Mor:
- Cokolwiek. - powiedział spokojnie, zajmujac stolik w rogu karczmy, z dala od innych ludzi. - Dobra, juz dobra, napije sie z wami. Poprostu czulem jakbys mnie zapraszala "bo wypada". Odstresujmy sie, ten caly stres maci me zmysly. No, ale mniejsza. - powiedzialjuz delikatnie sie usmiechajac.

Canis:
Salazar mknął przez miasto aż wreszcie dotarł do głównego placu, na którym byli zebrani uczestnicy wyprawy. Stanął i się rozejrzał po znajomych twarzach, jednak chyba nikt nie zwrócił na niego uwagi. Nie wiedział za bardzo co powiedzieć do zebranych i chyba chcących się dostać do karczmy.

Wtedy dojrzał Evening wraz z ptaszyną na ramieniu.

Wtedy Salazar zaczął gwizdać swoją pioseneczkę.

//www.youtube.com/watch?v=cUXyhaRfyrg
Mary uniosła głowę zaciekawiona znaną jej melodią. gdy dojrzała źródło dźwięku, bez ostrzeżenia Evening wzbiła się w powietrze i poszybowała w kierunku Salazara siadając mu na ramieniu.
- Bardzo mi ciebie brakowało, Mary. - Powiedział do ptaszyny gładząc ją po piórach skrzydeł. Uśmiechał się do niej szczerze czując to coś, co czuje się do przyjaciela w doli i nie doli.


Jednak dość było tych pieszczot, trzeba było wrócić na łono kompanii, a ogrody Erosa nie mogły czekać wieczności.

- To ja, Salazar Trevant, cieszę się, że poczekaliście na mnie. Zmieniłem trochę uczesanie, jak wam się podoba? - powiedział wymijając wszystkich i mrugając oczkiem, jednak dalej idąc do pani kapitan okrętu.

Gdy podszedł do Eve, nie wiedział co powiedzieć. Mina mu spoważniała. Przygryzł delikatnie wargę nim zaczął mówić... lecz w końcu przemówił.

- Witaj, Eve. Chciałbym cię serdecznie przeprosić, ze zostawiłem okręt na Twojej głowie... nie chciałem tego. Wyglądam trochę inaczej... jednak mam nadzieję, ze mi wybaczysz to, ze zostałaś sama z problemem dowodzenia na okręcie zwłaszcza w tak kryzysowej sytuacji jaka była... widzę, ze poradziłaś sobie świetnie, zresztą to było do przewidzenia, przepraszam... - mówił delikatnie zakłopotany nie wiedząc jak się dokładniej wyrazić.


Karczmarz podał 3 mocne piwa, zupę z krewetkami i dwa klucze, jednak w przypadku napiętej sytuacji się nie odezwał za bardzo, nie chcąc przerywać konsternacji.

Armin:
- Ja poproszę małże. Ciekawa jestem jak smakują. - uśmiechnęła się szeroko ciemnoskóra. - Dzięki Evening. - powiedziała spokojnym głosem. Dawno nie była w karczmie, więc ucieszyła się w duchu. Spojrzała na krasnoluda, który miał niemrawą minę. O co mu chodzi? O taką błahostkę? Maurenka przysunęła się do mężczyzny i pocałowała go w policzek. - Uśmiechnij się bardziej. Szkoda życia na smutki. - powiedziała rozbawiona kobieta. Wtedy ujrzała mężczyznę, który podawał się za znanego jej jaszczura, tylko, że był to człowiek... - To on? - powiedziała z szoku do siebie.

Silion aep Mor:
Krasnolud uśmiechnął się delikatnie po czym przyjrzał sie czlowiekowi. Salazar? Jopierdziu... Skubaniec. - pomyslal sobie po czym odpowiedzial. - Na to wyglada. po chwili. - Przepraszam za moje "humory", jestem poprostu dziwny i sam tego czasami nie rozumiem. - rzekl spokojnie.

Evening Antarii:
-Do tego małże i zupę z wodorostów- dokończyła, przyjmując klucze, a jeden z nich podała Ar. -Ile płacę?- wtem papugą poderwała się nagle do lotu, kolorowe skrzydła zatrzepotały a ptak wzbił się w powietrze. Mary nie leciała jednak nigdzie daleko, by z góry zwiedzić miasteczko chociażby, przeleciała kilka metrów by usiąść na ramieniu... właściciela, kierowana melodyjką, którą gwizdał owy człowiek.
Trudno opisać zdziwienie jakiego doświadczyła Eve. Było jej ciężko zrozumieć zaistniałą sytuację od samego początku, lecz dopiero teraz zrobiła się ona naprawdę skomplikowana. Choć pewnie za chwilę wszystko się wyjaśni... Na początku trudno było znaleźć jej słowa, a między brwiami pojawiła się typowa zmarszczka oznaczająca tyle, że dziewczyna zmartwiła się i zafrasowała naraz.
-Nowa fryzura?- zadziornie uśmiechnęła się Eve. -Całkiem nieźle. A co do statku... Nigdy więcej nie mianuj mnie kapitanem, proszę- teraz szczerze się zaśmiała. -Był pożar, obyś nie wystraszył się gdy zobaczysz Krwawy Graal w tak zmienionym stanie. No i chyba musisz mi, nam..., coś wytłumaczyć. Za to twoja Mary to idealna towarzyszka podróży.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej