Tereny Valfden > Dział Wypraw

Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.

<< < (59/84) > >>

Canis:
Salazar zszedł z pokładu statku, na który się najął w Atusel. Szczęśliwie podróż nie trwała długo, a jako, ze był znany w okolicy, to kwatermistrz portowy w Hessein nawet go nie zatrzymywał. Udal się bezpośrednio na zachód przez port dochodząc do zachodniej bramy. Skąd wyszedł na szlak wydeptany w kierunku Fentil, dość znacznie oddalonej wioski od Hessein, jednak jego zapał i chęć powrotu do swojej drużyny dodawały mu otuchy i wigoru. Szczególnie go interesowało jak poradziła sobie Evening podczas jego niefortunnej nieobecności, a zarazem co u jego wspaniałej Mary, papugi. Jakże tęsknił za nią i jej głosem.

Przemierzając dżunglę i widząc owoce, poczuł w sobie głód, nie omieszkał zerwać kiści bananów i zajadając się nimi, obierając ze skórek, przemierzał dzicz gwiżdżąc sobie co rusz...

//www.youtube.com/watch?v=cUXyhaRfyrg
Przywdziany w jedyne odzienie jakie mu w domku pozostało, w biało czerwona szatę, którą już raz kilkoro z uczestników wyprawy miało okazję na nim oglądać w Karczmie w Ekkerund, mknął do Fentil niczym na skrzydłach niesiony ludzką naturą.

Armin:
Armin szła wraz z grupą towarzyszy, którzy zwiedzali jedną z wysp archipelagu Chatal. Maurence bardzo podobało się to miejsce, szczególnie przez klimat jak tam panował. Gorące powietrze kojarzyło się kobiecie z domem. W prawdzie tu nie było pustyni, ale to jej nie przeszkadzało.
- Ale tu ładnie... - powiedziała rozmarzonym głosem ciemnoskóra.

Silion aep Mor:
Krasnolud zaciekawil sie straganami kupieckimi, najbardziej zainteresowaly go egzotyczne owoce. Ale by z tego swietny alkohol zrobil. Szkoda ze nie ma tu Kazia. gdy sprzedawcy nie widzieli krasio podkradl po jednym roznym owocu z kilku straganow. Wrocil do grupy i zaczal je pałaszowac. Jakie to jest pyszne...

Evening Antarii:
Eve nie przepadała za ptakami. Pierzaste stworzenia nie wydawały jej się zbyt inteligentne. Tylko krążąc po niebie zbytnio jej nie przeszkadzały tak jak na przykład jaskółki, które zadomowiły się w stolicy i wiły swe gniazda z błota w rogach okien jej domu na przykład... Był to dokuczliwy problem i nie raz musiała takie ptaki przetrzebić.
Za to ara bardzo chętnie usiadła jej na ramieniu. Widocznie od razu wyczuła kto jest kapitanem i postanowiła rozgościć się na jej ramieniu. -Mary? Hah, siadaj Mary jeśli chcesz. Postaram się nie przeszkadzać w podróży - uśmiechnęła się, a włosy wzięła na drugi bok co by papuga miała wygodnie. A jej dodatkowym atutem był to, że czasem poskrzeczała sobie jakieś słowa.

Wędrówka przez tropikalny trakt była inna niż dotychczasowe, w których uczestniczyła. Tutaj temperatura w dzień rzadko spadała poniżej 30 stopni, więc małe kropelki potu pojawiły się na jej karku i twarzy. Na Valfden zaczynała się już jesień a więc deszczowe, pochmurne dni, a tutaj panowało lato i raczej nie zapowiadało się na spadek temperatury.
Evening co jakiś czas sprawdzał czy nikt się nie zgubił, albo potrzebuje pomocy. Wszyscy to byli dorośli ludzie umiejący walczyć, nie potrzeba było się o nich troszczyć. Lecz jako kapitan czuła, że od czasu do czasu musi po prostu sprawdzić jak czuje się reszta. Tu jednak nie byli na morzu i nikt nie musiał słuchać jej rozkazów.
Istotnie grupka z Valfden wyglądała jak turyści, choć niektórzy byli tu już wcześniej. Eve za to pierwszy raz mogła podziwiać intensywne kolory i zapachy owoców rosnących wśród gęstej zieleni, napawać się wysoką temperaturą i wygrzać kości. Od czasu do czasu Mary wzlatywała gdzieś wysoko, krążyła nad wędrującym towarzystwem, a potem wracała na jej ramię.
Gdy dotarli w okolice wioski, zobaczyli pracujących mieszkańców. Przygotowywali oni kolejne tereny do zasiedlenia czy utworzenia pół. Dalej, w mieście, straganiki niemal uginały się pod ciężarem owych owoców, które wcześniej widziano wysoko na drzewach, albo ukryte gdzieś między lianami. Tu rośliny były bowiem okazalsze dzięki wysokiej temperaturze, wystarczającej ilości słońca i ciepła. Liście rosły bardziej rozłożyste, drzewa wyższe, a kwiaty okazalsze.

-Mamy tu karczmę i wiele innych rzeczy, których dusza zapragnie. Na razie odpocznijmy, potem pomyślimy co dalej- tak, nie mieli precyzyjnego planu. Albo raczej ona nie miała. Podejmowanie decyzji zawsze przychodziło jej z trudem... Na szczęście miała pewne wsparci i kilka naprawdę rozgarniętych osób.
-Armin, zapraszam ciebie nooo i Siliooona...- mruknęła udając jakby litość, ale krasnoludowi posłała szeroki uśmiech. - ... do karczmy na coś do picia i jedzenia. Pewnie jesteście zmęczeni. Na noc wynajmiemy pokoje- oznajmiła.

Silion aep Mor:
//: Co to miało znaczyć? ;[
Krasnolud dokończył banana i spojrzał na kapitan, westchnal slyszac litosc w jej glosie. O co chodzi? - pomyslal sobie. Zrobilem cos nie tak? - dodal pozniej. Zachował kamienna twarz nie wyrazajaca zadnych emocji i rzekl beznamietnym glosem. - Yhym... Prosze sie mna nie przejmowac, potrafie o sobie zadbac. Chociaz... Moze na chwileczke dotrzymam wam towarzystwa, jednak nie chce panienkom przeszkadzac, krasnolud woli trzymac sie na uboczu. Stara sie nie wadzic innym. Wiec pewnie gdzies zniknie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej