Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.
Szarleǰ:
Szarlej nie przepuścił okazji, by ponownie przejść przez trap. Stanął gdzieś z boku i przysłuchiwał się wymianie zdań. Wyraźna sprzeczność między tym, co widziała cała załoga, a tym, co mówił kwatermistrz, była niepokojąca. Możliwe, że ktoś kombinował coś niedobrego. A może Salazar faktycznie żyje. Tylko w jaki sposób?
Nie było co teraz się nad tym rozwodzić. Dotarli na Chatal. W miejsce jakby wyrwane z innego świata. Przede wszystkim chciał zwiedzać i chłonąć z tej podróży. Cieszyć się przygodą. I udawać poczciwego, przyjaznego społeczeństwu kanclerza koronnego.
Canis:
- Po pierwsze, to witajcie na Chatal! A dokładnie w porcie Fentil! zaopiekujemy się okrętem, Spróbujemy naprawić trochę statek, widzę, że mieliście chyba burzliwą w wydarzenia podróż... Miasto Fentil jest w głębi dżungli, kilka kilometrów trzeba przejść szlakiem przez dżunglę, to ładna malownicza wieś. Zagospodarowaliśmy tam teren i sprowadziło się wielu zielarzy, rolników plantatorów i nawet drwale. Mamy piękny tartak i pola uprawne w dżungli w miejscach wyciętych lasów, jest naprawdę ładnie. Mało jest wsi jak ta nasza, mam nadzieję, ze się wam spodoba. Jest tam karczma w centrum wioski, można tam wykupić nocleg, bodajże 30 grzywien od dnia, możecie też zajść do mieszkańców, może życzliwie zaproszą was, mieszkańcy są raczej życzliwi, chociaż mają też dużo kłopotów.
- Zatem szlachetna pani kapitan, miałem przekazać pani prośbę Salazara, byście poczekali na niego do zmroku w mieście Fentil, powinien do tego czasu tutaj dotrzeć. Napisał to na pewno dzisiaj, widzę po dacie listu. A jego charakter pisma jest specyficzny, znam go i to na pewno pisał on. Wspomniał w liście, byście porozmawiali z naszym sołtysem Gardem z Efehidon, on powinien wam opowiedzieć o ogrodach i tej części wyspy, jest młody ale doświadczony.
Silion aep Mor:
Interesujące, interesujące, hmm... - krasio zszedł ze statki i stanął gdzieś między ciemnoskórą a panem kanclerzem. Uśmiechnął się szeroko i powiedział. - Skubany jaszczur, a więc jednak żyje! I to go nie zabilo!? Az sie wierzyc nie chce, musze go zobaczyc. - mowil a raczej prawie krzyczal z niekryta ekscytacja w glosie.
Armin:
Ciemnoskóra spojrzała na krasnoluda.
- Silion, spokojnie. - uspokajała mężczyznę. - Jak mówiłam według mnie jaszczury to istoty w jakiś sposób związane z magią. Jak widać Salazar nie dał się tak łatwo zabić. - zaśmiała się kobieta.
Silion aep Mor:
- Szczwana bestyja! - zasmial sie po czym rozejrzal sie wokol. Podziwial widoki jakie serwowala wyspa.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej