Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.
Silion aep Mor:
Krasio schowal kostke i kartke do kieszeni, spojrzal na zaloge i rzekl. - Ja jestem za. Juz mi sama mysl o chodzeniu po tej wyspie zbrzydla. - rzekl zobojetniony. - Panie, jesli potrzebowalybyscie kogos do pomocy przy czymkolwiek. Czy to przy noszeniu towarow badz torebki to wiecie gdzie szukac krasia. - rzekl wesolo. Wstal, uklonil sie i wyszedl na poklad.
Canis:
Marynarze uwijali się szybko zwijając żagle i pętając takielunek, wiedzieli, kiedy zrzucić kotwicę, by okręt nie uderzył w przystań. Fregata powolnie wpływała co doku, by wreszcie na nim ostatecznie się zatrzymać.
Obsługa portu błyhskawicznie rpozyniosła trap i położyła dając możliwość zejścia, kwatermistrz czekał tuż za nim.
Sternik podszedł do niego i uścisnął z nim dłoń. Jednak pierwszy zaczął mówić kwatermistrz.
- Cześć, słuchaj... To jest ten Krwawy Graal? Miał dziś wpłynąć taki okręt, a mam wiadomość, dla kapitana statku od właściciela.
- Jak właściciela, przecież zginał. - Odparł zdziwiony sternik.
- Jak zginał skoro wysłał mi list, znam jego charakter pisma godzinę temu gołąb dostarczył, to na pewno od niego. - kontynuował kwatermistrz nie rozumiejąc o co w ogóle chodzi, chociaż kiepski stan pokładu zauważył.
Silion aep Mor:
Krasio stał nieopodal i przysłuchiwał się rozmowie. Cholernie zdziwił się gdy usłyszał o wlascicielu. - Co ty mowisz? Salazar zyje? Przeciez zginal na naszych oczach. - powiedzial zdziwiony.
Armin:
Ciemnoskóra schowała swoją kostkę, wstała i skierowała się w stronę pokładu. Kiedy się tam znalazła przyciągnęła się leniwie i podeszła do burty. Stała tak wpatrując się w marynarzy.
Evening Antarii:
-Salazara pochłonęło morze i dziwna magia, której, przynajmniej ja, nie rozumiem. Tajemnicza postać nagle pojawiła się na pokładzie i wymienili dwa zdania w nieznanym języku. Podobnie napisane były wiadomości przy kostkach które otrzymaliśmy... Ale, tak jak mówi Silion, widzieliśmy jego śmierć... Może to tylko pomyłka?- mówiła Eve gdy już zeszła z pokładu by pomówić z kwatermistrzem. -Przekazał mi dowództwo na statku. Jakby przeczuwał to, że zaraz coś się stanie...- dziewczyna głośno myślała nie dbając o to, czy słowa były zrozumiałe dla reszty czy nie. Ot, po prostu zauważyła teraz ten fakt i uzmysłowiła go sobie. -Właściwie, bez niego, nie wiemy co mamy tu robić. Statek należy doprowadzić do porządku, co może zająć kilka dni. Potem uzupełnimy zapasy i ruszymy z powrotem...- tłumaczyła swoje plany Eve. Wydawały jej się najbardziej sensowne w tym przypadku, gdy nic nie było pewne. -Potrzebujemy noclegu tu na Chatal.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej