Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.
Silion aep Mor:
Dobrze, dyskusja toczyla sie swoim torem czyli spokojnie i powoli. Dopiero co stracili najwazniejszego czlonka wyprawy, ugasili plonacy statek wywolany niespodziewanym przybyciem tajemniczego Erosa oraz odparli atak spanikowanych piratow. Mieli teraz prawo by usiasc, napic sie troche wyskokowych trunkow i pomyslec... Pomyslec nad sensem tej calej wyprawy, tego rejsu, tego dlaczego Salazar postanowil umrzec zapominajac o nich, tego czym sa tajemnicze kostki i jaki maja zwiazek z nimi. Dlaczego akurat te a nie inne osoby dostaly tajemnicze szesciany. Pytan bylo wiele, lecz nie kazdy potrafi filozofowac aby probowac odpowiedziec. Sil potrafil, potrafil filozofowac, rozmyslac, dociekac co, gdzie, jak i dlaczego jest tak a nie inaczej. Potrafił lecz nie chciał zanudzic juz i tak zmeczonej bitwa i ogolnym obrotem spraw załogi. Wychylił reszte wina z pucharu i zlustrował jeszcze raz sale. Pomietosił brode i rzekł rownie spokojnie co wczesniej. - Wiec tak: zostalismy sami z zaloga na morzu, na nieznanym morzu pedzacy na tajemnicza wyspe. Stracilismy jakze charyzmatycznego Salazara, nie wiemy po co teraz tam plyniemy i jeszcze te kostki. Tyle stricte filozoficznych pytan cisnie sie na me usta lecz prawdopodobnie nie macie ochoty dociekac, moge sie tez mylic. Wracajac do kostek: Wiem ze kostke ma Evening, ty Armin i ja. Panie kanclerzu, pan tez dostal? Jak z Mohamedem to nie wiem bo spi wyczerpany. - po chwili bardziej wesolo. - Nie mówcie mi ze Anette przespala cala ta batalie i tajemnicza postac bo nie uwierze.
Anette Du'Monteau:
-Dałam się wam wykazać. - powiedziała Anette. -Ostatnim razem też się pokusili o złupienie statku. A postać jest dziwna, ale na pewno nie zamierzam się obawiać jej wyłącznie dlatego że nosi kaptur i pozbawiła życia Salazara. - skomentowała.
Szarleǰ:
Kanclerz wzruszył ramionami w odpowiedzi na pytanie Siliona.
- Nie mam żadnej kostki. To nie moja sprawa. - Rzeczywiście, nie chciał się w to mieszać. Istota, która pozbawiła Salazara życia wydawała się groźna. Nie chciał wchodzić jej w paradę.
- Przede wszystkim zastanówmy się, co zrobimy, gdy przybijemy do portu na Chatal. Pani Kapitan?
Canis:
Dochodził ranek i wszyscy usłyszeli dzwony bijące z pokładu.
- Za chwilę będziemy cumować, można przygotować się do zejścia na ląd! - Zawołał sternik,l a z oddali widać było już przystań w porcie Fentil.
Widać z oddali prot usytuowany na wybrzeżu otoczony ze wszystkich stron dżunglą. port nie był żadną ruiną, czy pozostałością dawnej cywilizacji, to był nowy, a przynajmniej odbudowany port. płynąc zauważyliście, że nie było żadnych dróg przeszkadzających wam na drodze by wpłynąć do portu, wszelkie kominy wulkaniczne zostały skutecznie zniszczone lub ścięte by umożliwić bezpieczną żeglugę. Port nie był nadzwyczajnej zaludniony, chodziło tam kilkoro kupców, ludzi, ale najważniejsza osobą był kwatermistrz, który już z księgą czekał na was. Machał ręką do was trzymając w swojej dłoni pióro.
Evening Antarii:
-Gdy dopłyniemy rozejrzymy się po wyspie, uzupełnimy zapasy i wrócimy, jeśli nic się nie wydarzy. Mamy mapę, można by sprawdzić co ciekawsze miejsca. Zakupimy w porcie jadło i wodę i wypłyniemy w drogę powrotną... Chyba że ktoś chciałby zostać. A teraz przygotujmy się do zejścia- powiedziała gdy usłyszała słowa sternika.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej